Spurs wrócili na tron

San Antonio Spurs zostali mistrzami NBA. Podopieczni Gregga Popovicha wygrali finałową serię z Detroit Pistons 4-3. W decydującym siódmym meczu, który odbył się w czwartek w SBC Center "Ostrogi" pokonały obrońców tytułu 81:74.

To już trzeci tytuł mistrzowski w historii klubu z San Antonio. Poprzednie wywalczył w 1999 i 2003 roku. MVP tegorocznych finałów został Tim Duncan, dla którego jest to trzecie takie wyróżnienie. Wcześniej także otrzymał je w latach, gdy Spurs zwyciężali w NBA.

Reklama

- Zdobycie takiego trofeum to dla mnie wielkie wyróżnienie, ale w tym zespole zasłużyło na nie kilku zawodników: Bruce (Bowen), Manu (Ginobili) i Tony (Parker) - przyznał po otrzymaniu nagrody Duncan, który powoli goni największe gwiazdy NBA w ich ilości. Earvin "Magic" Johnson i Shaquille O'Neal także trzy razy zostali MVP finałów, sześciokrotnie wybierano nim Michaela Jordana.

Po pierwszej kwarcie czwartkowego spotkania prowadzili Spurs (18:16), choć początek należał do gości, w barwach których w ataku niespodziewanie dominował Ben Wallace (6 punktów).

Później długo żaden z zespołów nie był w stanie osiągnąć większej przewagi, także na skutek niezbyt dobrej dyspozycji rzutowej. Dominowała twarda obrona, którą dość często przerywały gwizdki trochę nazbyt skrupulatnych sędziów.

"Tłoki" w II kwarcie znów wróciły do dogrywania piłek do Bena Wallace'a (12 punktów do przerwy), który wsadami zdobywał łatwe punkty dla gości. Problemy z faulami spowodowały, że Chauncey Billups długo przebywał na ławce rezerwowych, ale drużyna z San Antonio nie była w stanie odskoczyć, choć za trzy trafiali zarówno Tony Parker, Manu Ginobili jak i Brent Barry.

Skuteczny w pierwszych 20 minutach był także Robert Horry (10 punktów), jednak mimo tego do przerwy minimalnie lepsi byli gracze z Motown (39:38). W trzeciej kwarcie, dzięki skutecznym akcjom Richarda Hamiltona, Tayshauna Prince'a i Antonio McDyessa, uzyskali oni dziewięciopunktową przewagę (48:39). Parker przerwał w końcu suszę w ataku i wszystko wróciło do normy, czyli wyrównanej walki.

Problemy z faulami wysokich graczy Pistons spowodowały, że rozszalał się będący do tego czasu nieco w cieniu Tim Duncan, trafiając raz po raz, zarówno spod kosza jak i z półdystansu. Ostatnie słowo w tej części należało jednak do gości, a konkretnie do Lindseya Huntera. Rezerwowy trafił tuż przed syreną i po trzech kwartach znów był remis.

Eksplozja w ataku Spurs - tak śmiało można nazwać początek czwartej kwarty w wykonaniu gospodarzy. Świetnymi indywidualnymi akcjami popisał się Ginobili, a za trzy trafili Horry i Bruce Bowen, który jednocześnie wykonywał fantastyczną pracę w obronie, pilnując Billupsa. Na sześć minut przed syreną przewaga gospodarzy wynosiła sześć punktów (67:61).

Pistons mieli duże problemy w grze w ataku, natomiast zawodnicy gospodarzy niemal w każdej akcji ofensywnej znajdowali sobie czystą pozycję i... trafiali. Właśnie po jednym z takich celnych rzutów (świetna asysta Duncana i "trójka" Ginobilego) spowodowała, że na 2 minuty i 46 sekund przed syreną Spurs prowadzili już 72:65. Wprawdzie Rasheed Wallace próbował zmienić losy meczu, trafiając na 23 sekundy przed końcem za trzy, ale tym razem to było za mało na rozpędzonych gospodarzy.

- Nie mógłbym być szczęśliwszy. To był dla mnie niesamowity rok - przyznał Manu Ginobili, który w sierpniu 2004 wywalczył złoty medal na igrzyskach olimpijskich, a teraz został mistrzem NBA. - Finał z Pistons wygraliśmy dopiero przed chwilą, ale jestem pewny, że za miesiąc, będę w taki sam sposób myślał o tym tytule. Będziemy chcieli to powtórzyć w przyszłym sezonie - dodał Argentyńczyk.

- Pokonaliśmy bardzo dobry zespół. Nie wiem jak to do cholery zrobiliśmy, ale jestem podekscytowany - powiedział po meczu wyraźnie wzruszony Popovich.

Dla większości graczy gospodarzy czwartkowy pojedynek to był pierwszy siódmy mecz w karierze. Jedynym graczem, który miał już okazję wywalczyć tytuł w takich okolicznościach był Horry. W 1994 roku wygrał przecież finał z Houston Rockets (do tej pory ostatni siedmiomeczowy w historii NBA), a w sumie zdobył już sześć mistrzowskich pierścieni. - To wspaniałe. To już mój trzeci klub, z którym wywalczyłem mistrzostwo (oprócz Rockets także Los Angeles Lakers) i chciałbym tutaj zagrać w następnym sezonie - stwierdził Horry.

Zobacz WYNIKI oraz zdobywców punktów w NBA Playoffs 2005

Zobacz galerię zdjęć z siódmego meczu finałowego San Antonio Spurs - Detroit Pistons

Dowiedz się więcej na temat: wroc | detroit | problemy | Tron | NBA

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje