Robert W. przyznał się do kilku zarzutów

Sędzia Robert W. wziął 30 tysięcy złotych od działaczy Górnika Łęczna. Łapówki były dla niego nagrodą za odpowiednie sędziowanie w meczach z Widzewem Łódź i Górnikiem Zabrze.

"Przed meczem z Widzewem działacze przyszli do mnie i klepali mnie po plecach, mówiąc: Robert, dobrze będzie, co? Wygrali zdecydowanie z drużyną gości i byli szczęśliwi. Dwa tygodnie później spotkaliśmy się w Warszawie. Od Ryśka M., który był kierownikiem drużyny Łęcznej, dostałem pieniądze. Nie pamiętam dokładnie, ile to było, ale między 10 a 15 tysięcy złotych" - powiedział sędzia, cytowany przez "Dziennik".

Reklama

Podobną "nagrodę" od działaczy Górnika Łęczna arbiter otrzymał kilka miesięcy później za stronnicze prowadzenie spotkania ekstraklasy z Górnikiem Zabrze. "Byłem głupi, że wziąłem te pieniądze. Dziś nawet nie pamiętam, na co je wydałem. Po prostu rozeszły się. Uważam, że ten klub nie powinien grać już w ekstraklasie" - stwierdził skorumpowany sędzia.

W. nie dzielił się tą kasą z arbitrami liniowymi. "Nic im nie mówiłem. Było mi wstyd za coś takiego. Prowadziłem mecze ze Sławkiem Stempniewskim, który został szefem polskich sędziów. Gdyby się o tym dowiedział dałby mi po łbie. Strach mu było coś takiego powiedzieć" - powiedział sędzia, który zatrzymany przez prokuraturę, przyznał się do kilku zarzutów dotyczących lat 2004 i 2005.

"Nigdy nie byłem jednak w grupie przestępczej. "Fryzjera" na oczy prawie nie widziałem. Spotkałem go może ze dwa razy w życiu, przelotnie" - dodał.

INTERIA.PL/Dziennik
Dowiedz się więcej na temat: Łęczna | Zabrze | sędzia | robert

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje