NHL: "Płomienie" spaliły "Królów"

Spotkanie z Calgary Flames było w zasadzie meczem ostatniej szansy dla Los Angeles Kings. Trapiony kontuzjami zespół z Kalifornii przeżywa wyraźny kryzys w ostatnim okresie, przegrywając pod rząd 6 ostatnich meczy i tracąc do ostatniego premiowanego awansem do play-off miejsca 5 pkt.

Nic więc dziwnego, że od początkowej syreny zaatakowali z impetem. Naprzeciwko nich Calgary Flames, zespół nie bojący się twardego, fizycznego hokeja. Dość powiedzieć, że po pół minuty gry na ławkach kar siedziało już 3 zawodników. Gracze nie oszczędzali kości rywali, wzajemne uderzenia zawodników o bandy miały miejsce nieprzerwanie przez cały mecz.

Reklama

Pierwszego gola zdobyli "Królowie", co było efektem ich dominacji w pierwszych minutach spotkania. W 6. min Belanger nagrywa dokładnie do nadjeżdżającego pod bramkę Flames Avery'rego, który z paru metrów umieszcza krążek w siatce gospodarzy. Pomimo, że gra nieco wyrównuje się, nadal groźniejsze akcje stwarza Los Angeles.

W 10 min Mikka Kiprusoff wychodzi obronną ręką w sytuacji sam na sam, a tuż po wznowieniu wyręcza go słupek. Wkrótce nerwy zaczęły przeważać nad rozsądkiem, w rezultacie wywiązują się pojedynki na pięści. Najpierw w 12 min strzelec bramki dla Kings Avery posyła na lód paroma ciosami Gelinasa z Calgary Flames. Minutę później wracający po odbytej 2-meczowej karze za faul Chris Simon nokautuje Dempseya, wciskając go w bandę. Publiczność przyjęła decyzję arbitra wysyłającego na ławkę kar zawodnika gospodarzy gwizdami. Również Simon nie mógł pogodzić się z tą decyzją, stąd tuż po odbyciu 2 min kary odnalazł na lodzie Cowana, co skończyło się rozłożeniem tego ostatniego na lodzie, a sędziowie tym razem sprawiedliwie wysłali obu na 5 min dla ochłonięcia.

W 16. min Calgary zdobywa wreszcie upragnioną bramkę, ale radość trwała krótko, sędzia odgwizduje przerwanie akcji na ułamki sekund wcześniej. Podobna sytuacja ma zresztą miejsce i na początku drugiej tercji, tym razem Simon wpakował krążek do bramki bronionej przez Hueta w niedozwolony sposób łyżwą. Przysłowie mówi jednak "do trzech razy sztuka", i w końcu udało się. Bez wątpienia najbardziej wyróżniający się gracz Flames, Chris Simon zmienia tor lotu krążka strzelonego z dystansu przez Leopolda, wyrównując stan meczu.

Wyglądało na to, że "Płomienie" w końcu uporządkowały grę, a następne bramki to tylko kwestia czasu. Nic bardziej mylnego. W 26 min po strzale Trenta Klatta powtórnie słupek ratuje Mikkę Kiprusoffa, jednak minutę później był on już bezradny przy strzale Cowana, akcja było bliźniaczo podobna do pierwszej bramki Kings, tym razem zagrywającym był strzelec pierwszej, Sean Avery. Nie mając innego wyjścia Calgary znowu zaczęło bardziej zdecydowanie poczynać sobie pod bramką gości. Oczywiście nie kto inny jak Chris Simon zaznaczył znowu swą obecność na lodowisku. Przeprowadził doskonały indywidualny wypad w kontrataku, faulowany leżąc już na lodzie zdołał jeszcze oddać strzał, który odbił się od słupka i wychodzi w pole, a sam wylądował w bramce Kings. Wbrew oczekiwaniom wszystkich sędzia nie odgwizdał przewinienia i nie przyznał rzutu karnego, ale Calgary wymierzyło same sprawiedliwość w zaledwie kilkanaście sekund później. Dobrze dotąd broniący golkiper Los Angeles Cristobal Huet przepuszcza pod rękawicą strzał Conroya.

Do końca regulaminowego czasu gry żaden z zespołów nie umieszcza już krążka w siatce przeciwnika. Oba zespoły mają zresztą ku temu szereg okazji. W 35 min w opałach jest Los Angeles, ale kilka dobrych interwencji ich bramkarza zapobiega utracie gola. Podobnie rzecz ma się w 56 min, Huet gubi kij, ale zawodnicy Calgary nie potrafią wyjść na pozycję umożliwiającą oddanie strzału. Również gracze Kings co i rusz strzelają na bramkę Kiprusoffa, ale ten nie daje się zaskoczyć.

Rozstrzygnięcie przyniosła dopiero dogrywka. Po nieudanej akcji Los Angeles, gdzie Robitaille nie mógł znaleźć recepty na pokonanie Kiprusoffa, z kontrą wychodzą napastnicy Flames. Donovan z najbliższej odległości pakuje krążek pod poprzeczkę, zapewniając gospodarzom 2 punkty.

Ten mecz przesądza w zasadzie los Los Angeles Kings, grzebiących tą porażką swój udział w play-off. Calgary nadal zachowuje bezpieczną 6 pozycję w Konferencji Zachodniej, mając do rozegrania jeszcze 3 mecze.

W innym meczu, New York Islanders przegrali z Caroliną Hurricanes 2:3, a Mariusz Czerkawski asystował przy drugiej bramce dla swojego zespółu.

Janusz Kałaczyński, Calgary

Zobacz wyniki i strzelców goli w meczach NHL

Dowiedz się więcej na temat: płomień | Calgary Flames | bramki | płomienie | Los Angeles | NHL | Calgary

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama