Spurs po raz trzeci pokonały Cavs

San Antonio Spurs są bardzo blisko mistrzostwa NBA. We wtorkowym meczu po raz trzeci pokonali w finale Cleveland Cavaliers, wygrywając na wyjeździe 75:72.

O tytule może zadecydować więc już czwarte spotkanie, które odbędzie się w czwartek, także w Quicken Loans Arena. Za "Ostrogami" przemawia historia, jeszcze żadna drużyna nie odrobiła strat przegrywając w serii 0-3.

Reklama

Tym razem zwycięstwo podopiecznym Gregga Popovicha nie przyszło tak łatwo, jak w meczach we własnej hali, dlatego tym bardziej gracze z Teksasu się z niego cieszyli. - To wspaniałe, piękne... nie graliśmy przecież dobrze - powiedział Manu Ginobili. Argentyńczyk, który w meczu numer dwa zdobył 25 punktów, tym razem zaliczył tylko trzy "oczka", wszystkie z rzutów wolnych w ostatnich sekundach. Z gry nie trafił żadnej na siedem prób.

Inne gwiazdy Spurs także nie zagrały, jak w poprzednich meczach. Tony Parker zdobył 17 punktów, a Tim Duncan 14. Dzielnie wspierali ich za to gracze drugiego planu. Bruce Bowen nie tylko pilnował LeBrona Jamesa, ale także rzucił 13 "oczek", a Brent Barry dziewięć. Co ciekawe obaj z gry trafiali tylko zza łuku - Bowen 4 z 6, a Barry 3 z 4.

- Bruce swoimi celnymi rzutami utrzymał ich w grze. To było dla nich korzystne, ponieważ Manu się "szarpał", Tony trochę też, a Tim również nie miał najlepszego dnia - przyznał po meczu lider "Kawalerzystów".

James aż 12 ze swoich 25 "oczek" zdobył w czwartej kwarcie, dzięki czemu pomógł zmniejszyć deficyt z 10 do dwóch punktów (67:69). Potem jednak za trzy trafił Parker, ale w odpowiedzi takim samym rzutem popisał się Sasza Pavlović i na 48,1 s przed końcem było 72:70 dla gości.

Spurs mieli piłkę, Parker jednak ją stracił. To była ogromna szansa dla Cavs, której jednak nie wykorzystali. James podał do Andersona Varejao, a ten sam zakończył akcję nie trafiając do kosza.

Gospodarze musieli potem szybko faulować. Na ich szczęście Ginobili trafił tylko jeden rzut wolny i Cavs mieli kolejną szansę. Tym razem James nie oddał nikomu piłki i zmniejszył straty (72:73). Faulowany ponownie Argentyńczyk tym razem się nie pomylił, natomiast "trójka" LeBrona na sekundę przed końcem trafiła w obręcz. - Wszyscy jeszcze wierzymy. Musimy się postarać wygrać cztery następne mecze - stwierdził James.

- Wtorkowe zwycięstwo niczego nie zmienia. Wciąż trzeba wygrać jeszcze jedno spotkanie - powiedział z kolei Duncan.

Finał NBA:

2. Cleveland Cavaliers - 3. San Antonio Spurs 72:75 (18:16, 20:24, 12:15, 22:20)

Cavs: LeBron James 25 (7 as.), Drew Gooden 13 (12 zb.), Sasza Pavlović 13, Zydrunas Ilgauskas 12 (18 zb.), Anderson Varejao 4, Damon Jones 3, Daniel Gibson 2.

Spurs: Tony Parker 17, Tim Duncan 14, Bruce Bowen 13, Brent Barry 9, Michael Finley 7 (4 prz.), Fabricio Oberto 6, Manu Ginobili 3, Robert Horry 3, Jacque Vaughn 2, Francisco Elson 1.

Dowiedz się więcej na temat: W.E. | cavaliers | cleveland cavaliers | NBA

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje