Asy i Cieniasy piłkarskiej ekstraklasy

Wiele wskazuje na to, że Wisła i Legia będą walczyć o tytuł i będzie to walka zacięta. Władze "Białej Gwiazdy" powinny bić na alarm, bowiem Dariusz Wdowczyk powoli, acz konsekwentnie buduje zespół, z którym gra się bardzo niewygodnie.

Szansę na włączenie się do walki o mistrzostwo ma także Cracovia, ale warunek jest jeden - nie można w tak niefrasobliwy sposób tracić punktów, jak to się stało w piątek w Poznaniu.

Reklama

ASY

Radosław Sobolewski (Wisła Kraków)

Nie rozmawia z dziennikarzami, choć jest jednym z najbardziej inteligentnych graczy w Polsce. Pewnie uważa, że za niego przemawia jego gra i tu trzeba przyznać mu rację. Radosław Sobolewski to obecnie jeden z najlepszych piłkarzy w naszej lidze. Udowodnił to w sobotę, strzelając zwycięską bramkę dla Wisły w Zabrzu (Zobacz tę bramkę). Ile znaczy dla zespołu Sobolewski, wystarczy popatrzeć na grę pomocników w poprzednim meczu z Amiką.

Oprócz talentu piłkarskiego "Sobol" ma przeogromne serce do walki. To od niego Paweł Brożek i inni leniwcy z Krakowa powinni uczyć się zaangażowania w grę oraz poświęcania resztek sił dla dobra zespołu. Jeśli Sobolewskiego ominą kontuzje, to może być jedną z naszych gwiazd na przyszłorocznym mundialu. Szkoda tylko, że zimą pan Radek wybiera się do Szkocji...

Marcin Rosłoń (Legia Warszawa)

Trudno w to uwierzyć, ale w sobotę we Wronkach Legia po raz czwarty z rzędu nie straciła gola w meczach Orange Ekstraklasy. W starciu z Amiką po raz kolejny kawał dobrej roboty wykonała mimo wszystko niedoceniana, może z braku wielkich nazwisk, defensywa stołecznej drużyny.

Na lidera obrony Legii powoli wyrasta Marcin Rosłoń. Do niedawna znany raczej z komentatorskiej pracy w Canal+, uwierzył w swoją sportową szansę i stale podnosi swoje umiejętności. Wcale byśmy się nie zdziwili, gdyby w końcu trafił do kadry...

Zbigniew Zakrzewski (Lech Poznań)

Nie strzelec zwycięskiej bramki (Krzysztof Gajtkowski), ani nie inicjator bramkowej akcji (Piotr Świerczewski), ale Zbigniew Zakrzewski trafił na naszą listę Asów. Dlaczego? Otóż dlatego, że napastnik Lecha mimo rozciętej głowy i zabiegu jej szycia dalej chciał biegać po boisku i walczyć do upadłego o każdą piłkę. - Krew się lała mu z głowy, trzeba było mu szyć czoło, a on wrócił na boisko i brał udział w kluczowej akcji meczu - pochwalił swojego piłkarza trener Czesław Michniewicz.

Zachowanie Zakrzewskiego jest odzwierciedleniem postawy całego zespołu "Kolejorza". Zespół z Poznania cechuje walka i zaangażowanie do ostatnich minut meczu. Doceniamy walczaków i dlatego Zakrzewski, którego talent rozwija się prawidłowo, trafił na listę Asów.

Ireneusz Jeleń (Wisła Płock)

Napastnik Wisły Płock nie raz pokazywał, że jest jednym z najlepszych napastników w polskiej ekstraklasie. Jednak w dotychczasowych meczach sezonu 2005/2006, Jeleń nie prezentował się najlepiej. Zaledwie trzy gole na koncie, to nie jest imponujący dorobek. Sobotni mecz z Groclinem Dyskobolią Grodzisk Wlkp. pokazał jednak, że Jeleń chyba wraca do dyspozycji, którą czarował kibiców.

Wprawdzie gola nie strzelił, ale za to z jego podania Dariuszowi Gęsiorowi nie pozostało nic innego jak tylko skierować piłkę do siatki. W 48. minucie Jeleń popisał się pięknym technicznym uderzeniem zza linii pola karnego, ale piłka trafiła w poprzeczkę. Kilkanaście centymetrów niżej i mielibyśmy gola, który śmiało mógłby kandydować do bramki kolejki. Czyżby odrodzenie Jelenia miało związek ze zmianą na ławce trenerskiej? Przekonamy się w następnych spotkaniach.

Michał Chałbiński (Zagłębie Lubin)

Chałbiński trafia do Asów już po raz drugi z rzędu, ale są ku temu poważne powody. Po pierwsze - napastnik ekipy z Lubina przesądził w sobotę o cennym zwycięstwie swoich podopiecznych w pojedynku z GKS-em Bełchatów (Zobacz tę bramkę); po drugie - ma na swoim koncie już 9 goli i goni Grzegorza Piechnę (12 trafień) w klasyfikacji strzelców.

Działacze Zagłębia mogą być z siebie zadowoleni, bo ostatnio sporo im się udaje. Także sprowadzenie Chałbińskiego było naprawdę korzystnym posunięciem.

CIENIASY

Sławomir Nazaruk (Górnik Łęczna)

"W 64. minucie głupio zachował się Sławomir Nazaruk. W zupełnie niegroźnej sytuacji sfaulował on jednego z zawodników gospodarzy i ujrzał drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę. Od tamtej pory na boisku panowali tylko kielczanie".

Do fragmentu naszego sprawozdania z meczu Kolportera Korony z Górnikiem Łęczna należy dodać, iż Nazaruk "wyleciał" z murawy (Zobacz tę akcję) w momencie, gdy jego zespół prowadził 1:0. Dalszy komentarz jest zbyteczny...

Piotr Bania (Cracovia)

Jeśli napastnik nie strzela do pustej bramki z dwóch metrów to jest do bani... lub nazywa się Bania. Pan Piotr w meczu z Lechem w Poznaniu otrzymał idealnie podanie od Marcina Bojarskiego i musiał trafić do pustej bramki. Niestety dla fanów "Pasów", piłka po strzale Bani poszybowała metr nad poprzeczką, a w bramce znalazł się sam zrozpaczony strzelec.

- Jesteśmy frajerami przez duże F. To mistrzostwo świata nie wykorzystać takich sytuacji, gdy Lech był już praktycznie na kolanach - stwierdził po meczu Marcin Bojarski. Wypowiedź "Bojara" to najlepszy komentarza do "pudła" Bani.

Marek Mikołajewski (arbiter z Ciechanowa)

Ostatnim meczem jaki sędziował Marek Mikołajewski były derby Warszawy, w których podyktował on rzut karny dla Legii po pamiętnym, teatralnym upadku Mirko Poledicy. Cztery mecze karencji nic nie nauczyły arbitra z Ciechanowa, bo w pierwszym meczu po powrocie z banicji znów wyżywał się na żółtym kartoniku, a raz nawet na czerwonym.

I właśnie za pokazanie - naszym zdaniem niesłuszne (zobacz tę akcję.) - czerwonej karki Januszowi Dziedzicowi, przyznajemy Mikołajewskiemu Cieniasa i żądamy od PZPN zawieszenia tego arbitra do końca rundy. Sędziowska recydywa powinna zostać srogo ukarana, choćby dla przykładu, aby zniechęcić innych do głupich błędów.

Sebastian Przyrowski (Groclin Dyskobolia Grodzisk Wlkp.)

Trudno znaleźć pozytywy w sobotnim występie piłkarzy Groclinu przeciwko Wiśle Płock (0:2). Wicemistrzowie Polski przegrali zasłużenie i tak na dobrą sprawę zawiedli wszyscy. My postanowiliśmy przyznać "Cieniasa" bramkarzowi Sebastianowi Przyrowskiemu. Może oba stracone gole nie obciążają konta 24-letniego zawodnika, ale kilka razy dosyć swobodnie opuszczał on własne pole karne, co o mało nie skończyło się kolejnymi golami strzelonymi przez płocczan.

Tym razem "wycieczki" Przyrowskiego nie zostały ukarane, ale bramkarz powinien jednak pamiętać, że jego miejsce jest między słupkami.

Jarosław Bieniuk i Piotr Dziewicki (Amica Wronki)

Para stoperów wronieckiego klubu miała pełne ręce, a raczej nogi roboty w meczu z Legią Warszawa (0:2). Bieniuk i Dziewicki rzadko wychodzili zwycięsko z pojedynków z ruchliwymi piłkarzami stołecznego zespołu. Tylko dzięki nieskuteczności napastników Legii Amica straciła zaledwie dwa gole.

Środkowi obrońcy powinni dowodzić grą obronną zespołu, a to Bieniukowi i Dziewickiemu nie wychodziło w sobotę najlepiej. Obaj mają na koncie sporą liczbę spotkań rozegranych w najwyższej klasie rozgrywkowej, więc tym bardziej można od nich wymagać zdecydowanie lepszej gry.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje