Kosa: Inny świat

Liczę na to, że Leo Beenhakker jeszcze o mnie nie zapomniał. Gram w silnej lidze, na pewno nie słabszej niż polska ekstraklasa, jestem w dobrej formie i liczę na to, że jeszcze dostanę szansę przed Euro - powiedział nam Kamil Kosowski z FC Cadiz.

Reklama

Kamil Kosowski chciał zostać w Polsce, ale Wisła Kraków rozwiązała z nim kontrakt. Dlatego przeniósł się do słonecznej Hiszpanii. Jego FC Cadiz to solidny średniak, który wbrew zapowiedziom raczej nie awansuje do Primera Division. Polak jest jednak mocnym punktem ekipy z Kadyksu. Ostatnio wykazał się charakterem i przeprowadził akcję, którą zakończył asystą przy golu Natalio. Działo się to chwilę po tym, jak FC Cadiz straciło drugiego gola, grając na wyjeździe z Cordobą (mecz skończył się remisem 2:2).

- Nie lubię się chwalić, ale wyszła mi niezła akcja, zakończona naprawdę fajną piłką - opowiada "Kosa", który przygotowuje się do najbliższego meczu, jaki 13. w lidze Cadiz rozegra w niedzielę z szóstym Castellonem (ma tylko o cztery pkt więcej, niż zespół Polaka).

- Rytm gdy, zaangażowanie, tempo i przede wszystkim umiejętności zawodników są bardzo wysokie. Czy wyższe niż w Polsce? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć, w Polsce jest przecież świetna kadrowo Wisła Kraków, ale pozostałe polskie drużyny miałyby kłopoty w Segunda Division.

Czy organizacyjnie FC Cadiz da się porównać do polskich najlepszych klubów? - Ha, ha, ha! Nie ma w ogóle o czym mówić - śmieje się Kamil. - W sprawach takich, jak zaplecze, organizacja polskie kluby robią postępy, ale ciągle z zachodnimi nie mogą się jeszcze równać.

Kosowski w Hiszpanii mieszka już z rodziną. - Moja żona Roksana jest zadowolona z pobytu w tym kraju. Syna Antosia przywieźliśmy tu również. Nawet dobrze zniósł podróż samolotem, tylko przy lądowaniu troszkę brzęczał - opowiada "Kosa". - Podróż samochodem nie wchodziła w rachubę. Z Krakowa do Kadyksu jest aż 3,5 tys. kilometrów!

Kamil ma nadzieję na powrót do kadry i chciałby, żeby to nie wiązało się z nieszczęściem któregoś z kolegów. Np. z tym, że ktoś jest kontuzjowany, a ktoś inny zamiast grać siedzi na trybunach. - Trener Beenhakker mnie zna, więc spokojnie na treningach oraz w meczach robię swoje i czekam na sygnał z kadry - powiedział Kosowski.

Dowiedz się więcej na temat: Kamil Kosowski | Kos | beenhakker | kamil | świat | Inny świat

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje