Pistons na fali

"Tłoki" z Detroit znów pokazują, że przeliczyć się mogą Ci, którzy po niezbyt błyskotliwym początku sezonu wykreślili ich z grona głównych pretendentów do tytułu.

Podopieczni Larrry'ego Browna w niedzielny wieczór pokonali na wyjeździe Golden State Warriors 94:88, notując siódme zwycięstwo z rzędu i jednocześnie psując debiut Barona Davisa w barwach ekipy z Oakland.

Reklama

- Wspaniałą sprawą jest być tym, na którego wszyscy liczą - stwierdził Davis, pozyskany przez "Wojowników" w czwartek w ramach wymiany z Hornets. - Rozmawiałem z trenerem Brownem i powiedział, że to wspaniała sytuacja dla mnie. Dodał także: "Tego właśnie potrzebujesz". Taka opinia ze strony guru koszykówki jest uspokajająca.

Nie w pełni zdrowy rozgrywający zespołu z Oakland nie zaczął wprawdzie meczu w wyjściowym składzie, ale i tak przebywał na parkiecie 29 minut, zdobywając w tym czasie 10 punktów (3/11 z gry) i notując 8 asyst.

Po stronie mistrzów ligi znów błyszczał Tayshaun Prince, który zdobył 23 punkty (8/14 z gry) oraz zaliczył niesłychanie ważny przechwyt na 20 sekund przed końcem, kiedy Warriors mieli okazję na wyrównanie. Rasheed Wallace dodał 17 "oczek", a pozostali zawodnicy pierwszej piątki zgromadzili co najmniej 13 punktów.

- Ostatnio udaje nam się zagrać najlepiej w momentach, gdy jest to najbardziej ważne - powiedział Richard Hamilton, rzucający obrońca drużyny z Detroit, która wygrała po raz 12. w ostatnich 13 pojedynkach, przerywając przy okazji serię czterech z rzędu porażek w Oakland.

W Nowym Orleanie cały mecz na ławce rezerwowych przesiedział Maciej Lampe, a "Szerszenie" uległy Denver Nuggets 93:94, ponosząc 44. porażkę w tym sezonie.

Najskuteczniejszym zawodnikiem meczu był Carmelo Anthony. Gracz Nuggets zgromadził 31 punktów i dziesięć zbiórek. 17 "oczek" zdobył w ostatniej kwarcie, przyczyniając się do zniwelowania 11-punktowej przewagi jaką gospodarze mieli na dziesięć minut przed końcem. Najwięcej punktów dla ekipy z Nowego Orleanu (22) uzyskał natomiast Dan Dickau, który trafił za trzy równo z końcową syreną, ustalając wynik końcowy.

Z dorobkiem 11 zwycięstw i 44 porażek Hornets zajmują ostatnie miejsce w tabeli Southwest Division i przedostatnie w lidze. Gorszy bilans (10-45) mają tylko Atlanta Hawks, którzy minionej nocy przegrali w Los Angeles z tamtejszymi Clippers 104:111. - Byłoby bardzo ciężko gdybyśmy przegrali ten mecz. Przecież staramy się o awans do playoffs - stwierdził Elton Brand, lider zespołu z LA. - To nie żart.

Na razie Clippers (bilans 25-31), dla których 25 punktów zdobył Corey Maggette, są dość daleko od czołowej ósemki. Tracą cztery mecze do znajdujących się na 8. pozycji w Konferencji Zachodniej Lakers (28-26), którzy w niedzielę przegrali w Toronto z Raptors 102:108.

Gracze Phoenix Suns, liderujący w Pacific Division, przegrali w niedzielę po dogrywce z zajmującymi pierwszą pozycję w Atlantic Division Boston Celtics 113:120. Było to pierwsze w tym sezonie zwycięstwo drużyny z Konferencji Wschodniej w Arizonie i zarazem pierwsza porażka Słońc w 13 meczach z drużynami ze wschodu USA.

Gospodarze wystąpili już po raz trzeci bez kontuzjowanego (ścięgno udowe) Steve Nasha, a na dodatek boisko po 25 minutach za faule opuścił Amare Stoudamire, który do tego momentu zdobył 27 punktów. Rekord życiowy - 20 zbiórek - ustanowił natomiast Shawn Marion. W szeregach gości wyróżnili się Antoine Walker (33 pkt) oraz Paul Pierce (25).

Niedzielny mecz przegrał także lider Northwest Division zespół Seattle Supersonics, ulegając na wyjeździe Milwaukee Bucks 73:99. Bucks do sukcesu poprowadził Michael Redd, rzucając 35 punktów. Grając przeciwko swoim byłym kolegom Ray Allen (poprzednio sześć sezonów w Milwaukee) zaliczył 16 punktów.

Zobacz wyniki oraz zdobywców punktów w meczach z 27 lutego

INTERIA.PL/AFP/PAP
Dowiedz się więcej na temat: mecz | detroit

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje