Czy bukmacherzy będą mogli reklamować się poprzez sport?

- A jak kasyno będzie sponsorować sport, to też będziemy je lepiej traktować? - pyta Jacek Kapica, podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów i szef Służby Celnej w rozmowie z "Tygodnikiem Kibica".

W tzw. aferze hazardowej - która była-nie była, nie mnie to oceniać - mowa była o kasynach i "jednorękich bandytach", a tymczasem najbardziej ucierpiał sport. To przypadek czy celowy zamysł?

Reklama

Jacek Kapica, podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów i szef Służby Celnej: - Całe to zamieszanie, z uwagi na problemy hazardu, dało możliwość całościowego uregulowania kwestii zawiązanych z grami. Sportu to nie dotyczyło, tylko potrzeby uporządkowania i organizacji wszystkich rodzajów gier hazardowych.

Ale sport ucierpiał. Tylko kluby piłkarskie szacują swe straty z tytułu zerwanych kontraktów na ponad 50 mln zł. Ucierpiał też budżet państwa, gdyż nie wpłynęły z tego tytułu podatki. Prawnicy mówią wręcz o odszkodowaniach, choćby dla klubów I ligi. Ucierpieli kibice, bo nie mogą legalnie grać w firmach bukmacherskich. Te z kolei, bo nie mogą legalnie w Polsce działać, a nasze "naziemne" firmy bukmacherskie przez zaporowy podatek zanotowały straty, a niektóre są już na skraju bankructwa.

- Przede wszystkim całościowe uregulowanie obszaru gier hazardowych było powodowane chęcią osiągnięcia celów społecznych. Porównałbym to do sytuacji, kiedy w Polsce jakiś czas temu dyskutowano o dostępności reklam piwa. Wtedy też mówiono, że sport ucierpiał, bo nie będzie można go reklamować i firmy produkujące piwo nie będą dużymi sponsorami klubów piłkarskich. Kluby sobie poradziły, żaden nie upadł z tego powodu. Powiedziałbym, że to wcale nie jest związek przyczynowo-skutkowy powodujący, że jak nie będzie sponsora z obszaru gier hazardowych, to sport się załamie, bo przykładem jest Wisła Kraków, która zawsze miała sponsora innego, wymagającego, i jest klubem piłkarskim utrzymującym się zawsze na szczycie Ekstraklasy.

Tyle że nie tylko o Wisłę tu chodzi, a chociażby o I ligę, która od tamtej pory, do dziś, nie ma żadnego sponsora. Abstrahując od tego: mówił Pan o względach społecznych. Ma Pan na myśli szkodliwość tych gier? Mam wręcz przekonanie, że przy tej aferze pomieszano kasyna, automaty i zakłady wzajemne, które są inną sferą tzw. hazardu.

- Nie ma wątpliwości, że zakłady wzajemne są jedną z gier hazardowych, które również uzależniają. Podobnie jak Totalizator Sportowy, organizujący gry liczbowe, która jest grą hazardową, która także uzależnia. Każda z nich uzależnia w zupełnie inny sposób i jest dedykowana do trochę innego odbiorcy. Niewątpliwie większe zagrożenia wiążą się z automatami, grami kasynowymi, a mniejsze zagrożenia wiążą się z zakładami wzajemnymi czy Totalizatorem. Stąd: tamte zostały ograniczone w większym stopniu, a te - w mniejszym. W tej chwili te rozwiązania idą w kierunku umożliwienia organizacji zakładów wzajemnych również poprzez internet. Podejście wynikające z wartości społecznych musi być tak samo adekwatne do każdego obszaru gier. Nie ma usprawiedliwienia, że: jak Totalizator sponsoruje sport, to będziemy go lepiej traktować. Tak samo z zakładami wzajemnymi. A jak kasyno będzie sponsorować sport, to też będziemy je lepiej traktować?

Przecież Totalizator i tak lepiej traktujemy, bo Lotto może się reklamować oficjalnie, natomiast zakłady wzajemne - już nie.

- Tak jak powiedziałem: te ograniczenia wynikają z wpływu na uzależnienie, ponieważ gry organizowane przez Totalizator Sportowy są grami najmniej uzależniającymi, stąd istnieje możliwość informowania o sponsoringu i reklamy. Kolejnymi grami, które w większym stopniu, ale jednak mniej uzależniają, są zakłady wzajemne, stąd można informować o sponsorowaniu. Natomiast najbardziej uzależniające są gry kasynowe i automatowe, dlatego nie mogą się ani reklamować, ani informować o sponsorowaniu.

Chyba mamy zupełnie inne badania, bo wedle europejskich, jakimi dysponuję, jeśli chodzi o uzależnienia, gry liczbowe są wiodące, potem są "jednoręcy bandyci", następnie kasyna, a gdzieś na samym końcu zakłady wzajemne.

- Kupując akcje, inwestujemy w coś - przynajmniej tak powinno być - co jest inwestycją długofalową. Nie po to się inwestuje, żeby za dwa dni sprzedać, bo koszty operacji finansowych są wyższe niż spodziewany zysk. W przypadku zakładów wzajemnych: dziś obstawiamy zakład z nadzieją wygranej za kilka dni.

Ale na giełdzie, czy poprzez firmy brokerskie, mogę zawierać kontrakty terminowe i np. zakładać się o wysokość temperatury w danym miesiącu, lub czy WIG spadnie, czy zyska. Nie bardzo dostrzegam różnicę. I to jest gra, i to jest gra. Różnica jest tylko taka, że w zakładach wzajemnych, jeśli przegra gracz - to tylko on. Natomiast na giełdzie wstrząsy powodują, że np. ceny ropy skoczą, cena cukru spekulacyjnie zostanie wywindowana itd... I cierpią wszyscy.

- Trzeba wyjść z zupełnie innego założenia. Na giełdzie gra - mimo że to nazywa się gra - nie jest grą hazardową czy losową, nie zależy od przypadku, lecz od czynników gospodarczych, ekonomicznych zarządu danego przedsiębiorstwa - nie zależy od przypadku. Natomiast w sytuacji zakładów wzajemnych, to jest to gra hazardowa, w której części - może nie w całości - wynik zależy od przypadku. To znaczy, że tam zakłada się na taki, a nie inny wynik, z góry niepewny. Jednocześnie nie mając świadomości, czy w tym meczu wystąpią ci piłkarze, czy inni. Czy będzie deszcz, kto będzie w jakiej sprawności fizycznej itp.

To zależy, jak kto analizuje. Nie znam kibica, który losuje, na jaki wynik postawi. Natomiast jeśli chodzi o kontrakty terminowe, tu faktycznie strzelam przypadkowo, bo na jakich przesłankach mogę się oprzeć?

- Zakład można zrobić za 100 zł, a nikt nie zawiera kontraktu terminowego za 100 zł. Dostępność tej opcji jest zupełnie inna. Kontrakt terminowy można zrobić za milion zł? Kilka milionów zł? Nikt nie robi tego codziennie. Natomiast zakład wzajemny za 100 zł można założyć w zasadzie codziennie. I w ten sposób buduje się uzależnienie.

Tyle że średnie zakłady - przynajmniej u nas - kształtują się w granicach 8 zł.

- To oznacza, że są jeszcze bardziej dostępne.

Tak, ale w tym momencie mniej szkodliwe i uzależniające, bo kibice traktują to bardziej jako zabawę niż jakiś wielki biznes.

- Ale nie chodzi o biznes, gdyby o niego chodziło, nie byłoby problemu. Na giełdzie chodzi o biznes. A tu właśnie chodzi o to, że ta zabawa uzależnia. Częste dokonywanie zakładów na małe kwoty buduje uzależnienie.

Większa dostępność, tyle że skutki mniejsze - tak jak mówię: kryzys światowy to były spekulacje na rynkach finansowych, a nie bukmacherskich. Tak jak Pan Minister mówi, kwoty na giełdzie są duże, ale jednocześnie i reperkusje, jakie z tego wynikają, też są duże. Ale pomińmy to.

Teraz wprowadzamy możliwość legalnej działalności firm bukmacherskich internetowych w celu, jak rozumiem, uporządkowania tego rynku. Opodatkowanie od przychodu wynosi 12 procent. To jest nasz autorski projekt, czy też zaczerpnięty z kraju mającego już doświadczenie w tym względzie?

- Podobne opodatkowanie - 10 procent - było poprzednio. Podstawa opodatkowania od przychodu była taka jak poprzednio - podstawą był przychód, tylko że w wyniku całościowego podejścia do rynku podjęto decyzję o podwyższeniu opodatkowania na gry hazardowe. Stąd ta podwyżka z 10 do 12 procent. W przypadku kasyn i automatów wzrosło do 45 procent. To decyzja polityczna wynikająca z podejścia rządu do gier hazardowych mająca na celu ograniczenie dostępu do gier hazardowych.

A czy robiliście Państwo rozeznanie, jaki podatek tego rodzaju jest najwyższy w Europie?

- Zapewne polski.

Tak - polski - i to nieporównywalnie. A wygląda to tak: np. we Włoszech podatek 7,5 procent zmniejszono do 3,8 procent, we Francji jest najwyższy, bo 8,8 procent, ale tam, ponieważ firmy uciekały, bo jest za wysoki i poszerzyła się szara strefa, trwają prace nad projektem zejścia na 3,2 proc., w Austrii - wynosi 2 proc., natomiast w innych krajach, jak Pan pewnie wie, ta konstrukcja jest inna. A my dajemy najwyższy podatek w Europie i zakaz reklamy. Na co liczymy - że te firmy mimo to będą tak szalone i tu wejdą?

- Przy tym podatku, po podwyżce mamy wyższe wpływy budżetowe - to nie ulega wątpliwości. To są dane faktyczne - firmy zajmujące się zakładami wzajemnymi odprowadziły podatek wyższy niż poprzednio. Po drugie, mamy duży rynek obywateli, przed nami Euro 2012 i liczymy na to, że te firmy będą chętne do wejścia na polski rynek, będą działały legalnie.

Twierdzi Pan, że przy tym opodatkowaniu wpływy były wyższe. Tyle że z sześciu legalnie działających w Polsce firm bukmacherskich, pięć zakończyło ubiegły rok na stratach, a niektóre z nich już są na skraju bankructwa i gorączkowo szukają kupca. Jeżeli u nas firmy nie mogą uciągnąć takiego podatku, to skąd założenie, że te internetowe w to wejdą, narażając się na świadome straty? Kto jak kto - ale bukmacherzy potrafią liczyć.

- Po pierwsze, jest u nas duży rynek konsumentów. Po drugie, mamy przed sobą ważne wydarzenie sportowe. Po trzecie, mamy przepisy, które - tak jak w przypadku reklam - w sposób bezpośrednio oddziałujący, a nie egzekucji prawa przez organy, spowodują, że te firmy będą chętniej legalizowały swoje działania gospodarcze niż obchodziły to.

Będą mogły sponsorować kluby sportowe - piłkarskie.

A czy będą mogły prezentować swoje logo? Czy to będzie na zasadzie, że w zamkniętym gronie jest sponsor na koszulce, i koniec, i nie może się wychylić nigdzie dalej?

- Ja rozumiem, że to będzie informacja o sponsoringu na koszulkach, w trakcie zawodów sportowych, informacja o sponsorowaniu, że taki a taki klub jest sponsorowany przez daną firmę. To będzie wynikało z umów o sponsoringu. Nie będzie można tego zamienić na reklamę - to nie ulega wątpliwości.

Czyli nie będzie można wyjść na zewnątrz, z promowaniem siebie, że jest się sponsorem?

- Taką informację będzie można zamieścić np. w artykule prasowym, ale nie jako osobną reklamę w gazecie. Bo to byłaby reklama, a nie informacja o sponsoringu. Jeżeli pojawi się zdjęcie piłkarza w koszulce, albo na tle planszy, tablicy czy bandy, to nie będzie uznawane za reklamę - to jest właśnie przekaz sponsorski, a nie reklama na wykupiony kawałek.

A czy te firmy będą mogły podawać kursy?

- Nie, to nie jest sponsoring.

To tak jakby pozwolić rozgrywać mecz i nie zezwolić na podanie wyniku - wszak mecz i obstawienie tego meczu ściśle wiąże się z kursem. My na każdym kroku, Pan Minister pewnie też, słyszymy różnego rodzaju kursy, które są podawane nie tylko przy okazji wydarzeń sportowych, ale np. przy ślubie królewskim - czy będzie rozwód i ewentualnie kiedy itp. Czy w związku z tym będzie można napisać, że bukmacherzy płacą 1:100, ale nie będzie można podać, jaki to bukmacher?

- Ten bukmacher nie może wykupić powierzchni reklamowej, informując o swoich kursach. To będzie reklama.

Tu wchodzimy na inny grunt, tzn. że w tej ustawie nie tylko zachęca się do łamania prawa, a wręcz to legalizuje. Ustalenie kursu to praca analityków i obowiązkiem jest podanie źródła. Za podanie źródła zamierzacie karać? Natomiast za niepodanie, co teraz jest niezgodne z prawem - nie?

- Wszystko zależy od kontekstu artykułu i od tego, jakim elementem opisu rzeczywistości jest dana informacja.

Mówi Pan, że ta firma nie będzie mogła wyeksponować tego, że jeśli np. Polska zdobędzie mistrzostwo Europy, to firma np. BetClick, Expekt bądź Bwin za jedną złotówkę zapłaci np. 100?

- To jest reklama, to jest ewidentne zachęcanie do zawierania zakładu w tej firmie na dane zdarzenie.

Ale tak jak mówię, nie trzyma się to spójnie z przepisem mówiącym o tym, że jest obowiązek podawania źródła.

- Obowiązek podawania źródła powinien być realizowany zgodnie z innymi przepisami. To od redakcji zależy, jak będzie tego przestrzegać i redagować przekaz.

A co z firmami, które legalnie do nas nie wejdą, a jednocześnie są w internecie? Nie ma możliwości technicznych i prawnych, aby je zablokować, gdyż jest to wolność przepływu gospodarczego w ramach Unii.

- Może zostać wszczęte postępowanie karne skarbowe wobec złamania przepisów o świadczeniu usług gier hazardowych drogą elektroniczną dla odbiorców polskich w języku polskim. Przepisy przyjęte przez nas wskazują jednoznacznie właściwość polską - to my rozstrzygamy o tym, bez względu kto, gdzie i na jakim serwerze oferuje gry hazardowe. To duże firmy, często notowane na giełdach - z rozmów z ich przedstawicielami wiemy, że nie będzie im zależało na łamaniu polskiego prawa, bo w tej sytuacji będzie od razu wszczęte postępowanie karne skarbowe i w ramach unijnych regulacji dotyczących postępowań karnych one będą oskarżone o łamanie polskiego prawa - a im, jako spółkom giełdowym, nie zależy na łamaniu polskich przepisów, w związku z czym dostosują się do warunków polskich.

A co w sytuacji, gdy np. firma działająca w Anglii zrobi wersję dla Polaków mieszkających w Anglii?

- Jeżeli strona będzie w języku polskim, to będzie oznaczało, że złamano polskie prawo. Wówczas może zostać wszczęte postępowanie karne skarbowe, które w ramach międzynarodowej pomocy prawnej będzie realizowane również przez organy ścigania Wielkiej Brytanii.

A co z tymi, które nie mają wersji polskiej, a działają w Europie, i w Internecie będą dostępne? Przecież nie trzeba wielkiej znajomości języka, żeby się zalogować i grać.

- Wówczas trzeba mieć świadomość, że polscy gracze grający na zagranicznych serwerach łamią polskie przepisy. Obecnie nie można grać w internetowe gry hazardowe, a my chcemy na to pozwolić, w języku polskim, na serwerach zarejestrowanych w Polsce, na podstawie zezwolenia Ministra Finansów. Jeżeli ktoś jednak będzie korzystał z innej usługi, musi mieć świadomość, że te gry są nielegalne.

Czy to nie utopia? Wszak te firmy widać. Wystarczy włączyć pierwszy lepszy mecz ligi zagranicznej transmitowany w telewizji, by widzieć reklamę. Podobnie było chociażby podczas meczu Litwa - Polska, gdzie wiadomo, co było na bandach. Ostatnio np. seryjnie były pokazywane mecze Realu i Barcelony, a przecież też wiadomo, z czym na koszulkach biega Real.

- Kiedy oglądamy film, w którym ludzie biorą narkotyki, nie możemy się oburzać, że mamy do czynienia z reklamą narkotyków.

Zmierzam do czegoś innego. Gdy te firmy będą się reklamować w czasie wydarzeń, z udziałem naszych sportowców za granicą, transmitowanych u nas przez telewizję, to inne kraje z tego tytułu będą mieć wpływy - a my nie.

- Tu nie chodzi o przychody! Wpływy z podatku od hazardu nie są i nie mogą być dla budżetu priorytetem. Tu chodzi o ograniczenie dostępności do hazardu i ograniczenie przekazu informacyjnego, a tym samym ochrona np. młodych, skłonnych do uzależnień osób.

Chcecie zatem świadomie stworzyć szarą strefę przy tak zaporowym podatku?

- Zawsze, kiedy wprowadza się jakiś zakaz, trzeba liczyć się z tym, że znajdą się tacy, którzy ten zakaz będą chcieli obejść. Dlatego dajemy możliwość legalnego hazardu.

Jeżeli mamy ograniczenie prędkości na drogach, to wiadomo, że część ludzi będzie je łamać. Podobnie z reklamowaniem alkoholu za granicą. W Polsce tego nie akceptujemy, ale nie mamy wpływu na przekaz płynący z zagranicy.

Nasi kibice sympatyzują nie tylko naszym drużynom. Czy kibic, który jest kibicem Realu Madryt czy Juventusu Turyn, będzie mógł wyjść na ulicę w koszulce np. Ronaldo, czy Del Piero? Wiadomo, co na nich jest.

- To może być uznane za reklamę.

To znaczy, że w koszulce Barcelony będzie można, a Realu Madryt - nie?

- Wszystko zależy od kontekstu przekazu. Producenci koszulek mogą zrobić koszulkę bez reklamy, przecież to nie reklama mówi o tym, czyja to jest koszulka.

Dany piłkarz występuje w określonym stroju. I teraz co? Rozebrać go? W mediach prezentuje się aktualny wizerunek lub zdjęcie. Trzeba go przebrać? - on tak wygląda.

- Elementem przekazu informacyjnego jest również zdjęcie. Mieliśmy taką sytuację z jedną ze stacji telewizyjnych, gdzie wykorzystano zdjęcie do celów reklamowych. Ono było obrabiane, graficznie modyfikowane. To od redakcji zależy, jakie zdjęcie wybierze. Można wybrać takie, które nie będzie prezentowało treści w Polsce zabronionych.

A czemu nie wybrać dowolnego?

- Trzeba mieć świadomość tego, co polskie prawo dopuszcza.

Myśli Pan, że przeciętny kibic będzie sobie zdawał sprawę, w co może się ubrać, a w co nie?

- Czym innym jest celowa budowa przekazu reklamowego, a czym innym noszona przez kibica koszulka. Wszystko zależy od kontekstu przekazu. Osoba, która buduje przekaz reklamowy, musi wiedzieć, jakie treści może prezentować, za to jest odpowiedzialna. Ja rozumiem, że nie ma takich możliwości, aby ustawiać aparat państwa na zdejmowanie koszulek osobom, które noszą te koszulki na ulicach - chyba że będzie to zorganizowany przekaz reklamowy. Jeśli dziecko będzie szło w koszulce z reklamą, to mogę Pana zapewnić, że żaden funkcjonariusz mu jej nie zdejmie. Ale jeżeli jakaś firma zorganizuje reklamę w taki sposób, że wynajmie ludzi i przebierze w koszulki, i oni będą w nich chodzić po mieście, to będzie wszczęte postępowanie karne skarbowe. Na tym polega różnica, również oceny stanu faktycznego.

Chyba sobie komplikujemy. Będzie Euro, przyjedzie, jak się szacuje, około miliona kibiców. Część z nich u siebie w bukmacherkę gra. Czy wówczas, będąc u nas, np. Anglik będzie mógł stawiać zakłady na swoją reprezentację, a - dajmy na to Holender - na swoją, w tych firmach, które u nas będą uchodziły za nielegalne? Np. w kawiarence internetowej.

- Dobrze by było gdyby grali w polskich firmach.

Tak, ale oni zarejestrowani są u siebie i tam mają swoje konta i środki.

- Trzeba powiedzieć, że to nie będzie legalne, ale mamy świadomość, że ta osoba przyjeżdża do Polski na chwilę i wyjedzie stąd, a w tym danym momencie nie będzie możliwości ujawnienia przestępstwa.

Czyli w takiej kawiarence internetowej kibic angielski będzie mógł zagrać, ale polski - nie.

- To nie będzie legalne, ale tak może się zdarzyć.

Skąd w Polsce taki atak na zakłady wzajemne i takie obostrzenia?

- Bo to jest hazard, taki sam hazard jak każdy inny hazard, tyle że mniej uzależniający.

Ale to jest hazard na poziomie uzależnienia od internetu! - uzależnić się można od wszystkiego.

- Pan redaktor usprawiedliwia zakład wzajemny tym, że sponsoruje sport. A ja nie usprawiedliwiam tym.

Ale co w tym zdrożnego, że kibicując jakiejś drużynie, idąc na mecz, postawię np. pięć złotych, licząc, że wygra?

- To są badania CBOS-u: "Zasięg zjawiska uzależnienia od hazardu". Zakłady bukmacherskie są trzecim rodzajem hazardu pod względem wysokiego poziomu ryzyka od uzależnień. To aż 15,9 procenta uprawiających zakłady. Dla porównania, gry liczbowe Totalizatora Sportowego to tylko 2,5 proc. badanych graczy. W kategorii "brak problemu uzależnienia" zakłady wzajemne znajdują się na ostatnim miejscu wśród pozostałych rodzajów hazardu. To są konkretne badania, które obrazują wysoką skalę zjawiska uzależnienia od zakładów bukmacherskich. Ja się na nich opieram, a Pan redaktor na czym się opiera?

Na europejskich i naszych - ale jak widzę, innych. Na pierwszym - choćby z racji na ilość grających - są właśnie gry liczbowe, potem "jednoręcy bandyci", potem są kasyna, a gdzieś na samym końcu są zakłady wzajemne. Ale z drugiej strony, to te zakłady wzajemne dopuszczamy tak czy inaczej - prawda?

- Ograniczamy to do punktów zawierania zakładów wzajemnych, ograniczamy ilość stron internetowych, ograniczeniem jest również wysoki podatek.

A czemu nie chcemy się oprzeć na doświadczeniach krajów mających w tym względzie wieloletnią tradycję? U nas bukmacherka istnieje krócej niż wydawana przeze mnie gazeta. Takie kraje jak Anglia, Francja czy Włochy działają na tym polu już dużo dłużej i "przepracowały" już takie kwestie jak uzależnienia czy podatki, plusy i minusy. Czemu nie chcemy przyjąć wzorca obowiązującego w innych krajach?

- Bo jesteśmy Polakami i działamy zgodnie z naszą specyfiką. Nie ma wspólnego modelu. Każdy kraj kieruje się przesłankami zgodnie ze swoją kulturą, charakterystyką swojego społeczeństwa. W niektórych krajach zalegalizowana jest np. marihuana. My tego nie chcemy. Takich przykładów można podać wiele. Jeśli chodzi o hazard, mamy swoją politykę - politykę ograniczenia dostępu do hazardu.

Z całym szacunkiem, ale przy braku logiki i niespójności wielu zapisów i szkodliwości dla finansów sportu i budżetu państwa jestem skłonny zawrzeć wysoki kontrakt terminowy, że odkrywczy w zakresie rozwiązań bukmacherskich nie będziemy. Bardziej ufam choćby Duńczykom, którzy przeprowadzili szczegółowe badania europejskie, w efekcie czego ich minister finansów ustalił, że 20-procentowy podatek, ale w konstrukcji: przychody minus wypłaty - czyli co najmniej czterokrotnie niższy niż u nas - jest graniczny, by był skuteczny i nie rozszerzał szarej strefy. Swoją drogą, wciąż nie rozumiem, czym różni się kontrakt terminowy od zakładu wzajemnego?

- Już mówiłem, że w kontraktach chodzi o duże pieniądze, a w zakładach - o uzależnienie.

Duże pieniądze, czyli też duże ryzyko.

- No tak.

To znaczy, że można zbankrutować?

- Tak - można, ale bankructwo jest sprawą prywatną, a uzależnienie - problemem społecznym.

To, jak sądzę, lepsze niewielkie uzależnienie, niż bankructwo.

- To nie wiem, o co w końcu Panu chodzi, o sport czy firmy bukmacherskie?

O jedno i drugie, bo to ze sobą ściśle się wiąże. Jeśli bowiem firmy bukmacherskie zarobią, to przynajmniej część zainwestują w sport.

- A jak?

Choćby poprzez sponsoring, czy reklamy na stadionach - pod warunkiem, że będą miały takie możliwości. Czy się nam podoba, czy nie, wiadomo, że do dużego sportu potrzebne są duże pieniądze.

- Ale nasze kluby i tak wydają je nie zawsze tak, jak byłoby wskazane. Wolałbym, żeby więcej przeznaczały np. na szkolenie młodzieży i dzieci.

Tak - tyle że do tego też potrzebne są pieniądze.

- Jak już wcześniej mówiłem, nasza liga bez piwa sobie poradziła, a i bez bukmacherów ma się dobrze.

Najpierw piwo - teraz bukmacherka. Czyżbyśmy sprawdzali wytrzymałość naszego sportu? Co następne jest w kolejce? Może lepiej byśmy nie drążyli tego tematu, bo poziom ligi liczymy na bieżąco i w klubowym rankingu UEFA jesteśmy znacznie poniżej oczekiwań. Warto więc spojrzeć racjonalnie, bo wszystko ewoluuje. I tak np. u nas na stadionach nie można pić piwa, a w czasie EURO będzie można.

- No tak - ale reklamować już nie.

Można za to bez przeszkód reklamować np. wszelkie konkursy SMS-owe i co gorsza, w przeciwieństwie do zakładów, w nich nie ma żadnej ochrony dla dzieci, bo każdy może wysłać SMS-a.

- To również odpowiedzialność rodziców, którzy mają możliwość kontroli poprzez sprawdzanie choćby billingów.

A jeśli nie - to problemu nie ma. Reasumując, to znaczy, że mimo wszystkich mankamentów, jakie ustawa zawiera, będzie w takiej formie obowiązywać?

- Tak. Będziemy monitorować sytuację, analizować i oceniać, na ile się sprawdza, a potem wyciągać ewentualne wnioski.

Rozmawiał: Ryszard Drewniak

Wywiad autoryzowany

Dowiedz się więcej na temat: sporty | Ekstraklasa | bukmacherzy | Wisła Kraków | Legia Warszawa | Lech Poznań

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama