Sixers i Kings krok od 2. rundy

Philadelphia 76ers i Sacramento Kings potrzebują już tylko jednego zwycięstwa, aby awansować do 2. rundy playoffs.

Minionej nocy Sixers pokonali trzeci raz New Orleans Hornets (96-87), a Kings uporali się z Utah Jazz 99:82. Mecze numer pięć zostaną rozegrane już jutro odpowiednio w Filadelfii i Sacramento.

Reklama

Sixers nie potrzebowali heroicznej postawy Allena Iversona, aby odnieść trzecie zwycięstwo nad Hornets. Aż sześciu koszykarzy "szóstek" zdobyło ponad 10 punktów, a najlepszy strzelec drużyny zadowolił się 22 punktami. To najmniejsza zdobycz punktowa Iversona w serii spotkań pierwszej rundy. "Answer" trafił 9 na 28 rzutów z gry i 3 na 7 za trzy.

- Nie był to mój najlepszy mecz, ale czuję się świetnie, bo wygraliśmy to spotkanie. To, że czasem zagram źle, a moi koledzy lepiej, pozwala mi mieć nadzieję, że kiedy coś mi nie wyjdzie, zawsze otrzymamy wsparcie od innych graczy - powiedział po wyjściu z szatni Iverson.

Najskuteczniejszym zawodnikiem meczu był Baron Davis, ale jego 34 punkty nie wystarczyły by wyrównać stan serii na 2-2. Po meczu Davis był wściekły i rozżalony. Największe pretensje miał do graczy podkoszowych, którzy przegrali walkę o zbiórki, co było kluczowym elementem zwycięskiego meczu numer 3.

- Nie zagraliśmy o wiele lepiej niż w przegranym, trzecim spotkaniu, ale lepiej zbieraliśmy - potwierdził pretensje Davisa, coach Sixers Larry Brown.

Trener Hornets Paul Silas ma jeszcze nadzieję, że uda mu się wygrać w Filadelfii. - W naszym słowniku, nie ma wyrazów określających użalanie się. Powiedziałem chłopakom, że jeśli nie myślą o zwycięstwie, niech zostaną w domu. Spodziewam się, że nikt nie zostanie i powalczymy w Filadelfii.

Jeśli mecz numer 4, rywalizacji Kings z Jazz miał być pożeganalnym występem w Salt Lake City Johna Stocktona i Karla Malone'a, to gracze z Sacramento zadbali o to, aby nie był on zbyt radosny.

Stockton i Malone postanowili, że o swojej przyszłości w NBA zadecydują po zakończeniu sezonu. Ten wydaje się już tak blisko, że można już nasłuchiwać wieści z ekipy Jazz. Mało kto pewnie wierzy, że w środowym meczu numer 5. uda się pokonać Kings.

Peja Stojakovic zdobył 15 ze swoich 27 punktów w trzeciej kwarcie, a Kings odrobili stratę z pierwszych dwóch "ćwiartek" i kontrolowali wynik do ostatniej syreny.

Zobacz wyniki meczów i przebieg rywalizacji playoffs

Dowiedz się więcej na temat: jazz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje