Ekstraklasa stanęła na głowie! Mieli spaść, a rządzą!

T-Mobile Ekstraklasa stanęła na głowie. Po sześciu kolejkach na czele Korona Kielce, a oprócz niej jako jedyny nie przegrał Widzew Łódź. Obydwa zespoły były typowane bardziej do spadku, niż do zdobycia mistrzostwa Polski.

W Kielcach i części Łodzi kibicującej Widzewowi apetyty zaostrzyły się, ale muszę tych fanów sprowadzić na ziemię - jest bardzo mało prawdopodobne, aby podobny układ w tabeli wytrwał na koniec sezonu. Rok temu, po sześciu kolejkach na czele była Jagiellonia przed Bełchatowem, przed dwoma laty - Wisła przed Polonią Bytom. Dla żadnej z tych drużyn sezon nie zakończył się równie dobrze, co zaczął. "Jaga" cudem załapała się do pucharów, Bełchatów skończył na 10. miejscu, a rok wcześniej Wisła na finiszu przegrała walkę o mistrzostw Polski z Lechem, podczas gdy Polonia musiała zadowolić się siódmą lokatą.

Reklama

Na uwagę zasługuje łatwa i za niska, jak na przebieg spotkania wygrana "Białej Gwiazdy" z "Kolejorzem". Holenderski pomysł na futbol zdeklasował ten hiszpański, według prawideł Jose Mari Bakero. Baska do końca nie tłumaczy nawet plaga kontuzji (m.in. Arboleda, Henriquez, Kikut, w trakcie meczu wypadł Djurdjević). Styl gry - atakujemy w czwórkę, a reszta tylko broni - powinien już dawno przejść do lamusa.

Pojawiły się opinie, że "gdyby Wisła tak zagrała z APOEL-em....", lecz są całkiem nietrafione. Wisła z Cypryjczykami nie wypadła tak słabo, bo była w gorszej formie, tylko najzwyczajniej rywal był z innej, wyższej półki! Wystarczyło spojrzeć na Maora Meliksona, który w dwumeczu z APOEL-em miał kłopoty nie tylko z utrzymywaniem się, ale w ogóle z dojściem do piłki, podczas gdy wobec dziury w drugiej linii Lecha, mógł sobie hasać jak na treningu.

Dla "Białej Gwiazdy" to niesamowicie ważne zwycięstwo w kontekście rywalizacji z BK Odense w Lidze Europejskiej. Robert Maaskant pokazał, że ma zespół, który świetnie sobie radzi nawet bez zawieszonego w meczu z Lechem Patryka Małeckiego.

W Legii trener Maciej Skorża ma problem z mentalnością zespołu i formą Jakuba Wawrzyniaka. Wprawdzie Danijel Ljuboja w Cafe Futbol Polsatu Sport długo przekonywał, że z Podbeskidziem legioniści grali normalnie, tylko nie strzelali bramek i przez to wynik wypadł tak słabo (1-2), ale gdyby legioniści zaprezentowali choćby połowę tej agresywności, bojowości, dzięki którym wywarli awans do Ligi Europejskiej z gardła Spartaka Moskwa, to bielszczanie nie spakowaliby nawet punktu do autokaru. Dla trenera Skorży ta wstydliwa porażka pechowo nadeszła w dniu, w którym ogłosił na łamach "Przeglądu Sportowego", że "Zmieniła się konstrukcja psychiczna drużyny. ... Legia już nie jest zespołem, który traci głowę po kwadransie gry. Piłkarze wiedzą, czego chcą na boisku".

To prawda, że Wawrzyniak w od początku sezonu zagrał wyjątkowo dużo, bo 12 meczów w 44 dni. Ale dla dobrze przygotowanego fizycznie zawodowca występy co cztery dni nie powinny stanowić wielkiego wyzwania, tymczasem jeden z nielicznych klasowych polskich lewych obrońców popełnia ostatnio sporo błędów. Musi przetrwać ten kryzys.

Dziwne rzeczy dzieją się w Krakowie przy Kałuży. Polityka transferowa Cracovii, zamiast przemyślanego, uporządkowanego działania, przypomina bardziej szamotaninę. Najpierw przez dwa miesiące "Pasy" przygotowywały się do sezonu, rozgrywały sparingi, a później, gdy nastąpił falstart w nowym sezonie, w roli strażaków sprowadziły dwóch piłkarzy (Kahlona i Hoszka), a jeden z nich (Kahlon), od razu ląduje w wyjściowej "jedenastce", choć na tym etapie przygotowania fizycznego, nic wielkiego sobą nie prezentuje. Czy takie działanie nie oznacza paniki trenera Jurija Szatałowa? Czy transfery z ostatnich kilku okresów są godne fachowca klasy Tomasza Rząsy?

Zaskakujące, jak bardzo Cracovia sobie nie radzi z obsadą pozycji stopera. Gdyby nie cofnięcie Arkadiusza Radomskiego, "Pasy" nie miałyby wartościowego obrońcy! Zwolniono Mariana Jarabicę, a zatrudniono Mateusza Żytkę, który myli się raz po raz, a zespół traci gola za golem i mimo tego ma pewne miejsce w składzie. W spotkaniu z Koroną, biegnąc bark w bark z Michałem Zielińskim się wywrócił i tak padła bramka na 1-2, w meczu z Legią ma na sumieniu bramkę numer "trzy" (nie upilnował Radovicia, tylko się .... wywrócił). Zadziwiające jest to, że Mateusz wciąż gra.

W ten sposób obrona przed degradacją wchodzi Cracovii do krwi. - Spokojnie, rok temu po sześciu kolejkach mieliśmy zero punktów, więc nie jest źle - to czarny humor kibiców "Pasów".

Sześć kolejek tego sezonu potwierdziło tendencję z ostatnich lat - poziom Ekstraklasy, wbrew dysproporcjom w budżetach klubów, wyrównuje się. Na pewno jednak nie idzie w górę. Szkoda, że takich pojedynków jak Lechia - Górnik, Jagiellonia - Polonia, czy Korona - Śląsk jest mniej, niż takich jak Cracovia - ŁKS, czy Bełchatów - Widzew.

Świeże komentarze i opinie na blogu Michała Białońskiego! Dyskutuj!

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje