Bułgarski król futbolu we Wronkach

Ilian Micanski to odkrycie roku 2004 w Bułgarii według fachowej gazety sportowej "Meridian Match". W poprzednim sezonie w barwach Pirin 1922 Błagoewgrad strzelił 21 goli i został królem strzelców II ligi.

Pomimo młodego wieku (19 lat), w gazetach często poświęcano mu całe kolumny. W lipcu trafił do Amiki na zasadzie rocznego wypożyczenia (z prawem pierwokupu), choć interesowała się nim także Cracovia oraz mistrz Bułgarii z 2004 roku, Lokomotiw Płowdiw.

Reklama

Amica lepsza od mafii

Micanski dostał korzystną ofertę, ale na transfer do Lokomotiwu nie zgodził się ojciec piłkarza - Emil, który również był piłkarzem (ponad 400 występów w I lidze!) i doskonale zna środowisko sportowe w Bułgarii. Klubem z Płowdiwu rządzi mafia (ostatnio zamordowano prezesa klubu). Nic więc dziwnego, że Micanski wolał wyjechać. Kiedy pojawiła się propozycja z Wronek, pierwsze o co zapytał ojciec Emil, to czy klub jest "czysty". Dopiero w drugiej kolejności zainteresował się poziomem sportowym "Kuchenek". W lipcu król strzelców II ligi bułgarskiej przyjechał na tygodniowe testy do Polski i bardzo spodobał się trenerowi Skorży.

- Ten chłopak posiada prawdziwy instynkt strzelecki. Choć ma braki techniczne, potrafi właściwie ustawić się na boisku. Piłka wręcz szuka go w polu karnym. Micanski to materiał na świetnego piłkarza - ocenia Skorża.

Jego mankamentem jest wątła budowa fizyczna, dlatego często zostaje po treningach, żeby poprawić swoją muskulaturę, ćwicząc na siłowni.

- Trener już kilka razy na mnie krzyczał, że niepotrzebnie się katuję i sobie szkodzę. Nawet tata dzwonił do mnie w tej sprawie! A ja tak bardzo chciałbym nabrać masy, żeby być jeszcze lepszym graczem - przyznaje Micanski.

Niewiele brakowało, a Bułgar nie trafiłby do Amiki. Ojciec Emil, negocjujący kontrakt dla syna postawił bowiem bardzo wygórowane wymagania finansowe, walczył o każdą złotówkę.

W końcu udało się osiągnąć porozumienie. Kiedy Ilian odlatywał do Polski, na lotnisku żegnali go przedstawiciele trzech telewizji. W drugoligowym Pirinie był gwiazdą i najlepszym strzelcem.

- Te 21 goli trzeba podzielić przez trzy, żeby uzyskać rzeczywisty obraz. Przecież była to tylko druga liga bułgarska - przyznaje skromnie.

Na co dzień jest jednak pewny siebie i ma świadomość własnej wartości. Po przyjeździe do Wronek był przekonany, że trener da mu szansę gry już w pierwszej kolejce ekstraklasy. Na inaugurację usiadł jednak na ławie, a w późniejszych dwóch meczach nie było go nawet w meczowej osiemnastce. Był zły, obawiał się, że straci miejsce w bułgarskiej młodzieżówce, w której dotychczas zaliczył dwa oficjalne występy, mimo że jest o dwa lata młodszy od kolegów.

Wejście smoka

W końcu doczekał się. W 4. kolejce Amika grała z Pogonią. Przy stanie 3-1 kibice zaczęli apelować do szkoleniowca "Kuchenek": "Wpuść Bułgara!" W 86 minucie, Skorża wprowadził Micanskiego, a ten potrzebował zaledwie trzech minut, żeby zdobyć gola.

- Wpadając w pole karne rywala wiedziałem, że to jest ten moment, że muszę strzelić bramkę, choć dostałem trudne podanie z prawego skrzydła - opowiada.

Po chwili rzucił się na szyję trenera Skorży i omal go nie udusił.

- W ten sposób mu podziękowałem, bardzo się cieszyłem - przyznaje. - Przyjechałem tu dla tego szkoleniowca, wiem że bardzo chciał mnie mieć w zespole. Takie wsparcie jest dla mnie ważne - dodaje.

W swoim debiucie w Amice zdążył także zanotować żółtą kartkę.

- Zebrałem w sobie wszystkie moce. Chciałem się pokazać, zacząłem bardzo agresywnie. Za agresywnie - śmieje się.

Potem zaliczył drugi występ w ekstraklasie - w Warszawie przeciwko Polonii zagrał ostatni kwadrans.

- Zaprezentowaliśmy się słabiej niż w poprzednich dwóch meczach. W najbliższym spotkaniu z Lechem musimy wygrać, to w końcu derby Wielkopolski. Jeśli trener wpuści mnie na dłużej, na pewno zaprezentuję się lepiej niż z Polonią! Powoli będę udowadniał, ile jestem wart - zapowiada.

Wbrew obawom Micanskiego, trener młodzieżówki nie zamierza rezygnować z jego usług, o czym świadczy fakt, że powołał go na spotkania ze Szwecją i Islandią.

Poszedł do więzienia

Piłkarz nie jest przyzwyczajony do życia w małej miejscowości. Na hasło "Wronki" chwyta się za głowę.

- Wronki... Och Wronki... Przyjeżdżam z większego miasta i muszę się oswoić z rozmiarami Wronek (śmiech). Jest to małe miasteczko, w zasadzie nawet nie potrzebny jest mi tutaj samochód.

Przed wyjazdem do Polski zdał egzamin na prawo jazdy. Po cichu liczył, że klub zaproponuje mu jakiś pojazd, ale jedyne co zaoferowała Amika, to pomoc w załatwieniu zniżki na wybrany wóz z danego salonu.

- Koledzy mówią, że znaleźli dla mnie wymarzone auto, w dodatku za pół darmo. To polski... "maluch". Chyba jednak się na niego nie skuszę - śmieje się.

Bułgar mieszka na jednym osiedlu m.in. z Rafałem Murawskim i Marcinem Wasilewskim. Znajduje się ono naprzeciwko... więzienia. Wraz z ojcem Emilem zdążyli już zwiedzić ten zakład karny. - Gdy zobaczyli nas więźniowie, to nawet machali z okien i coś krzyczeli po polsku. Ciekawe, co sobie myśleli, pewnie nic pozytywnego - zastanawia się.

Micanski obejrzał także fabrykę Amiki i bardzo mu się spodobała.

- W domu mam pralkę tej firmy. Na drużynę wołają "Kuchenki". Może sprawię sobie i to urządzenie, bo słaby ze mnie kucharz. Ojciec nawet chciał mi podesłać do pomocy babcię z Bułgarii - śmieje się.

Od klubu dostał przestronne, dwupokojowe mieszkanie.

- Szkoda, że nie może być tu ze mną moja narzeczona, Iva. Ma 18 lat i niestety, właśnie zaczyna jej się szkoła - opowiada. - Dostałem od niej pierścionek, który zawsze noszę przy sobie. To nie jedyny mój talizman, bo ciocia dała mi jeszcze niebieskiego słonika. Na szczęście!

Numer jak Cruyff

Micanski jest trochę przesądny. Wybierając numer na koszulkę w Amice, wypalił: - Chcę dziesiątkę! Kiedy powiedziano mu, że jest on już zajęty przez Dembińskiego, wziął czternastkę.

- Piłkarze, którzy grają z dziesiątką, to z reguły kluczowi zawodnicy swoich zespołów. Są świetni piłkarsko i intelektualnie - tłumaczy. - Ale czternastka to również fajny numer. Grał z nim przecież słynny Holender, Johan Cruyff - dodaje.

Bułgar kibicuje Milanowi. - Ale moim idolem jest Francuz Zinedine Zidane, a ulubioną ligą Bundesliga - zastrzega. Czyta bardzo dużo książek. W wolnych chwilach lubi także pooglądać telewizję.

- Niedawno założyli mi cyfrówkę - chwali się. - Ostatnią książką, jaką przeczytałem był "Alchemik" Paulo Coelho.

Reprezentant młodzieżówki skończył elitarne gimnazjum w Bułgarii o profilu angielskim, dzięki czemu płynnie porozumiewa się w tym języku. Próbuje także mówić po polsku. Kupił nawet rozmówki bułgarsko - polskie. Z trenerem Skorżą rozmawia po angielsku. Odprawy odbywają się jednak wyłącznie po polsku.

- Kiedy ktoś mówi do mnie wolno w waszym języku, to jestem w stanie zrozumieć sens wypowiedzi - przyznaje.

Na zgrupowaniu mieszkał w jednym pokoju z Arkadiuszem Bąkiem, który grał w Birmingham, dzięki czemu mogli swobodnie porozumiewać się po angielsku. Micanski kumplował się także z Marcinem Burkhardtem, z którym robili "wypady" do Poznania - na zakupy, albo do dobrej knajpy na obiad. Odkąd "Bury" odszedł do Legii, Micanski "trzyma się" z kolegami, którzy go... wożą. Najczęściej są to Marcin Kikut, albo Maris Smirnovs.

Chwali polskich... sędziów

Bułgarski napastnik jest jednym z niewielu piłkarzy w Polsce, którzy mają dobre zdanie o pierwszoligowych sędziach. - Arbitrzy na meczach w waszej lidze pozwalają na grę, nie przerywają jej tak często jak u nas. To mi się bardzo podoba. Sędziowanie w Polsce jest zdecydowanie lepsze niż w moim kraju - ocenia. - Poza tym nie ma u was chyba tylu przekrętów, co u nas... - zastanawia się.

- Czym się różni polska ekstraklasa od II ligi bułgarskiej? - pytamy.

- W Amice więcej się biega. Drużyna jest o wiele lepiej przygotowana pod względem fizycznym niż większość bułgarskich zespołów. Na meczach jest zdecydowanie lepsza atmosfera, przychodzi więcej kibiców. Kiedy przyjechałem do Polski, wybrałem się na sparing Lecha. Panowała tam superatmosfera, zresztą jak na większości polskich stadionów. U was są również lepsze warunki do treningów, lepsze szatnie. Na mecze regularnie przyjeżdża telewizja... Jestem pod wrażeniem tego, co tu zastałem! - kończy.

Ilian Micanski

- Data urodzenia: 20 grudnia 1985 r. w Sandanski

- Wzrost: 186 cm

- Waga: 82 kg

- Pozycja: napastnik, prawy pomocnik

- Kariera: (stan na 30 sierpnia 2005r.), 2003/04 Makedonska sława Simitli 8 meczów, 0 goli, 2004/05 Pirin 1922 Błagojewgrad 29 meczów, 21 goli, 2005/06 Amica Wronki 2 mecze, 1 gol

Tylko Piłka/Wojciech Szaniawski

Dowiedz się więcej na temat: król strzelców | Emil | ojciec | król | W.E.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama