Engel: Brakuje mi wojowników

- W Wiśle trzeba przede wszystkim zmienić sposób dobierania zawodników. Trzeba wojowników, a u nas jest ich zbyt mało - mówi Jerzy Engel w wywiadzie udzielonym INTERIA.PL

Trener "Białej Gwiazdy" tłumaczy także przyczyny porażek w pucharach i opowiada o relacjach łączących go z właścicielem klubu Bogusławem Cupiałem.

Reklama

- Czy po niepowodzeniach w rozgrywkach pucharowych nadal czuje pan zaufanie ze strony właściciela klubu Bogusława Cupiała?

- Mówimy o dwóch światach. Świecie realnym czyli ligowym, gdzie Wisła dominuje i jako jedyny zespół jest bez porażki i - mając mecz zaległy na własnym boisku - prowadzi w tabeli z dużą przewagą. Sprawa dotyczy natomiast niepowodzeń w świecie marzeń. O tym, o czym Wisła marzy od lat czyli o znalezieniu się w grupie Ligi Mistrzów czy też Pucharu UEFA. Byliśmy w tym roku tak blisko awansu do LM, jak chyba nigdy dotąd. Nie udało się.

- Dlaczego się nie udało?

- Wszyscy widzieliśmy. Przyczyną nie było to, że byliśmy dużo słabsi od naszych rywali (Panathinaikosu - przyp. red.). Zagraliśmy naprawdę dwa świetne mecze. Świetny mecz w Krakowie i naprawdę znakomite spotkanie w Atenach. Zabrakło nam szczęścia oraz doświadczenia w końcówce meczu. Graliśmy także przeciwko sędziemu, bo nie uznana bramka na 2:2 kończyła właściwie całą zabawę. Ten jeden gwizdek spowodował, że znowu jesteśmy w takiej samej sytuacji, w jakiej byliśmy rok temu.

- A niezbyt chwalebne odpadnięcie z Pucharu UEFA?

- Zdecydowaliśmy wszyscy, by dać odejść z klubu kolejnym zawodnikom, którzy stanowili o sile tego zespołu. Nie ma tak w żadnym innym klubie na świecie, żeby w tym samym okienku transferowym odeszło dwóch najlepszych strzelców zespołu. Straciliśmy i Żurawskiego i Frankowskiego. Zamienić Żurawskiego to już była sztuka i tutaj mieliśmy nadzieję, że uczyni to Paweł Brożek. Ale stracić jeszcze Frankowskiego, to oznaczało pozostanie zupełnie bez ataku. Oczywiście staraliśmy się szybko zapełnić tę lukę zawodnikami, których akurat mogliśmy pozyskać na naszym rynku. Okazało się to niewystarczające.

- Taka jest więc główna przyczyna niepowodzenia?

- To był podstawowy problem i wiedział o tym właściciel klubu. Długo dyskutowaliśmy - zanim ci zawodnicy odeszli z klubu - co może się zdarzyć gdy ich zabraknie. Stąd mogę powiedzieć, że zaufanie do siebie mamy bardzo duże. Zarówno ja do pana Bogusława Cupiała, jak i Bogusław Cupiał do mnie. Od strony szkoleniowej nic więcej zdziałać nie można było!

- Jakie błędy zostały popełnione przed meczami w Pucharze UEFA i dlaczego nie mogliśmy przejść słabego zespołu ligi portugalskiej?

- To nie o to chodzi, że nie mogliśmy przejść. Zespół był całkowicie rozbity. Nie tylko tym, że odpadł z Ligi Mistrzów, ale że stracił swojego kapitana i kolejnego zawodnika. W takiej sytuacji wkrada się zupełna dezorganizacja jeśli chodzi o sprawy moralne. A przypomnijmy sobie, że chciał także odejść Baszczyński, a mieli propozycje inni, jak Sobolewski czy Cantoro. Nie było to łatwym dla nas zebrać zespół i stanąć znowu do walki o europejskie puchary.

- Ale przecież starcie z Vittorią Guimaraes to był dwumecz. Rewanż nastąpił dwa tygodnie później.

- W tym co mówiłem wcześniej upatrujemy porażki w pierwszym meczu, natomiast w rewanżu zabrakło nam skuteczności, zabrakło armat. Takich piłkarzy, którzy potrafiliby wykorzystać stworzone sytuacje. Jeśli się ich nie wykorzystuje, to niestety odpada się w takim stylu, w jakim odpadliśmy.

- Czy spodziewa się pan zimą kolejnego "odpływu" z Wisły. Czy myślał pan już o ewentualnych następcach Baszczyńskiego, Sobolewskiego, Kłosa...

- To wszystko zależy od koncepcji jaką się przyjmie w klubie. Jeśli chcemy budować jeszcze mocniejszy zespół, to rzeczywiście żaden z tych piłkarzy odejść nie powinien. Natomiast jeśli będzie pomysł całkowitej przebudowy zespołu i dania sobie czasu na ewentualne następne sukcesy, to kto wie - może właśnie taką koncepcję się przyjmie.

- Obecne porażki w pucharach już spowodowały stratę przez Polskę jednego miejsca w Pucharze UEFA w rozgrywkach 2007/2008, a ponadto mistrz Polski będzie musiał zaczynać start w eliminacjach LM już od drugiej rundy eliminacji. Czy ma pan jakiś pomysł na uzdrowienie tej sytuacji.

- Myślę, że pan mówi o fatalnej postawie wszystkich polskich drużyn. To, że obecnie była taka pozytywna sytuacja to jest zasługa Wisły, bo głównie ona zdobywała punkty dla naszego kraju. Jakoś tak cichutko przechodzimy do porządku dziennego nad tym, że w II rundzie eliminacyjnej Pucharu UEFA odpadła Legia Warszawa i to właściwie bez żadnej możliwości i szansy na dalszą grę. Szybko odpadła Wisła Płock, błyskawicznie także Groclin. Wisła nie będzie cały czas ciągnęła polskiego futbolu klubowego na swoich barkach - tak nie będzie. Wciąż jednak mamy szansę na status drużyny rozstawionej w drugiej rundzie eliminacji LM i to chcemy osiągnąć.

- Czy nie uważa pan, że Wisła powinna położyć większy nacisk na obronę. Czy zgadza się pan z tezą, że to właśnie słaba postawa w defensywie, a nie brak siły ognia w ataku, jest główną przyczyną porażek na arenie europejskiej.

- W Wiśle trzeba przede wszystkim zmienić sposób dobierania zawodników. Kupowano głównie piłkarzy dobrych technicznie, a wiadomo, że gracze dobrzy technicznie nie zawsze należą do walecznych. Tutaj trzeba rzeczywiście chłopaków z charakterem. Takich walczaków, którzy wspomogą tych niezłych technicznie i powstanie dobry zespół. Popatrzymy na Chelsea, która z Mourinho miała zdobyć wszystko, a zdobyła "tylko" mistrzostwo. Wisła też zdobyła "tylko" mistrzostwo. Londyńczycy grają świetnie właśnie dlatego, że mają prawdziwych wojowników na boisku. U nas tych zawodników jest zbyt mało i właśnie po takim kątem będziemy szukać wzmocnień.

- A bardziej konkretnie?

Chcemy takich, jak chociażby Kuba Błaszczykowski, którzy oddadzą wszystko na boisku dla tego klubu, a nie tylko przyjdą tutaj jak na trampolinę, by szukać odskoczni do innych klubów.

Dowiedz się więcej na temat: UEFA | engel

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje