Spurs ulegli Mavs, wpadka Rockets

Michael Finley ma powody do zastanowienia. Wraz z nowymi kolegami ze Spurs odwiedził swój były zespół i... musiał zejść z parkietu pokonany, bowiem Mavericks wygrali z obrońcami tytułu 103:84.

Sporą wpadkę zaliczyli natomiast Rockets, ulegając - co prawda bez kontuzjowanego T-Maca - na własnym parkiecie Hornets, w barwach których znów zabrakło miejsca dla Macieja Lampego.

Reklama

Gdy Finley wybiegł na parkiet w Reunion Arena w koszulce ekipy z San Antonio, otrzymał owację nie tylko od publiczności, ale nawet od samego właściciela Marka Cubana, szkoleniowca Avery'ego Johnsona oraz jego asystenta Dela Harrisa. Później nie było jednak sentymentów - Dirk Nowitzki zdobył 34 punkty (12/20 z gry), a Devin Harris dodał 22 "oczka", prowadząc Mavericks do zwycięstwa w swoim inauguracyjnym w tym sezonie meczu przed własną publicznością.

To był pierwszy "domowy" mecz dla klubu z Dallas od grudnia 1996 roku, w którym zabrakło Finleya. Nowy nabytek Spurs nie zachwycił, zdobywając jedynie dwa punkty (1/6 z gry) w ciągu 27 minut.

Tony Parker uzyskał 24, a Duncan rzucił 18 punktów, ale tylko trzy w drugiej połowie. Inny były zawodnik Mavs Nick Van Exel zdobył 11 "oczek" (wszystkie w I połowie) dla zespołu z San Antonio, który przegrał po raz pierwszy w tym sezonie.

Bez porażki są na razie natomiast finałowi rywale Spurs z poprzedniego sezonu. Detroit Pistons rozbili na własnym parkiecie 117:84 Toronto Raptors, wygrywając po raz trzeci z rzędu. Tym razem najskuteczniejszym zawodnikiem w niezwykle wyrównanej ekipie z Motown był Tayshaun Prince (27 punktów), który w ubiegły poniedziałek podpisał z "Tłokami" nowy kontrakt wart 47 milionów dolarów. Jalen Rose rzucił 25 "oczek" (8/20 z gry) dla Raptors, którzy przegrali trzecie kolejne spotkanie i są bez zwycięstwa w obecnym sezonie.

Niespodziewanie doskonały początek rozgrywek (bilans 3-0) stał się udziałem Milwaukee Bucks, którzy pod wodzą nowego trenera Terry'ego Stottsa pokonali u siebie grających bez kontuzjowanego Shaquille'a O'Neala Miami Heat 105:100. Bobby Simmons i Michael Redd uzyskali po 23 punkty dla gospodarzy, a zastępujący O'Neala na pozycji centra Alonzo Mourning zapisał na swoim koncie 14 punktów i 12 zbiórek. - Nigdy nie używam braku Shaq jako wytłumaczenia - skomentował porażkę Zo.

Drugą z rzędu porażkę po dogrywce ponieśli Minnestota Timberwolves, ulegając w Los Angeles tamtejszym Clippers (99:100), którzy wygrali trzeci meczu z rzędu (bilans 3-0), notując najlepsze otwarcie rozgrywek od 20 lat. Uratować zwycięstwo dla zespołu z Minneapolis mógł Kevin Garnett, ale jego rzut z półdystansu trafił w obręcz.

Rzuty wolne przesądziły o wynikach meczów w Portland i Indianapolis. Zach Randolph, trafiając jeden rzut już po czasie gry, dał Blazers zwycięstwo nad Atlanta Hawks 94:93. Dwie celne próby Chrisa Webbera na 1,8 s przed syreną zdecydowały natomiast o wygranej (pierwszej sezonie) Philadelphia 76ers w Indianapolis z miejscowymi Pacers 111:109.

W Memphis miejscowi Grizzlies pokonali Cleveland Cavaliers 113:106. Do zwycięstwa poprowadził ich Pau Gasol, który zdobył 29 punktów, 7 zbiórek, 5 asyst i 3 bloki. W ekipie gości brylował LeBron James (36 punktów i 6 asyst), ale nie zdołał zapewnić "Kawalerzystom" wygranej.

W Charlotte, na otwarcie nowej hali, Bobcats wygrali po dogrywce z Boston Celtics 107:105. Najskuteczniejszym graczem gospodarzy okazał się zdobywca 25 punktów Gerald Wallace. Spotkanie obserwowało ponad 19 tys. widzów. Po raz pierwszy w krótkiej historii klubu Bobcats mają dodatni stosunek meczów - w sezonie 2005/06 wygrali dwa z trzech.

Zobacz WYNIKI oraz czołowych STRZELCÓW w meczach z 5 listopada

INTERIA.PL/AFP/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Michael | wpadka

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje