Shaq show

Fantastyczny występ Shaquille O`Neala w pierwszym starciu półfinału Konferencji Zachodniej pozbawił wszelkich złudzeń graczy Sacramento Kings.

Gigant z Miasta Aniołów wprost zdemolował wysłanych mu naprzeciw Vlade Divaca oraz Scotta Pollarda i wrzucił gościom z północy Kalifornii 44 punkty, dodał 21 zbiórek i 7 bloków, a jego Los Angeles Lakers triumfowali 108:105. - Ten gość jest niesamowity. Jest wielki, silny, szybki. Perfekcyjnie wykorzystuje swój talent i warunki fizyczne - z pokorą uznał klasę rywala szkoleniowiec "Królów" Rick Adelman. - No cóż, w meczu numer dwa musimy zastosować plan "B" - dodał enigmatycznie coach pokonanych.

Reklama

O`Neal oddał z pola gry 32 rzuty i siedemnaście z nich znalazło drogę do kosza rywali - co pospołu z 10 celnymi osobistymi (na 19) - złożyło się na imponujący dorobek punktowy, tylko o dwa "oczka" gorszy od snajperskiego rekordu kariery w play off ustanowionego rok temu w starciu z... Sacramento. Środkowy "Jeziorowców" zebrał również aż 11 piłek na ofensywnej tablicy. - Przegraliśmy z lepszą drużyną. No cóż dziś byliśmy gorsi - wyznał smutno Chris Webber, który zaaplikował zwycięzcom 34 punkty. Mecz numer dwa we wtorek również w hali Staples Center.

Choć Allen Iverson wygrał indywidualny konkurs strzeleckich popisów z Vincem Carterem (36:35) to jednak, podobnie jak w starciu z Indianą, Philadelphia 76ers niefortunnie rozpoczęli batalię w kolejnej rundzie play off. Ekipa Larry`ego Browna nie wykorzystała atutu własnych klepek w hali First Union Center i poległa w pierwszym boju półfinałowym Wschodu z Toronto Raptors 93:96. To "Air Kanada" wziął na siebie ciężar gry zespołu z Toronto, gdy goście, w czwartej kwarcie, beztrosko trwonili 14-punktową przewagę. Carter w finałowej odsłonie zaaplikował gospodarzom 10 ze swego, rekordowego w play off, 35 punktowego dorobku i zdobył decydujące punkty na 12 sekund przed syreną końcową. Mimo rozpaczliwej, acz celnej, odpowiedzi Iversona 5 sekund później 76ers nie zdołali już doprowadzić do dogrywki. Szansę taką miał Aaron McKie, jednak jego rzut zza łuku 7,24 metra równo z syreną końcową chybił celu.

Bez niespodzianki obyło się tymczasem w Milwaukee. "Big Three" - Ray Allen, Sam Cassel i Glen Robinson - zbudowali już w pierwszej połowie 22-punktową przewagę swej drużyny i Milwaukee Bucks ograli Charlotte Hornets 104:92.

Zobacz rywalizację w play off 2001

Dowiedz się więcej na temat: play off | show

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje