Iwan: Organizacja w Lechu to amatorka

'Kończę, ale mam już nowe życie. Teraz spróbuję sił w biznesie. Zawsze kręciło mnie ryzyko" - powiedział w "Przeglądzie Sportowym" Tomasz Iwan, który nie będzie już profesjonalnie grać w piłkę.

34-letni zawodnik przegrał z kontuzją - zerwane więzadła w prawym kolanie i zmiażdżona łękotka. Teraz będzie musiał poddać się operacji, a potem czeka go kilkumiesięczna rehabilitacja.

Reklama

Ostatnio Iwan występował w Lechu Poznań. "W ostatnich sezonach grałem, bo chciałem, a nie musiałem. Wróciłem do kraju z nadzieją, że jest lepiej niż wtedy, kiedy wyjeżdżałem. Ale nie jest. Poziom ligi zdecydowanie się obniżył. Organizacja klubu w Poznaniu to amatorka. Pięknie wygląda na zewnątrz. Stadion, szatnie, tradycja, niesamowici kibice. A w środku? W klubie nie ma siłowni siłowni, odnowy, sprzętu do treningu po rehabilitacji. O pieniądzach już nie wspominam. Już skierowałem sprawę do PZPN" - powiedział w "Przeglądzie Sportowym".

Ale to nie Lech jest największym rozczarowaniem dla piłkarza. "Koszulka z numerem 8 i logo mundialu do dziś wisi w Ustce. Ostatnio przeczytałem, że Jerzy Engel przyznał, że to był błąd, że nie zabrał mnie do Azji. Już mu wybaczyłem. Tak mnie wychowano, bym umiał przebaczać" - dodał.

INTERIA.PL/Przegląd Sportowy
Dowiedz się więcej na temat: Tomasz Iwan | organizacja | Iwan

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje