Engel robi dobrą minę do...

Wisła Kraków doznała w niedzielę pierwszej porażki w Orange Ekstraklasie w tym sezonie. Lepsi od mistrza Polski okazali się piłkarze Zagłębia Lubin wygrywając 2:1.

"Mogliśmy to spotkanie wygrać, gdyby piłkarze byli skuteczni. W pierwszych piętnastu minutach mieliśmy trzy stuprocentowe sytuacje, które powinniśmy wykorzystać. A gdy się nie strzela, to trzeba być bardzo skutecznym w grze obronnej, żeby goli nie tracić. My jednak je straciliśmy. W związku z tym punkty zostały w Lubinie" - tłumaczył porażkę Jerzy Engel, trener "Białej Gwiazdy".

Reklama

Szkoleniowiec, po przegranych z Vitorią Guimaraes w Pucharze UEFA, twierdził, że w lidze Wisły nikt nie pokona. "Pamiętajmy, że gdy to mówiłem, miałem trochę inny zespół niż ten, który pojechał do Lubina. Wypadło nam kilku kluczowych zawodników. To nie mogło nie mieć wpływu na grę. Poza tym trudno jest jechać na mecz, gdy ma się zespół w całości pierwszy raz na treningu w piątek przed niedzielnym spotkaniem. W dodatku w piątek nie wiedzieliśmy jeszcze czy będą mogli grać Kowalczyk i Paulista. Szykowaliśmy trochę inne ustawienie, a w innym zagraliśmy. Ja jednak tak tragicznie naszej postawy nie widzę, choć zgadzam się oczywiście, że jest to inna Wisła, niż jeszcze nie tak dawno. Ale przy takich stratach kadrowych, to musi odbijać się na grze. Doskonale wiem, że część kibiców chciałaby tej dawnej Wisły, ale muszą oni zdawać sobie sprawę z tego, że tamtej drużyny już nie ma. Dopóki nie wzmocnimy tego zespołu, to trzeba trochę poczekać. Tamta Wisła była budowana przez kilka lat. Ten zespół jest diametralnie inny i potrzeba wszystkim cierpliwości" - powiedział Engel.

Trener pozostaje jednak optymistą. "Nasz plan na najbliższe trzy mecze to sześć punktów w meczach z Koroną i Amicą i pewny awans w Pucharze Polski" - stwierdził.

INTERIA.PL/Gazeta Krakowska
Dowiedz się więcej na temat: Wisła | engel

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje