Pistons-Cavs: Powtórka z rozrywki

LeBron James tylko w pierwszych dwunastu minutach meczu z Detroit Pistons wziął sobie do serca, to czego słusznie oczekiwali kibice i dziennikarze od gracza, który w wieku 22 lat ma warty $90 milionów kontrakt reklamowy i jak sam lubi powtarzać - w ciągu następnych pięciu lat będzie najbardziej znanym koszykarzem-biznesmenem, znanym na wszystkich kontynentach tak, jak... Michael Jordan.

Zdobył dziewięć punktów, był motorem każdej akcji - James był najlepszy na parkiecie. Z każdą następną kwartą porównania do "Fruwającego" były jednak coraz bardziej odległe. 5 punktów w trzeciej kwarcie, 0 w trzeciej, 4 punkty i pięć niecelnych rzutów, skończyły się dla Cleveland dokładnie tak samo, jak pierwszy mecz - porażką i to w identycznym stosunku 76:79 (16:20, 34:18, 13:22, 13:19). Po raz kolejny czapki z głów przed defensywą Pistons - "Dee-Troit Baa-Sket-ball" jak śpiewają kibice Pistons w Palace of Auburn Hills miał się dobrze, pozwalając w drugiej połowie Cavaliers na zdobycie o dwanaście punktów mniej (26), niż zdobyli tylko w trzeciej kwarcie (38). Kolejny mecz w najbliższą niedzielę w Cleveland.

Reklama

Dla przypomnienia - w pierwszym meczu finałów Konferencji Wschodniej, LeBron był tylko statystą, zdobywając tylko 10 punktów, i oddając zaledwie trzy (dwa niecelne) rzuty, w decydującej kwarcie.Na początku drugiego meczu po raz kolejny wyczuciem na kogo stawiać popisał się Flip Saunders, szybko, bo już w 7. minucie wprowadzając za Antonio McDyessa, Jasona Maxiella. Ten ostatni w ciągu pięciu minut na parkiecie nie tylko zdobył siedem punktów, ale dołożył do tego jeszcze cztery zbiórki, chyba już na dobre przekonując trenera, by stawiał na niego bardziej, niż grającego fatalnie w playoffs McDyessa. Pistons prowadzili po pierwszej kwarcie 20:16, choć "King James", grał znacznie lepiej, mając na koncie 9 punktów, 3 zbiórki i 3 asysty. W drugiej kwarcie, choć LeBron już tak nie błyszczał, Pistons znowu robili wszystko, by ułatwić gościom grę, a drużyna Jamesa prowadziła do przerwy różnicą dwunastu punktów (50:38), pomimo że najlepszy w poprzednim meczu gracz Cavaliers Zydrunas Ilgauskas miał na koncie raptem trzy punkty, zupełnie nie przypominając koszykarza, który dominował pod koszami trzy dni wcześniej.

"Nie bardzo wiem dlaczego, ale przez cały sezon jesteśmy drużyną, która źle gra w trzeciej kwarcie. Nie mamy zbyt wiele czasu, by zrozumieć dlaczego" - powiedział już po przegranym meczu James. Proces zrozumienia co się dzieje powinien zacząć o siebie, bo jeśli lider ma przez 12 minut na koncie zero punktów i trzy straty, to nawet z zespołami znacznie gorszymi niż Pistons wygrać byłoby trudno. To, że Cavs prowadzili przed decydującą kwartą 63:60 mogli zawdzięczać tylko rzutom za trzy Donyella Marshalla i innego gracza z ławki rezerwowych Daniela Gibsona, ale i to - paradoksalnie - mogło im wystarczyć do końcowego zwycięstwa, gdyby James zagrał trochę lepiej (kolejne trzy straty piłki i tylko 2 na 7 trafionych rzutów), bo przez ostatnie pięć minut Pistons potrafili zdobyć z gry zaledwie dwa punkty!

Podobnie jak w pierwszym meczu wszystko rozstrzygnęło się w ostatnich kilkudziesięciu sekundach, które przebiegały w następujący sposób: na minutę i 27 sekund przed końcem meczu, po rzucie osobistym Rasheeda Wallace'a jest remis 75:75. Faul na Jamesie, jeden rzut wykorzystany i jest 76:75 dla Cavs; 109 sekund do końca - Wallace trafia z półdystansu i Pistons ponownie prowadzą (77:76). Przez następne 24 sekundy trzy kolejne szanse dla Cleveland, ale nie trafiają kolejno James, Hughes i Varejao, a trener Mike Brown wbiega na parkiet, domagając się odgwizdania - jego zdaniem - faulu na Jamesie. Sędziowie odgwizdują, ale przewinienie techniczne, które na dwupunktowe prowadzenie zamienia Chauncey Billups. Jeszcze faul Marshalla, Hamilton trafia 1 z 2 osobistych i drugi mecz finałów Konferencji wschodniej kończy się identycznie jak ten pierwszy - porażką 76:79, słabą grą Jamesa i pozostawionymi bez odpowiedzi pytaniami graczy Cleveland "jak my to mogliśmy przegrać..."

Na pocieszenie ze strony Pistons nie ma co liczyć. Ekipa z Detroit nie zagrała jeszcze w finałach Konferencji dobrego meczu (tym razem 18 strat, tylko 9 na 19 z rzutów osobistych, przegrana walka pod tablicami), a i tak prowadzi w serii 2:0."Możemy grać tylko lepiej" stwierdził po meczu Billups. Trudno nie przyznać mu racji, co nie wróży Cavaliers niczego dobrego.

Przemek Garczarczyk z Detroit

Finał Konferencji Wschodniej - mecz nr 2

Detroit Pistons - Cleveland Cavaliers 79:76

Pistons: Rasheed Wallace 16, Jason Maxiell 15, Chauncey Billups 13, Richard Hamilton 13, Chris Webber 9, Carlos Delfino 6, Antonio McDyess 4, Flip Murray 2, Tayshaun Prince 1

Cavs: LeBron James 19, Sasha Pavlovic 14, Anderson Varejao 14, Daniel Gibson 9, Donyell Marshall 6, Drew Gooden 4, Larry Hughes 4, Zydrunas Ilgauskas 3, Damon Jones 3

Stan rywalizacji do czterech zwycięstw 2-0 dla Detroit

Dowiedz się więcej na temat: kibice | mecz | cavaliers | powtórka | rozrywki | detroit

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama