Stackhouse pognębił Hawks

Jerry Stackhouse zdobył 15 ze swoich 29 punktów w IV kwarcie, walnie przyczyniając się do "domowej" wygranej Wizards nad Atlanta Hawks 84:76.

Zespół z Waszyngtonu dzięki temu zwycięstwu przerwał serię trzech przegranych ligowych meczów z rzędu.

Reklama

Stackhouse, który twierdził, że nie otrzymywał piłki wystarczająco często w czwartkowym przegranym meczu z Pistons, zaczął decydującą ćwiartkę od "3". Stało się to wkrótce po tym, jak goście zmniejszyli swoją stratę do jednego punktu. Obrońca Wizards dodał kilka wolnych oraz po ładnej akcji zapakował do kosza jedną ręką, biorąc w ten sposób udział w decydującym "runie" (13:4), który dał gospodarzom 10-punktowe prowadzenie na 5 minut przed końcem.

Stackhouse, który w I połowie grał na słabej skuteczności (3/12 z gry), zakończył mecz z o wiele lepszym dorobkiem (8/21 z gry i 11/14 z wolnych). W czwartej kwarcie lider drużyny z Waszyngtonu trafił 3 z 4 rzutów z gry oraz 8 na 10 wolnych. Tyronn Lue dodał 13 punktów dla Wizards, a Michael Jordan zdobył ich 10 (4/10 z gry, 2/2 z wolnych), zapisując przy okazji na swoim koncie 5 asyst i 4 zbiórki.

Hawks, grający drugi mecz po opieką nowego coacha Terry'ego Stottsa, przegrali dziewiąty wyjazdowy mecz z rzędu. Zespół z Atlanty do tej pory z 15 meczów poza domem wygrał tylko dwa.

Nadal świetną formę prezentują Utah Jazz. Drużyna z Salt Lake City wygrała u siebie z Philadelphia 76ers 98:69 i było to dla niej czwarte zwycięstwo w ostatnich pięciu grach. Karl Malone i Matt Harpring zdobyli po 20 punktów, przyczyniając się do piątej z rzędu wyjazdowej porażki Sixers. W ekipie gości zawiódł Allen Iverson. Lider 76ers trafił 4 z 12 rzutów z gry, zdobywając ogółem tylko 13 punktów czym wyrównał najsłabsze osiągnięcie w tym sezonie. Jazz grali na 50-procentowej skuteczności i wygrali rywalizację na tablicach (45-33). Mecz w Delta Center został na chwilę przerwany, gdy jeden z kibiców rzucił na parkiet... szczura. - Prawdopodobnie zginął na miejscu. Biedne maleństwo - skwitował jego los Malone.

W najbardziej zaciętym i emocjonującym sobotnim meczu Portland Trail Blazers pokonali po dogrywce Sacramento Kings w hali "Królów" 119:113. Mimo porażki Kings pozostają liderami Pacific Division. Do siódmej z rzędu wygranej poprowadził zespół z Portland Bonzi Wells, który zdobył 32 pkt ustanawiając swój punktowy rekord sezonu, mimo kontuzji stawu skokowego doznanej w trzeciej kwarcie. Wells powrócił na parkiet w czwartej części spotkania i spisywał się znakomicie. - Nie graliśmy dobrze, nie trafialiśmy i mieliśmy zbyt dużo strat. To się zdarza podczas sezonu, w którym rozgrywa się 82 mecze - powiedział Chris Webber.

Zobacz wyniki meczów i zdobywców punktów z 28 grudnia oraz galerię zdjęć z NBA

Dowiedz się więcej na temat: NBA | mecz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje