Peszko: To był nasz wojownik

- Celi sobie jeszcze nie postawiliśmy. Pewnie jednak nie będą one inne niż ostatnio. Chcemy grać, wygrywać, a potem dopiero będziemy patrzeć na miejsce w tabeli - mówi Sławomir Peszko, pomocnik poznańskiego Lecha.

24 - letni pomocnik w nadchodzącym ligowym sezonie będzie miał znacznie więcej pracy. Nowy trener poznaniaków Jacek Zieliński zmieni nieco bowiem dotychczasowe ustawienie Lechitów.

Reklama

- Jest nowy trener, a więc nowe ustawienie. Trzeba trochę treningu, przestawić się też nieco mentalnie. Nie ma co panikować. Trzeba po prostu grać. Dla formacji pomocy będzie trochę więcej pracy, zadań, ale myślę, że damy sobie spokojnie radę. Poza tym nie jest powiedziane, że trener cały czas będzie trzymał się ustawienia 1-4-4-2. Może być bardziej elastycznie również - zauważa "Peszkin"

Pytany przez INTERIA.PL o miniony sezon 2008/2009, spokojnie, po zastanowieniu odpowiada. Zaskakując przy okazji swoją szczerością. - Przegraliśmy w minionym sezonie tytuł, bo w końcówce ligi opadliśmy z sił. Nie da się ukryć, że zdecydowanie za dużo było także remisów. W pewnej chwili wkradła się nerwowość. A w końcówkach pojedynków, gdzie wynik był na remis, zaczynało się nerwowe patrzenie na zegar. Strzelaliśmy szybko bramki, ale równie szybko je traciliśmy, a potem ciężko przychodziło nam zdobywanie kolejnych goli.

- Narastało w nas ciśnienie, a potem się remisami kończyło. Po chwili oddechu dodaje: - Graliśmy też na trzech frontach. Chcieliśmy wywalczyć wszystko. Jak to potem często bywa, zostaje się na lodzie. My na lodzie - na szczęście - nie zostaliśmy, bo zdobyliśmy Puchar Polski oraz byliśmy trzeci w lidze. Więc tragedii nie było. Wyszliśmy z tego wszystkiego dość szczęśliwie.

Pytany o transfer Rafała Murawskiego, odpowiada z żalem w głosie. - Szkoda, że nie ma już z nami Rafała Murawskiego, bo to był nasz boiskowy wódź, wojownik. Bardzo dużo mi też osobiście pomógł. To był nasz motor napędowy, serce. Jak graliśmy "kaszanę" Rafał brał sam piłkę i inicjował akcje. Czasem jego jeden wślizg, zagranie, dawało nam sił do dalszej walki. Miał po prostu facet charyzmę.

- Pamiętam jak w szatni podczas meczu z Austrią Wiedeń motywował mnie. Powiedział mi: Weź się w garść i graj. Stać cię na więcej! Chłopie zaraz bramkę strzelisz. I sprawdziło się... (śmiech) - wspomina Peszko.

Dopytywany o współpracę z nowym szkoleniowcem odpowiada bez wahania. - Zupełnie inny facet niż trener Franciszek Smuda. Jest spokojniej, ciszej. Trener dużo z nami rozmawia. Dużo też nas obserwuje. Więcej powiedzieć nie mogę.

Na szerszą ocenę jest zdecydowanie za wcześnie jeszcze. A po drugie - wszystko zweryfikuje boisko. A przede wszystkim także nasze wyniki. Poza tym mnie jako piłkarzowi trudno odpowiadać na takie pytania. Ja wolę się dostosować, a nie porównywać - podkreśla poznański pomocnik.

Na co stać Lecha Poznań w sezonie 2009/2010? - Ciężko teraz powiedzieć. Wszystko i tak potem zweryfikuje boisko. Celi sobie jeszcze nie postawiliśmy. Pewnie jednak nie będą one inne niż ostatnio. Chcemy grać, wygrywać, a potem dopiero będziemy patrzeć na miejsce w tabeli - kończy Sławek.

Łukasz Klin, Poznań

Dowiedz się więcej na temat: wojownik

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje