We wtorek start sezonu NBA

30 drużyn, dwa miejsca w finale National Basketball Association. Starzy znajomi z ostatnich kilku sezonów (Spurs, Mavericks, Phoenix, Pistons) i nowa fala (Heat, Bulls, Clippers, Cavaliers).

Która z tych drużyn po najdłuższym w zawodowym sporcie, ośmiomiesięcznym sezonie zostanie na parkiecie całując Larry O'Brien Trophy?

Reklama

Oto nasz przegląd ósemki największych faworytów tegorocznego sezonu:

KONFERENCJA WSCHODNIA

Detroit Pistons

(w sezonie 2005/2006 przegrali 2-4 z Heat w finale Konferencji Wschodniej)

Pistons nie spodziewali się odejścia do Chicago Bulls Bena Wallace'a i zostali zmuszeni do wzięcia pierwszego lepszego gracza, który choćby w części potrafi zastąpić Big Bena. Wybór (jedyny możliwy) padł na Nazra Mohammeda, którego przyjście daje trenerowi Flipowi Saundersowi szanse wystawienia zespołu bardziej ofensywnego, ale odbiera Detroit przewagę w defensywnej i ofensywnej walce pod koszami. Podobnie jak w przypadku Heat, ekipa z Motown ponownie opierać będzie grę na mających już swój "przebieg" w NBA koszykarzach coraz częściej przeplatających dobre mecze tymi bardzo przeciętnymi (Rasheed Wallace, Richard Hamilton). Saunders liczy na to, że w sezonie 2006/2007 pozycję lidera obok Chauncey'a Billups bardziej przejmie na siebie Tayshaun Prince, ale ten zawodnik nawet grając w lidze uniwersyteckiej nie był znany z przywódczych talentów. Jedno jest pewne - Detroit Pistons będą mieli znacznie trudniejszą drogę na szczyt, rywalizując nie jak dotychczas z jedną (Miami Heat), a przynajmniej dwoma (Cavaliers, Bulls) innymi zespołami o prymat w Konferencji Wschodniej.

Miami Heat

(zdobyli mistrzostwo NBA)

Niewielu było takich, którzy dawali Heat szanse na mistrzostwo, co wcale nie znaczy, że w tym roku będzie im łatwiej. Shaquille O'Neal ma o rok więcej i liczyć na to, że - podobnie jak w poprzednim sezonie - będzie grał z miesiąca na miesiąc lepiej i nie będą go trapić kontuzje byłoby szaleństwem. To samo można powiedzieć o reszcie, jak sami siebie żartobliwie nazywają, "emerytów z Florydy": niespodziewanym współbohaterze finałów (Antoine Walker), Gary Paytonie czy Alonzo Mourningu. Ten ostatni stwierdził przed kilkoma dniami, że "jest w stanie zastępować O'Neala nie przez pięć, ale nawet 25 minut w meczu", jednak Pat Riley na pewno wolałaby mieć na parkiecie Shaqa zamiast Zo. Lata spędzone przez koszykarzy Heat w NBA widać wyraźnie, kiedy przychodzi im grać przeciwko drużynom preferującym szybkie tempo - jak choćby Bulls w pierwszej rundzie ubiegłorocznych playoffs. Jeśli Dwyane Wade będzie musiał ratować zespół przez większość z 82 meczów regularnego sezonu, może pewnego dnia nie podnieść się z któregoś ze swoich spektakularnych upadków. Jak długo "Flash" będzie w stanie w pojedynkę wyciągać zespół z przegranych pozycji? Tak jak to było w finałach, kiedy dwa pierwsze mecze Mavs wygrali z łatwością i nic nie zapowiadało sukcesu drużyny z Miami.

Cleveland Cavaliers

(przegrali 3-4 z Pistons w półfinale Konferencji Wschodniej)

Już w minionym sezonie Cavs tylko przez brak doświadczenia nie zagrali w finale Konferencji Wschodniej. Teraz mają w zespole zadowolonego z nowego kontraktu LeBrona Jamesa, jednego z tylko trzech koszykarzy w NBA (obok Dwyane'a Wade z Heat i Kobe Bryanta z Lakers) zdolnego w pojedynkę wygrać mecz. Minus Cavaliers to fakt, że przed sezonem zrobili niewiele by wzmocnić się na pozycji pomagającego LeBronowi rzucającego rozgrywającego (David Wesley odciążąjacy nierównego Larry Hughesa to trochę za mało), a liczenie na to, że już w pierwszym sezonie klubowi wydatnie pomogą ligowi debiutanci (Shannon Brown i Daniel Gibson) jest trochę na wyrost. Na co stać LeBrona wszyscy już wiemy, ale jeśli Cavaliers naprawdę mierzą w NBA Finals, to sezon swojego życia będą musieli mieć zarówno Zydrunas Ilgauskas, jak cieszący się z nowego trzyletniego kontraktu Drew Gooden. Nie mając solidnej ławki rezerwowych, kontuzja jednego z nich przekreślałby szanse Cavs nawet na udział w playoffs.

Chicago Bulls

(przegrali w 1. rundzie playoffs 2-4 z Heat)

W Chicago nie ma już niepełnionej od trzech lat nadziei (Tysona Chandlera), ale nie ma drużyny w NBA, która przed sezonem bardziej się wzmocniła. Nie tylko charakter Bena Wallace'a, czterokrotnego najlepszego defensora ligi, ale także doświadczenie P.J. Browna (Hornets) czy podkoszowa dynamika zaledwie 20-letniego debiutanta Tyrusa Thomasa tworzą z Bulls jedną z najbardziej obiecujących drużyn Konferencji Wschodniej. Oprócz Thomasa, trener Scott Skiles zadowolony jest z rozwoju talentu Wiktora Kriapy oraz z roli "człowieka do wszystkiego", którą ma spełniać w drużynie z Chicago drugi z debiutantów, Thabo Sefolosha. Ciągle w zespole brakować będzie zawodnika regularnie zdobywającego punkty pod koszem, ale akurat o ofensywę Skiles nie musi się zbytnio martwić, mając w zespole Ben Gordona, Kirka Hinricha czy Andresa Nocioniego. Kibice Bulls będą musieli jednak poczekać do stycznia przyszłego roku, by ta młoda drużyna zdążyła się zgrać. Kiedy to się stanie, będzie to nie tylko zespół grający bardzo widowiskowo, ale będący postrachem dla każdego rywala.

KONFERENCJA ZACHODNIA

San Antonio Spurs

(przegrali 3-4 z Mavericks w półfinale Konferencji Zachodniej)

Trudno narzekać na drużynę, która udział w finale konferencji przegrała przez kilkadziesiąt sekund niefrasobliwości w siódmym meczu serii przeciwko późniejszemu finaliście. Na dodatek drużynę, w której praktycznie przez cały sezon i podczas playoffs koszykarz numer 1 (Tim Duncan) grał z niezaleczoną kontuzją. Mistrzowskie doświadczenie Duncana, Manu Ginobili, Tony Parkera i reszty drużyny z San Antonio stawia ich w roli faworytów, ale podobnie jak w przypadku Miami czy Detroit w Konferencji Wschodniej, rywale są mocniejsi niż w minionym sezonie.

Dallas Mavericks

(przegrali 2-4 w finale NBA z Heat)

Mark Cuban, właściciel klubu przyznał, że zajęło mu miesiąc, by otrząsnąć się z porażki swojego zespołu w ligowym finale. Trudno mu się dziwić pamiętając, że Mavericks byli kilka punktów od prowadzenia 3-0. Nie potrzebując zastępować gwiazd, bo Dirk Nowitzki, Jason Terry, Devin Harris, Josh Howard, Jerry Stackhouse czują się w Dallas bardzo dobrze, Mavericks uzupełnili skład solidnymi, a przede wszystkim wszechstronnymi koszykarzami jak Greg Buckner, Austin Croshere czy Devean George. Przynajmniej na papierze, to skład przynajmniej na finał, ale przed tegorocznymi finałami NBA, Dallas też było faworytem...

Denver Nuggets

(przegrali 1-4 z Clippers w I rundzie playoffs)

Czy Kenyon Martin znowu będzie się kłócił z trenerem George Karlem? Czy Carmelo Anthony wydoroślał podczas mistrzostw świata w Japonii? Jak długo wytrzymają kontuzjowane plecy Marcusa Camby'ego? Czy Andre Miller zacznie wreszcie grać na poziomie zbliżonym do swego talentu? Kibice Nuggets mają przed rozpoczęciem tegorocznego sezonu te same pytania, co w roku ubiegłym, co nie wróży tej utalentowanej drużynie udanych playoffs. Powód do optymizmu to fakt, że przynajmniej zdaniem trenera kadry USA Mike'a Krzyżewskiego, Anthony stał się w tym roku koszykarzem, myślącym nie tylko o swoich statystykach, ale o tym, jak wiedzie się drużynie. Jeśli rzeczywiście "Melo" nareszcie zrozumiał, że koszykówka jest grą zespołową, to Nuggets mogą być największa niespodzianką Konferencji Zachodniej.

Los Angeles Clippers

(przegrali 3-4 z Suns w półfinale Konferencji Zachodniej)

Clippers, pośmiewisko ligi praktycznie od czasów, kiedy grali w Buffalo, pokazali w ubiegłym sezonie koszykówkę równie widowiskową co skuteczną, przegrywając po heroicznych bojach z Suns. W tym roku nie tylko właściciel klubu Donald Sterling swoim zwyczajem nie tylko nie rozbił klubu, ale przedłużając kontrakt z Samem Cassellem i Chrisem Kamanem dodał jeszcze ekipie, w której grają Cuttino Mobley, Corey Maggette czy Elton Brand, strzelca wyborowego - Tima Thomasa. Clippers mają wszystko - doświadczenie, doskonała ławkę rezerwowych i talent. W tym sezonie, jeśli jeszcze będą mieli odrobinę szczęścia, zagrają w finale konferencji.

Tak typują generalni menedżerowie klubów NBA:

Mistrz NBA: San Antonio Spurs (42.9 proc), Dallas Mavericks (28.6 proc)

Mistrz Konferencji Wschodniej: Miami Heat (71.4 proc), Detroit Pistons (21.4 proc)

Mistrz Central Division: Detroit Pistons (50 proc.), Chicago Bulls (39.3 proc.)

Mistrz Atlantic Division: New Jersey Nets (92.9 proc.), Boston Celtics (3.6 proc.)

Mistrz Southeast Division: Miami Heat (92.9 proc.), Orlando Magic (3.6 proc.)

Mistrz Konferencji Zachodniej: San Antonio Spurs (50 proc.), Dallas Mavericks (39.3 proc.)

Mistrz Southwest Division: Dallas Mavericks (57.1 proc.), San Antonio Spurs (42.9 proc.)

Mistrz Pacific Division: Phoenix Suns (89.3 proc.)

Mistrz Northwest Division: Denver Nuggets (71.4 proc.), Utah Jazz (17.9 proc.)

2007 MVP NBA: LeBron James (Cavaliers/39 proc.), Dwyane Wade (Heat/29 proc)

Przemek Garczarczyk z Chicago

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje