Pistons bez porażki, świetni Clippers

Detroit Pistons nadal pozostają jedynym zespołem NBA w tym sezonie, który jeszcze nie przegrał spotkania. We wtorek "Tłoki" łatwo poradziły sobie z Boston Celtics wygrywając 115:100.

Świetny start notują także koszykarze Los Angeles Clippers. Tym razem pokonali Milwaukee Bucks 109:85 i, wraz z San Antonio Spurs z bilansem 6-2, liderują Konferencji Zachodniej.

Reklama

Siedem wygranych od początku sezonu to trzeci wynik w historii Pistons. Lepiej wystartowali tylko w sezonach 1970/71 (9-0) i 1988/89 (8-0), kiedy zdobyli mistrzostwo NBA. Taki dobry początek sezonu, według koszykarzy "Tłoków", to w dużej mierze zasługa nowego trenera Flipa Saundersa, który zastąpił Larry'ego Browna. - Teraz mamy trochę więcej wolności na parkiecie. LB był szkoleniowcem, który wolał ustawioną koszykówkę, Flip natomiast daje nam dużo swobody w ataku - powiedział Rasheed Wallace, który zdobył 20 punktów i miał 14 zbiórek.

Ekipa z Detroit świetnie zagrała w drugiej połowie wtorkowego meczu, kiedy rzuciła aż 67 "oczek". - Z każdą minutą grali coraz lepiej - stwierdził Ricky Davis, który był liderem Celtics, zdobywając 31 punktów.

"Kozły" nie potrafią grać przeciwko drużynom z Konferencji Zachodniej. Wtorkowa porażka z Clippers była 17. z rzędu. Ostatni raz wygrali z ekipą z Zachodu 23 marca 2004 roku, kiedy pokonali Sacramento Kings.

Dobra postawa Dwyane'a Wade'a w końcówce czwartej kwarty, a także kluczowe rzuty Jamesa Poseya i Gary'ego Paytona w dogrywce pozwoliły Mami Heat wygrać z New Orleans Hornets 109:102. Wade, który wtorkowe spotkanie zaczął fatalnie (3 z 16 z gry), zakończył mecz z 25 punktami i 10 asystami. - Wiem, że to nie był mój dzień, ale czasami takie dni się zdarzają. Wierzę jednak w swoje umiejętności, a co ważniejsze czynią to także moi koledzy i trener - stwierdził Wade, który trafił cztery ze swoich pięciu ostatnich prób.

Bez Raya Allena i Rasharda Lewisa trudno, aby Seattle SuperSonics wygrywali mecze. Obaj zawodnicy wystąpili co prawda w spotkaniu z New Jersey Nets, ale Allen w pierwszych trzech kwartach nie trafił ani razu z gry, a z kolei Lewis, mimo zdobycia 29 "oczek", był cieniem samego siebie w czwartej kwarcie, kiedy zdobył tylko dwa punkty. Nic zatem dziwnego, że Nets wygrali ten mecz (109:99).

Wielki powrót Dallas Mavericks. Koszykarze z Teksasu odrobili 19-puntkową stratę z trzeciej kwarty i ostatecznie pokonali Denver Nuggets 83:80. - Za wcześnie zaczęliśmy świętować wygraną - ocenił George Karl, coach "Bryłek".

Zobacz WYNIKI oraz czołowych STRZELCÓW w meczach z 15 listopada

Tabele NBA

Dowiedz się więcej na temat: koszykarze | detroit | NBA

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje