Wychwalając Pistons

Tego się nikt nie spodziewał. Pistons zmiażdżyli i upokorzyli Lakers w NBA Finals 2004, które miały być popisem wielkich gwiazd ekipy z Los Angeles.

Tymczasem zespół z Detroit nie pozostawił złudzeń faworytom i gdyby nie moment słabości w meczu numer 2, seria skończyłaby się wynikiem 4-0.

Reklama

Przed spotkaniami o Larry O'Brien Trophy wszyscy mówili o wielkości koszykarzy z Kalifornii i wielkości Phila Jacksona. W ich trakcie o problemach i kontuzjach "Jeziorowców". Po zakończeniu rywalizacji wciąż wszyscy zastanawiają się co dalej z Lakers... a przecież oni byli tylko tłem dla zespołu z Motown.

Pora więc zająć się mistrzami. Chauncey Billups został wybrany MVP finału, ale równie dobrze mógłby nim zostać cały zespół "Tłoków". Każdy z podopiecznych Larry'ego Browna, dosłownie każdy, dołożył swoją "cegiełkę" do wielkiego sukcesu.

Richard Hamilton zaprezentował świetną i równą formę w całych playoffs, będąc kluczowym graczem w pojedynkach z Nets i Pacers. Ben Wallace był mentalnym liderem drużyny z Motown. Był wszędzie tam, gdzie było go trzeba. Był jak napój energetyczny dla swoich kolegów. Co ważniejsze, "Big Ben" od początku był przekonany o triumfie, co podkreślała jego żona. - Powiedział mi jeszcze przed serią: "Pokonamy ich, kochanie". Wierzyłam mu - powiedziała Chanda Wallace.

Wielką rolę odegrał też Rasheed Wallace, który zdobył 26 punktów w meczu numer 4, kiedy goście przez trzy kwarty ostro walczyli o wyrównanie i powrót do LA.

Cichym bohaterem NBA Finals był Tayshaun Prince, zresztą kibic Lakers z Compton na przedmieściach "Miasta Aniołów". Jego świetna defensywa wyłączyła w ważnych chwilach Kobe Bryanta, a ofensywne akcje nieraz wprowadzały w zdumienie fachowców.

Także gracze ławki włączali się do defensywy i zdobywania punktów kiedy było to potrzebne. Corliss Williamson, Lindsey Hunter, Mike James, Mehmet Okur, Elden Campbell - każdy z nich wchodził na parkiet i ciężko pracował, realizując konsekwentnie taktykę nakreśloną przez wielkiego notabene szkoleniowca.

Pełna pochwał, podobnych do naszych, była w środę lokalna prasa w Michigan. "The Detroit Free Press" obwieścił radosną nowinę tytułem "Szacunek".

"Pistons pokonali w pięciu meczach Lakers, Goliata NBA, i zdobyli mistrzostwo, którego nikt - nawet w najdzikszych snach - się nie spodziewał" - czytamy w odredakcyjnym komentarzu dziennika.

Totalną klęskę faworyta podkreśla znany i ceniony publicysta gazety Mitch Albom: "Pistons nie tylko pokonali L.A., sprowadzili ich do jednej litery L jak loser ( z ang. przegrany, frajer)".

Również drugi z lokalnych dzienników nie szczędzi peanów. "Dzień Zapłaty" - to tytuł z pierwszej strony "The Detroit News".

Ogromny wkład defensywy osiągnięty sukces podkreśla Rob Parker. "Szkoleniowcy na wszystkich poziomach w każdym sporcie mówią nam, że obrona wygrywa mistrzostwo ... prawdopodobnie byliśmy świadkami najwspanialszego przykładu na prawdziwość tego jakże wyświechtanego powiedzenia" - czytamy w jego felietonie.

Drużyna z Detroit wygrała w tym sezonie także dzięki niesamowitej determinacji i wali walki. "Wykorzystaliście wszystko, daliście z siebie wszystko, zasłużyliście na wszystko. Pistons są mistrzami NBA, a także naocznym przykładem, iż zwycięstwa wciąż mogą osiągać ci, którzy najbardziej tego chcą i pracują najciężej" stwierdza Bob Wojnowski na łamach "The Detroit News".

Dowiedz się więcej na temat: lakers | NBA | detroit

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama