NHL: Klęska Flames

Hokeiści Dallas Stars pokonali w Calgary tamtejszych Flames 4:0 w poniedziałkowym meczu ligi NHL. Gospodarze wystąpili bez zawieszonego za bójkę Krzysztofa Oliwy.

Przed meczem kibice zastanawiali się jak decyzje komisji dyscyplinarnej NHL, nakładającej karę meczu nie tylko na Oliwę ale i trenera Flames Darylla Suttera wpłyną na postawę zespołu. Fani nie kryli obaw, tym bardziej, że Stars wybitnie Calgary "nie leżą" - w 3 dotychczasowych spotkaniach tego sezonu pomiędzy tymi zespołami górą byli zawsze zawodnicy z Dallas.

Reklama

Wynik meczu rozstrzygnął się w zasadzie już w pierwszej tercji. Stars od pierwszej minuty zdecydowanie zaatakowali, spychając "Płomienie" do obrony. Pierwszą bramkę zdobył w 8 min Corson, objeżdżając za bramką Flames i znajdując lukę pomiędzy słupkiem a nogą broniącego Mikki Kiprusoffa.

Nie minęła nawet minuta, a na 2:0 podwyższył Morrow, pozostawiony całkowicie bez opieki sam na sam pod bramką gospodarzy. Pierwszą udaną akcję zespół kanadyjski stworzył dopiero w 11. min, a celnym strzałem wykończył ją Nilson. Sędzia początkowo uznał gola strzelonego odbitym od łyżwy krążkiem, jednak po kilkuminutowej analizie zapisu video, wycofał się z tej decyzji.

Na domiar złego w 19. min Arnott wpisał się na listę strzelców, dobijając dwukrotnie strzał Guerina i podwyższył na 3:0. Cała pierwszą tercję zdominował zespół gości, przeważając w liczbie strzałów oddanych na bramkę 15-4.

Druga tercja przyniosła diametralną zmianę gry. Zaczęły sypać się kary dla zawodników obu drużyn. Calgary przejęło inicjatywę i nie oddało jej już do końca. Dość powiedzieć, ze łącznie w trakcie drugiej i trzeciej tercji zawodnicy Flames strzelali 25 razy na bramkę "Gwiazd", przy zaledwie 9 strzałach zespołu amerykańskiego.

Bramkarz gości, Marco Turco rozegrał jednak wspaniały mecz, zachowując czyste konto aż do zakończenia spotkania. W końcówce, przy przewadze dwóch zawodników z pola, prawoskrzydłowy gospodarzy Chris Clark tak nieszczęśliwie uderzył krążek, iż ten przemierzył całą długość lodowiska, i wpadł do pustej, opuszczonej przez Kiprusoffa, bramki. A ponieważ w hokeju nie istnieje pojęcie gola samobójczego, trafienie przyznano zawodnikowi z Dallas, który ostatni dotknął krążek. Corson zaliczył tym samym drugie trafienie.

Po tym meczu Flames nadal zajmują 6. pozycję w Konferencji Zachodniej, Stars zaś tracą już zaledwie punkt do San Jose Sharks, które są liderem Dywizji Pacyfiku.

Zobacz wyniki i strzelców goli w meczach NHL

Janusz Kałaczyński, Calgary

Dowiedz się więcej na temat: "Dallas" | klęska | Calgary | NHL

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje