Rozpędzona Wisła wygrała z Arką w Gdyni!

W meczu 4. kolejki piłkarskiej ekstraklasy Arka Gdynia na własnym stadionie musiała uznać wyższość Wisły Kraków. Jedynego, samobójczego gola w meczu strzelił eks-wiślak Adrian Mrowiec.

Wisła była szybsza, lepsza, ale znowu grała nieskutecznie. Arka, pod wodzą nowego trenera Dariusza Pasieki zaprezentowała się o klasę lepiej, niż w dotychczasowych meczach. Waleczność, ambicja i bieganie po całym boisku czasem jednak nie wystarczą, gdy rywal jest lepszy o klasę technicznie.

Reklama

Teoretycznie gospodarze walczyli o wyrównanie do ostatnich sekund, ale fakty są takie, że w drugiej połowie nie stworzyli żadnej sytuacji, a w ostatnich minutach Wisła grała z nimi w "dziada".

Zaczęło się planowo - od ataków wiślaków. Podobać się mogła współpraca Pawła Brożka z Patrykiem Małeckim. Później jednak ruszyli gdynianie, niesieni gromkim dopingiem. Między 13. a 15. min gospodarze mieli aż sześć rzutów rożnych! To było prawdziwe oblężenie, a bramka mogła paść dwukrotnie. Wisłę po strzałach z niewielkiej odległości Kowalskiego ratował Mariusz Pawełek.

Każdego kornera i rzut wolny gdynian wykonywał Bartosz Ława, który miał wyjątkowo dobrze nastawioną nogę.

"Brozio" mógł się zrewanżować strzeleniem gola, ale w 19. min zmarnował sytuację sam na sam z Bledzewskim! Przelobował już bramkarza Arki, lecz piłka przeszła tuż obok słupka.

W ostatnich 10 minutach I połowy krakowianie dominowali już niepodzielnie. Tuż przed przerwą indywidualną akcję przeprowadził Małecki urządził sobie slalom, minął dwóch rywali, w końcu piłkę wybić mu ją chciał Adrian Mrowiec. Eks-wiślak uczynił to tak niefortunnie, że wpakował piłkę pod poprzeczkę swojej bramki!

Po przerwie znowu szalał duet: "Mały" z "Broziem". To po akcji z Pawłem Brożkiem Patryk uderzył z lewej nogi w górny róg i "Bledza" z najwyższym trudem obronił (50. min). Za moment Małecki miał już strzelać na 0-2, lecz sędzia linowy dopatrzył się spalonego w momencie podania Pawła Brożka (powtórki dowiodły, że raczej go nie było).

Arka straciła energię i mecz przemienił się w okładanie seriami ciosów schowanego za podwójną gardą, słabnącego w oczach boksera. Wydawało się, że drugi gol dla gości to kwestia minut. W 62. min po przechwycie Radosława Sobolewskiego Andraż Kirm w dogodnej sytuacji nie trafił na bramkę, choć mógł dogrywać do Małeckiego.

Pod naporem wiślaków arkowcy panikowali. W 65. min po rzucie rożny kolejnego swojaka o mały włos nie strzelił Kowalski. Gdy wybijał na róg (piłka o centymetry minęła słupek) Bledzewski z nerwów zakrył twarz rękoma. W 71. min po koronkowej akcji Kirma z "Broziem" i Małeckim Mauro Cantoro był sam na sam z bramkarzem, lecz pojedynek ten przegrał. Dwie minuty później "Brozio" minął już Bledzewskiego, by z dość ostrego kąta trafić w słupek!

Odgryźć próbował się tylko Lubenow. Wszedł w II połowie, więc prądu mu nie zabrakło.

Arka Gdynia - Wisła Kraków 0-1 (0-1)

Bramka: 0-1 Mrowiec (44. samob.).

Arka: Bledzewski - Kowalski, Szmatiuk, Płotka, Bednarek (75. Ulanowski) - Sokołowski, Mrowiec, Ława, Wachowicz (46. Lubenow) - Trytko (81. Niciński), Labukas.

Wisła: Pawełek - Alvarez, Głowacki, Marcelo, Piotr Brożek - Łobodziński (68. Cantoro), Diaz (80. Ćwielong), Sobolewski, Kirm - Małecki (90. +3 Jirsak), Paweł Brożek.

Czytaj też:

ZAGŁĘBIE Lubin - RUCH Chorzów 0-1

Dowiedz się więcej na temat: małecki | Arka Gdynia | Gdynia | arka | Wisła

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje