Paweł Zarzeczny: I po wyborach

Trudno nie zacząć od wyborów, na które mało kto poszedł. Pewnie dlatego, że u nas na wybory chodzi tylko człek chory - na amnezję. Wybory nie cieszą się, niestety, najmniejszą nawet powagą, o czym świadczy taki oto sms od kumpla - oddałeś mocz?

Wybory jak wiadomo kształtują dwie izby parlamentu, po których za chwilę zacznie łazić jakiś piłkarski prezes lub kilku i nawoływać do zniesienia klubom podatków. Bardzo to dla kibiców chwytliwe, ale głupie. Gdyby kluby były nieopodatkowane jakoż i ich działalność sportowa, natychmiast wcisnęłoby się do nich tysiące firm, żeby przeprać gotówkę. Zawsze dzieje się tak w miejscach, gdzie istnieje najmniejsza fiskalna furtka. Czyli kluby nagle zyskałyby miliony złotych, ale wyłącznie na papierze. Piłkarzy klub od klubu kupowałby za miliony euro, niczym w Hiszpanii czy Włoszech, ale - fikcyjnie. Jak w dowcipie o gościu, który ma do sprzedania psa za 100 tysięcy. Po tygodniu ktoś go pyta z niedowierzaniem: Naprawdę sprzedał pan? Oczywiście! Za dwa koty po 50 tysięcy...

Reklama

No, ale wróćmy już do spostrzeżeń bieżących i ligowych. Tak sobie myślę, że skoro kiedyś organizowano do Polski wycieczki na strzelanie do żubra lub dzika, to teraz warto zaoferować wycieczki na strzelanie... hat-tricka! Chyba nigdzie w Europie nie ma teraz takich popisów - Klatt, Piechna, Aleksander, Brożek... Boże, co to będzie jak jeszcze nauczą się w piłkę grać! No, ale spoko, zaraz ktoś ich sprzeda, gdziekolwiek, bo w sferach rządzących polska piłką zasada jest jedna: włożyć, wyjąć, włożyć i wyjąć, bo jak się za długo przetrzyma to mogą być kłopoty, hm, jak to w życiu ssaków...

Gorzej, że przy tylu pięknych golach i niezłej frekwencji wciąż pojawia się jakiś kwas. Nie, nie chodzi już o chamstwo Cantoro (próba złamania rywalowi nogi), za które powinien pauzować do Bożego Narodzenia, ale o rozpoczętą nagle przez Legię wojnę z własnymi kibicami. Nie sztuka nazwać ich idiotami i powyrzucać, bo to oni robią widowiska i to oni, w przeciwieństwie do piłkarzyków i działaczy, naprawdę kochają swój klub. Oni mogą chodzić nawet w deszcz i nawet na czwartą ligę - krawaciarze będą w tym czasie kłócić się o darmowe wejściówki i parking. Tak samo jest w całej Polsce. Ja nie bronię hołoty. Ja bronię żywych chłopaków, w których jeszcze drzemią emocje, tradycje, miłość do barw, a nawet zawziętość. Kilka lat temu poseł do Izby Gmin, po jakiejś stadionowej rozróbie zapytał retorycznie: - Czyż nie dzięki takim właśnie ludziom Anglia została światowym mocarstwem? Yes!

Dodam też bardzo smutny wniosek z ostatniego tygodnia - to nie kibice płacą dziś odszkodowania policjantom, ale policja kibicom. Więc i racje trzeba rozkładać z rozwagą i po równo, w imię przyszłości. I z krawaciarzami i z fanami, i z gliniarzami.

A na koniec - mógłbym oczywiście pochwalić Wisłę za nieprzebrane rezerwy, a Górnika za ambicję, ple, ple, ple, tyle że taki bełkot jak zwykle zostawię kolegom. Więc zakończę inaczej, najśmieszniejszym tekstem jaki czytałem od mniej więcej roku. Opowiada w ważnej gazecie trener reprezentacji pan Klejndinst, jak to podglądał Anglików, przed niezadługim meczem biało-czerwonych w Manchesterze. I gada tak: "Potraktowano mnie fantastycznie. Siedziałem dwa rzędy za Erikssonem".

Klejndinst, polski hydraulik.

Dowiedz się więcej na temat: wybory

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje