"Żar" pali, "Ostrogi" ukłute

Miami Heat radzi sobie nawet bez Shaquille'a O'Neala. Centra "Żaru" z powodu kontuzji zabrakło w czwartkowym spotkaniu w Waszyngtonie, a mimo to jego koledzy uporali się z Wizards wygrywając 102:95 i prowadzą już 3-0 w półfinale Konferencji Wschodniej.

Pierwsze zwycięstwo w półfinale Konferencji Zachodniej odnieśli koszykarze Seattle SuperSonics, którzy na własnym parkiecie pokonali San Antonio Spurs 92:91, ale wciąż przegrywają w serii - 1-2.

Reklama

- Nie jesteśmy drużyną jednego czy dwóch zawodników, dlatego nie jest dla nas ważne kto pauzuje - powiedział Alonzo Mourning, który dzielnie zastępował Shaqa zdobywając 14 punktów i zbierając 13 piłek. - W dalszym ciągu będziemy udowadniali ludziom, że się mylą - dodał.

31 "oczek" dorzucił Dwyane Wade, ale obrońca zespołu z Miami rozegrał się dopiero po przerwie. Pierwsza część była "najgorsza w jakiej kiedykolwiek grałem", według słów samego koszykarza. - W przerwie Wade był bardzo zły na siebie, ale cały zespół go wspierał i wierzyliśmy w niego - powiedział o swoim podopiecznym Stan Van Gundy. Faktycznie w ciągu 24 minut Wade zdobył 12 punktów, trafiając 5 z 12 rzutów z gry i popełnił aż sześć strat, a Heat schodzili z parkietu przegrywając 49:51. - W drugiej połowie zagrał wspaniale. Trafił 9 z 15 rzutów i miał tylko dwie straty. Mając przeciwko sobie takich świetnych obrońców jak Larry Hughes i Gilbert Arenas wykonał świetną pracę - dodał Van Gundy.

Na początku trzeciej kwarty gospodarze powiększyli prowadzenie do ośmiu punktów (60:52), ale potem serią 22:5 popisali się koszykarze z Miami i wyszli na prowadzenie 74:65. - W tej części zrobiliśmy za dużo błędów. Sam popełniłem pięć strat. Miałem bardzo złą drugą połową i myślę, że przez to przegraliśmy - samokrytycznie wypowiedział się Arenas. Obrońca "Czarodziei" zdobył co prawda 20 punktów i miał 14 asyst (swój rekord sezonu), ale trafił tylko 2 z 10 rzutów za trzy.

W czwartej kwarcie najpierw "Żar" zwiększył swoje prowadzenie do 13 "oczek" (83:70), ale potem do roboty wzięli się gracze z Waszyngtonu i zmniejszyli przewagę (84:87). Końcówka należała jednak do gości.

Heat jest już praktycznie w finale Konferencji Wschodniej, gdyż w historii NBA żadnej drużynie nie udało się odrobić strat w siedmiomeczowej serii, gdy przegrywali 0-3.

Po emocjonującym meczu "Ponaddźwiękowce" pokonały "Ostrogi" jednym punktem. Drużyna z San Antonio przegrała, gdyż w czwartej kwarcie miała problemy z celnością wolnych, trafiając 8 z 16 takich rzutów.

Na 2.30 min przed końcem kosz Nicka Collisona dał gospodarzom dwupunktowe prowadzenie 90:88. W odpowiedzi tylko jednego osobistego wykorzystał Tim Duncan. Z kolei z linii rzutów wolnych nie pomylił się Antonio Daniels, a Manu Ginobili trafił tylko jednego osobistego.

Potem Argentyńczyk miał szansę na wyrównanie, ale znów rzucił tylko jednego wolnego i na 29 sekund przed końcem ekipa z Seattle prowadziła 92:91. Ostatnią akcję gospodarzy kończył Ray Allen, ale piłka po jego rzucie nie wpadła do kosza. "Ostrogi" miały więc szansę na zwycięstwo, jednak Duncan się pomylił i pierwsza wygrana Sonics w serii stała się faktem.

Zobacz WYNIKI oraz zdobywców punktów w NBA Playoffs 2005

Dowiedz się więcej na temat: palmy | palenie tytoniu | NBA | miami

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje