Suns wygrali, Shaq już gra

6 punktów i 7 zbiórek - oto dorobek Macieja Lampego w pierwszym meczu sezonu regularnego National Basketball Association. Phoenix Suns pokonali u siebie Atlanta Hawks 112:82 w obecności ponad 18 tysięcy widzów w America West Arena.

Oczekiwany oficjalny debiut w barwach Heat zaliczył Shaquille O'Neal. Najlepszy center ligi zawodowej rzucił 16 punktów, a ekipa z Miami wygrała w New Jersey z miejscowymi Nets 100:77.

Reklama

- To było dość łatwe - powiedział szczerze o meczu z Hawks skrzydłowy "Słońc" Amare Stoudemire, który zdobył 23 punkty (9/12 z gry). - Atlanta to nie jest najlepszy zespół, z którym przyjdzie nam się spotkać.

Stoudemire zapisał także na swoim koncie osiem zbiórek i dwa bloki. Joe Johnson dodał 17 punktów, a debiutujący w barwach drużyny Steve Nash 12 "oczek" i 4 asysty.

17 minut na parkiecie w America West Arena spędził Maciej Lampe. Polak, poza sześcioma punktami (2/8 z gry, 2/2 z wolnych) i siedmioma zbiórkami (4 w ataku) miał na swoim koncie aż pięć strat. Na ostatnie 10 minut do gry wszedł także Yuta Tabuse, stając się pierwszym graczem urodzonym w Japonii, który pojawił się na parkietach NBA . Obrońca rzucił siedem punktów, w tym "3", która dała gospodarzom prowadzenie 100:64 na 5 minut przed końcem.

Antoine Walker zdobył 21 punktów (9/22 z gry) i zaliczył 13 zbiórek w swoim pierwszym meczu w barwach Hawks, którzy zanotowali koszmarny debiut pod wodzą Mike'a Woodsona.

Mimo kłopotów zdrowotnych Shaquille O'Neal zagrał w barwach Heat i zdobywając 16 punktów (7/9 z gry) w ciągu 21 minut wydatnie pomógł drużynie z Miami w pokonaniu Nets 100:77.

- Miałem być w 100-procentowej dyspozycji kiedy wrócę, ale w takim stanie nie byłem już od 10 lat - przyznał Shaq.

Dwyane Wade zdobył 21 punktów dla gości, którzy mieli 50-procentową skuteczność z gry i dobry dzień w rzutach za trzy (8/16). Nets, dla których 19 "oczek" rzucił Richard Jefferson, mieli bardzo słabą skuteczność (37 proc.) i przegrali także walkę na tablicach (42-36).

Aż dwie dogrywki oglądali widzowie w Gund Arena w Cleveland. Wychodzili jednak z hali niepocieszeni, bowiem Cavs ulegli Pacers 104:109. Gospodarzom nie pomógł doskonały występ Zydrunasa Ilgauskasa (35 punktów i 18 zbiórek - rekord kariery) oraz LeBrona Jamesa (28 pkt). Goście z Indianapolis, osłabieni brakiem Jermaine'a O'Neala, Reggiego Millera i Anthony'ego Johnsona, nie zamierzali się bowiem poddać i... wygrali.

Pacers mogli zwyciężyć już w normalnym czasie. James wyrównał jednak (85:85) rzutem za trzy na 1,7 s przed końcem, a Ron Artest, który miał świetny wieczór (31 pkt, 9 zb.) spudłował za trzy równo z syreną. Ten sam gracz miał również szansę rozstrzygnąć mecz w pierwszej dogrywce, ale znów chybił - tym razem z półdystansu.

Jeszcze bardziej dramatycznie, ale za to szczęśliwe dla gospodarzy, było w Orlando. Po rzucie Michaela Redda na 3,5 s przed końcem Milwaukee Bucks prowadzili bowiem 92:91. Piłka była jednak w posiadaniu Magic. W ostatniej akcji Grant Hill (20 pkt) podał z boku do debiutującego w barwach gospodarzy Steve'a Francisa, który ograł Mo Williamsa i popisał się udanym "layupem", będąc dodatkowo faulowany.

Piłka wpadła do kosza i zabrzmiała syrena. Sędziowie - po trzyminutowym oglądaniu powtórki na wideo - zaliczyli punkty, ale nakazali cofnięcie zegara, zostawiając 0,2 s gry. Francis celowo spudłował przysługujący mu wolny i w ten sposób Magic wygrali 93:92.

Zobacz wyniki oraz zdobywców punktów w meczach z 3 listopada

Dowiedz się więcej na temat: wygraj | Atlanta | debiut | Arena | Phoenix Suns

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje