Parker uratował Spurs

Rzut Tony'ego Parkera na 7,8 s przed końcową syreną uratował San Antonio Spurs od przykrej porażki na własnym parkiecie z Los Angeles Clippers.

Ostatecznie zespół z Teksasu wygrał 80:79, poprawiając najlepszy w lidze bilans spotkań na własnym parkiecie (21-1).

Reklama

Nieźle radząca sobie w bieżącym sezonie ekipa z "Miasta Aniołów" prowadziła 19 sekund przed końcem po celnych rzutach wolnych Bobby'ego Simmonsa. Jednak w następnej akcji błysnął Parker, który zamarkował rzut za trzy, minął Simmonsa, i popisał się skutecznym "lay-upem". - Chciałem rzucać za trzy, ale oni tak szybko się zbliżali, że zrobiłem zwód i byłem zupełnie wolny - tłumaczył rozgrywający zespołu z San Antonio, który zdobył 25 punktów (11/18 z gry)

Goście mieli ostatnią szansę, ale dobrze pilnowany - przez Tima Duncana - Elton Brand spudłował rzut z obrotu z półdystansu. - To była dobra obrona, ale i tak mogłem trafić - wyjaśnił gracz Clippers, który uzyskał 14 punktów i zapisał na swoim koncie 18 zbiórek.

Więcej szczęścia niż Clippers mieli ich lokalni rywale. Lakers wygrali bez wciąż nieobecnego (skręcona kostka) Kobe'ego Bryanta z przeżywającymi olbrzymi kryzys Wolves 93:90. Punktowym liderem gospodarzy był Chucky Atkins (25 "oczek"), który zapisał na swoim koncie także 11 asyst (personalny rekord sezonu). Prowadzenie dla podopiecznych Rudy'ego Tomjanovicha zdobył jednak Caron Butler dzięki skutecznemu "lay-upowi" na 35 sekund przed końcem. W odpowiedzi z półdystansu spudłował Kevin Garnett, a tuż przed syreną (po dwóch celnych wolnych Jumaine'a Jonesa) Latrell Sprewell i Troy Hudson nie zdołali celnie trafić za trzy.

Lakers (bilans 21-16) wygrali po raz drugi w trzech ostatnich meczach, a zespół z Minneapolis (19-19) przegrał 11 z 15 ostatnich spotkań.

Phoenix Suns ponieśli piątą porażkę z rzędu. W środę przegrali u siebie z Memphis Grizzlies 79:88. W drużynie gospodarzy cały mecz z ławki rezerwowych obserwował Maciej Lampe.

Mimo słabszej dyspozycji "Słońc", to właśnie dwaj gracze tego zespołu walczyli o miano najskuteczniejszego zawodnika meczu. Quentin Richardson zdobył najwięcej, bo 19 punktów i miał 13 zbiórek, natomiast Shawn Marion - 18 punktów i 12 zbiórek. Porażka na własnym parkiecie i wygrana San Antonio Spurs sprawiły, że koszykarze z Phoenix - prowadzący w Pacific Division - stracili pierwsze miejsce w lidze. Mają teraz w dorobku 31 zwycięstw, a Spurs 32 i także dziewięć porażek. Drużyny te spotkają się w piątkowy wieczór. Natomiast zespół Grizzlies wygrał po raz dziesiąty w ostatnich 11 meczach, w tym czwarty z rzędu.

Największy wkład w zwycięstwo Grizzlies wnieśli trzej rezerwowi gracze: Bonzi Wells zdobył 16 punktów, Stromile Swift - 14, a Brian Cardinal - 13. Z graczy gości, którzy wyszli do gry w pierwszej piątce, tylko Jason Williams zakończył spotkanie z dwucyfrowym dorobkiem punktowym - 11. Natomiast Shane Battier miał 14 zbiórek, w tym dziesięć w obronie.

W środę pierwszy w karierze "triple-double" odnotował LeBron James. Najlepszy zawodnik Cleveland Cavaliers zdobył 27 punktów, miał też 11 zbiórek i dziesięć asyst. Poprowadził swój zespół do wyjazdowego zwycięstwa nad Portland Trail Blazers 107:101.

Stało się to 12 dni po 20. urodzinach Jamesa, który jest najmłodszym w historii NBA zawodnikiem, który odnotował to osiągnięcie. Dotychczasowy rekordzista, Lamar Odom miał 20 lat i 54 dni. W sukurs Jamesowi przyszedł w środę Zydrunas Ilgauskas, który dla Cavaliers zdobył 21 punktów i miał 11 zbiórek.

Najskuteczniejszym graczem meczu był Nick van Exel, zdobywca 28 punktów. O jeden mniej odnotował Damon Stoudemire. Mimo to Trail Blazers ponieśli piątą porażkę z rzędu.

Zobacz wyniki oraz zdobywców punktów w meczach z 19 stycznia

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje