Rasheed niepokorny

Nie udaje się Mike`owi Dunleavy`emu poskromienie nieokrzesanego temperamentu Rasheeda Wallace. Choć trener Portland Trail Blazers zaordynował wychowawczo liderowi ekipy z Oregonu rolę rezerwowego w pojedynku z San Antonio Spurs, ten i tak znalazł czas by zapracować na swe 35. i 36. przewinienie techniczne w sezonie i w konsekwencji po raz dziewiąty osłabić swą drużynę.

Wallace sfrustrowany nieporadnością w pojedynkach jeden na jeden z Timem Duncanem opuścił parkiet na 4 i pół minuty przed końcową syreną, a Spurs zwłaszcza dzięki fenomenalnej trzeciej kwarcie w wykonaniu Dereka Andersona (15 "oczek" w wygranej przez "Ostrogi" przedostatniej odsłonie 27:14) triumfowali w całym meczu 93:79.

Reklama

Krewki silny skrzydłowy z Oregonu w 35 minutowym występie trafiał do kosza tylko co trzeci rzut (4/12 z pola gry) i do momentu usunięcia z parkietu uzbierał raptem 9 punktów. Do końca meczu nie dotrwał i inny gracz gospodarzy. W 45 minucie batalii "obdarowany" przez arbitrów dwoma technicznymi do szatni hali Rose Garden musiał udać się i Bonzi Wells - najskuteczniejszy snajper Trail Blazers (16 punktów).

- Nie mam wytłumaczenie dla tego co robi Rasheed. Po prostu musimy znaleźć jakiś sposób, by dogrywał mecze do końca - nie krył irytacji Dunleavy. W środę sędziowie wyrzucili Wallace z boiska już w III kwarcie przegranego starcia z Vancouver Grizzlies, które kosztowało "Pionierów" utratę pozycji samodzielnego lidera Pacific Division. Tim Duncan zakończył zawody z dorobkiem 16 punktów i 16 zbiórek.

Zobacz wyniki i dobywców punktów w meczach z 8 marca

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje