Jagiellonia podejmuje Lechię w 2. kolejce T-Mobile Ekstraklasy

Piłkarzy Lechii czeka drugi ligowy mecz na wyjeździe, tym razem w Białymstoku z Jagiellonią. - Potencjał obu ekip oceniam na remis, co nie znaczy, że zagramy o punkt. Już tam wygrywaliśmy i teraz też zamierzamy - powiedział trener gdańszczan Tomasz Kafarski.

- Początek sezonu w wykonaniu Jagiellonii z pewnością odbiegał od tego, co zakładano w klubie. Nie zmienia to jednak faktu, że to bardzo silna ekipa, która ma w swoim składzie wielu dobrych piłkarzy. Ta drużyna, podobnie zresztą jak praktycznie każdy polski zespół, niezbyt dobrze się czuje, kiedy gra pod presją, a rywal prezentuje agresywny futbol. Dlatego zamierzamy zagrać twardo i zdecydowanie. Chcemy też długo utrzymywać się przy piłce - przyznał Kafarski.

Reklama

Gdańszczanie nie przegrali w Białymstoku czterech ostatnich meczów. W ekstraklasie w lipcu 2009 roku zremisowali 0-0, a 12 marca tego roku wygrali 2-1. Cztery dni później w rewanżowym ćwierćfinałowym meczu Pucharu Polski zremisowali tam 1-1, co po remisie w pierwszym spotkaniu w Gdańsku 0-0 dało im awans do półfinału tych rozgrywek. Tę statystykę uzupełnia jeszcze remis 1-1 w rewanżu półfinału wcześniejszej edycji PP w maju ubiegłego roku. Wtedy jednak do finału zakwalifikowali się piłkarze "Jagi".

W sobotę z Jagiellonią nie zagra kapitan Lechii Łukasz Surma, który w meczu z Polonią w Warszawie (0-1) otrzymał czerwoną kartkę i musi pauzować w dwóch najbliższych spotkaniach. Zamiast niego w środku drugiej linii zagra zapewne przesunięty z prawej strony obrony Marcin Pietrowski albo z lewej flanki defensywy Ormianin Lewon Hajrapetjan.

Do pełni sił wrócili już dwaj napastnicy, którzy ostatnio narzekali na kontuzje, czyli Holender Fred Benson oraz Białorusin Aliaksandr Sazankow. Ten ostatni nie znalazł się jednak w kadrze na spotkanie z Jagiellonią. W porównaniu do meczu z Polonią w kadrze meczowej zaszła tylko jedna zmiana - Surmę zastąpił Kamil Poźniak.

Piłkarze Lechii, podobnie jak ich najbliższy rywal, również nie mogą być zadowoleni z wyniku ligowej inauguracji.

- Na pewno jesteśmy rozczarowani wynikiem, tym bardziej że w stolicy byliśmy bliscy wywalczenia jednego punktu. Zresztą moim zdaniem byłby to najsprawiedliwszy rezultat. W Warszawie nie spisywaliśmy się źle. Do organizacji gry nie można mieć większych zastrzeżeń, zabrakło jednak decydującego ostatniego podania, które otworzyłoby drogę do bramki. Dlatego do Białegostoku jedziemy podrażnieni inauguracyjną porażką po co najmniej pierwszy w tym sezonie punkt - zapewnił napastnik Lechii Tomasz Dawidowski.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje