Pippen: Lakers mogą pobić rekord Bulls

Aktualny rekord 72 zwycięstw w sezonie NBA należy do Chicago Bulls. Byki dokonały tego w sezonie 1995/1996. Jeden z ojców sukcesu tej drużyny, Scottie Pippen uważa, że Los Angeles Lakers mogą poprawić wynik jego legendarnej ekipy.

- Oni mają szansę - mówi Scottie Pippen - Andrew Bynum jest młodym centrem, mają też w składzie Pau Gasola. Również Josh Powell zasługuje na to, by dostawać swoje minuty na boisku. Los Angeles ma potencjał i możliwość dużej rotacji. Jeśli ktoś może podjąć się próby pobicia tego rekordu, to mogą być to tylko oni.

Reklama

Porównań do rekordowego Chicago można znaleźć kilka. Tak jak Bulls mieli legendarnego Michaela Jordana, Lakers mają swoją wielką gwiazdę - Kobe Bryanta. Mają też dynamicznego gracza nr 2 - Gasola. Ponadto posiadają grupę utalentowanych, ważnych w rotacji zawodników (Lamar Odom, Bynum, Derek Fisher).

Nie należy również pomijać trenera Phila Jacksona, który potrafi zapanować nad swoją drużyną. Na koniec należy dodać, że tak jak Chicago miało swojego "rozrabiakę" Dennisa Rodmana, tak Lakers mają niepokornego Rona Artesta. Zniszczenie kamery czy awantura na trybunach i zawieszenie go do końca sezonu to tylko niektóre z jego występków. Co ciekawe, Artest w drafcie był wybrany właśnie przez Byki.

- Ron to trochę dziecko w porównaniu do wyczynów Dennisa - mówi Pippen, śmiejąc się - Dennis wykraczał poza wszystkie możliwe normy.

Jak twierdzi Pippen, jednym z kluczy do sukcesów i mistrzowskich tytułów z Rodmanem było nieskupianie się na zapobieganiu rzeczy, drobnych spraw, które mogą niepotrzebnie rozpraszać. To była ich umowa, obowiązująca wtedy gdy grali.

- Dennis potrafił opuszczać treningi, spóźniać się na nie. Pojawiał się przed meczami jako ostatni - wspomina Pippen - Ale czy nas to rozpraszało? Nie. To zdarzało się co mecz. Nawet wtedy, gdy Dennis starał się promować swoją osobę różnymi dziwnymi zachowaniami, na nas nie miało to dużego wpływu.

Jednak kiedy problemy się w końcu pojawiały, Pippen, jako silny przywódca drużyny, przy wsparciu Jacksona był w stanie zapanować nad wybrykami Rodmana. Teraz, jak sam twierdzi, taka odpowiedzialność spada na Bryanta. Musi zapanować nad Artestem, pilnując, żeby był on skupiony na celach, jakie ma osiągnąć drużyna.

- Każdy powinien pilnować samego siebie, być za siebie odpowiedzialnym - mówi Pippen - Jednak ostatecznie wszystko spada na barki Kobego. Kiedy zachowanie Artesta zacznie odbiegać od normy, powinien porozmawiać z nim na treningu. Przywołać go do porządku.

Dowiedz się więcej na temat: byki | Los Angeles | Chicago | rekord | lakers

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje