T-Mac wrócił w glorii, 43 pkt Arenasa

Houston Rockets bardzo potrzebowali Tracy'ego McGrady'ego. Jeden z najlepszych strzelców ligi wrócił do składu po trzech meczach nieobecności i zdobył 35 punktów, prowadząc swój zespół do wyjazdowego zwycięstwa nad New Jersey Nets 99:91.

Wyczyn T-Maca to nie było jednak najbardziej okazałe osiągniecie strzeleckie sobotniego wieczoru. W Waszyngtonie Gilbert Arenas uzyskał bowiem 43 "oczka", a Wizards wygrali u siebie ze Spurs 110:95.

Reklama

Bóle pleców wykluczyły McGrady'ego z trzech meczów "Rakiet" i jego brak był dla drużyny bardzo wyraźny. Zespół z Houston przegrał wszystkie te spotkania i dlatego w Teksasie czekano na jego powrót z dużym utęsknieniem.

McGrady miał problemy ze skutecznością tylko w pierwszej połowie (1/9 z gry), ale później było już doskonale - 30 punktów w drugiej połowie (12/17 z gry) zapewniło gościom zwycięstwo.

Doskonała była też skuteczność w rzutach za trzy w wykonaniu graczy Rockets, na co zwrócił uwagę szkoleniowiec Nets. - Ciężko jest wygrać mecz, gdy rywale mają 62-procentową skuteczność za trzy, a nasz zespół ma ogółem 37 procent z gry - to bardzo celne podsumowanie spotkania w wykonaniu Lawrence'a Franka.

Wielkim bohaterem wieczoru był jednak nie McGrady, ale Arenas. Obrońca drużyny z Waszyngtonu trafił 15 z 20 rzutów z gry i był nie do zatrzymania dla świetnej przecież defensywy Spurs. - Czasami nie możesz być zatrzymany i wierzysz, że nie możesz być zatrzymany - stwierdził Arenas. - Tak się właśnie czułem.

Na przeciwnym biegunie był natomiast lider zespołu z San Antonio. Tim Duncan miał w ataku fatalny wieczór, trafiając jedynie 3 z 18 rzutów z gry i pudłując nawet z najprostszych pozycji. Także stąd dotkliwa porażka Spurs w stolicy.

Maurice Williams zapewnił zwycięstwo Milwakee Bucks nad Indiana Pacers 103:102, trafiając do kosza gości równo z końcową syreną. Najskuteczniejszy w szeregach gospodarzy był zdobywca 28 punktów Michael Redd. Wśród pokonanych wyróżnili się Jermaine O'Neal (27 pkt i 10 zbiórek) oraz Ron Artest (24).

Czwarte zwycięstwo odnieśli koszykarze Miami Heat, pokonując przed własną publicznością Charlotte Bobcats 108:99. Heat wystąpili już po raz piąty bez kontuzjowanego (prawa kostka) Shaquille'a O'Neala, który leczy uraz prawej kostki. Do sukcesu poprowadzili gospodarzy Jason Williams (22 pkt), Dwyane Wade (19), Alonzo Mourning (16) i Udonis Haslem (14 pkt i 11 zbiórek). Najcelniej w zespole pokonanych rzucali Sean May (18) i Kareem Rush (15).

Serię trzech porażek przerwali Dallas Mavericks, wygrywając na wyjeździe z New Orleans/Oklahoma City Hornets 109:103. Główną zasługę w tym sukcesie mieli Niemiec Dirk Nowitzki (30 pkt) i Jason Terry (26).

Phoenix Suns wygrali u siebie z Golden State Warriors 101:86, sprawiając radość trenerowi Mike'owi D'Antoniemu, dla którego była to setna wygrana. Było to pierwsze zwycięstwo gospodarzy we własnej hali w tym sezonie.

Zobacz WYNIKI oraz czołowych STRZELCÓW w meczach z 12 listopada

Tabele NBA

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: NBA | New Jersey | Houston Rockets

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje