Pacers i Suns wygrywają

Reggie Miller po raz kolejny udowodnił jak ważnym jest zawodnikiem dla zespołu Indiana Pacers. W ostatnich 81 sekundach trzeciego meczu półfinału konferencji wschodniej, Miller zdobył 6 punktów przesądzając o zwycięstwie Pacers na obrońcami mistrzowskiego tytułu Detroit Pistons 79:74. W rywalizacji best-of-seven koszykarze z Indianapolis prowadzą 2:1.

Koszykarze Phoenix Suns odnieśli wyjazdowe zwycięstwo nad Dallas Mavericks 119:102 i w rywalizacji o awans do finału konferencji zachodniej prowadzą 2:1.

Reklama

W Conseco Fieldhouse w Indianapolis ponad 18 tysięcy widzów przeżywało ogromne emocje do ostatniej syreny. Spokój i opanowanie wykazał gwiazdor Pacers. Pięciokrotnemu uczestnikowi meczu gwiazd NBA nie zadrżała ręka w decydujących momentach. W końcówce spotkania Miller dwukrotnie wymusił faule na rywalu i zamienił je na cztery punkty z linii rzutów osobistych. Następnie ustalił wynik meczu rzutem z wyskoku. - Nie jestem zaskoczony kiedy widzę jak gra w ten sposób. Zawsze oglądałem go w takich sytuacjach. W końcówce spotkania jest najlepszy" - powiedział po meczu kolega klubowy Millera - Jermanie O'Neal.

Rzuty wolne były w tym spotkaniu mocną stroną lidera Pacers. Na 12 wykonywanych Miller pomylił się tylko raz. Zdecydowanie gorzej było jeśli chodzi o rzuty z gry (3 na 11) i za "trzy" (0 na 7). 39-letni gracz zakończył spotkanie z z Pistons z dorobkiem 17 punktów, co było najlepszym wynikiem w zespole gospodarzy. "Oczko" mnie uzyskał Jamaal Tinsley, a bardzo dobrze w walce podkoszowej spisywał się Jeff Foster (12 zbiórek).

Najlepszym strzelcem wśród pokonanych był Chauncey Billups (23 pkt). Pacers skutecznie wyłączyli z gry najlepszego defensywnego gracza roku, Bena Wallace'a, który zdobył tylko 7 punktów. Center "Tłoków" nie zawiódł pod tablicami (14 zbiórek).

Kolejne starcie Pacers - Pistons odbędzie się w niedzielę w Indianapolis.

"Słońca" do zwycięstwa w American Airlines Center w Dallas poprowadzili Amare Stoudemire i Steve Nash. Pierwszy z wymienionych rzucił 37 punktów. Ponadto zebrał 14 piłek i popisał się pięcioma blokami. Natomiast MVP sezonu zasadniczego zakończył spotkanie z dorobkiem 27 "oczek", a 17 podań Nasha otwierało drogę do kosza jego kolegom z zespołu. Celnymi rzutami za "trzy" popisywali się Shawn Marion i Quentin Richardson. Marion trafił 5 z 7, a Richardson na sześć prób pomylił się tylko dwa razy.

W szeregach Suns zabrakło kontuzjowanego obrońcy pierwszej piątki - Joe Johnsona. W poprzednim meczu Johnson został brutalnie sfaulowany przez obrońcę Mavs Jerry'ego Stackhouse'a - po uderzeniu w powietrzu upadł na twarz. Doznał złamania kości pod okiem, przeszedł operację i jego występy w dalszych spotkaniach play off stoją pod znakiem zapytania.

- Wygraliśmy dla Joe. Stanęliśmy razem i wspieraliśmy się przez cały mecz. Jesteśmy twardym zespołem - powiedział po zakończeniu spotkania Steve Nash.

Dla Suns gra bez Johnsona, który w sezonie zasadniczym zdobywał średnio 17,1 punktu, 5,2 zbiórki i 3,5 asysty, jest czymś niecodziennym - przez trzy lata występów w Arizonie Johnson nie opuścił ani jednego meczu. W tym czasie rozegrał w barwach Suns 287 spotkań.

Dirk Nowitzki starał się jak mógł, ale niewiele mógł zdziałać. Nowitzki zdobył 21 punktów i zaliczył 13 zbiórek.

W niedzielę w Dallas odbędzie się czwarty mecz obu zespołów.

Zobacz WYNIKI oraz zdobywców punktów w NBA Playoffs 2005

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: NBA | koszykarze | Phoenix Suns

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje