Ostry początek Heat i Spurs

Od pewnych zwycięstw rozpoczęły walkę w półfinałach swoich konferencji ekipy Heat i Spurs. Podopieczni Stana Van Gundy'ego pokonali na własnym parkiecie Wizards 105:86, a zespół z San Antonio wygrał u siebie z Sonics 103:81.

Walka w pozostałych dwóch parach rozpocznie się w poniedziałek. Obrońcy tytułu z Detroit podejmować będą Pacers, natomiast najlepsza drużyna sezonu regularnego - Suns zmierzą się z Mavericks.

Reklama

Jeszcze do przerwy w pojedynku rozgrywanym w Miami utrzymywał się wynik bliski remisu (49:47 dla Heat), ale w III kwarcie nastąpił zdecydowany "odjazd" gospodarzy, którzy po 36 minutach prowadzili 82:64.

To nie był idealny mecz dla "Żaru". W pierwszej połowie roztrwonili 17-punktową przewagę, popełnili 17 strat i mimo tego... wygrali pewnie. Decydujące znaczenie miała niezła skuteczność z gry (52,4 proc.), szczególnie w porównaniu z rywalami (36,8 proc.).

To nie był także świetny występ dla liderów Heat. Dwayne Wade zdobył 20 (7/18 z gry), a Shaquille O'Neal 19 punktów dla gospodarzy, w barwach których dobrze spisali się jednak zawodnicy rezerwowi (36:5 w "meczu ławek).

Nie bez znaczenia dla losów pojedynku był też zapewne fakt, iż rywalizację z ekipą z Miami Wizards rozpoczęli zaledwie 40 godzin po wyeliminowaniu Bulls w I rundzie. - Zawsze mamy w swojej grze jakiś element "X", w tym meczu mieliśmy "Z" - jak zero - przyznał Eddie Jordan, szkoleniowiec zespołu ze stolicy, który gra w II rundzie playoffs po raz pierwszy od 1982 roku. Mecz nr 2 we wtorek.

W SBC Center w San Antonio praktycznie już w drugiej kwarcie wiele wskazywało na to, że spotkanie zakończy się pewnym zwycięstwem gospodarzy. Wówczas w przeciągu 30 sekund Sonics stracili Raya Allena i Vladimira Radmanovicia. Obaj skręcili nogi w kostkach i choć prześwietlenia nie wykazały niczego groźnego, to nie wrócili już na parkiet. Ich status przed wtorkowym meczem numer 2 określany jest jako "day to day".

Przewaga Spurs jeszcze przed przerwą osiągnęła 30 punktów, a w drugiej połowie gospodarze kontrolowali już przebieg wydarzeń na parkiecie. Tony Parker zdobył dla Spurs 29 punktów, a Tim Duncan dodał 22 "oczka". - Pierwszy mecz przeciwko ekipie z Denver był dla nas wielką pobudką. Wyciągnęliśmy z tego wnioski i wszyscy byliśmy bardzo skoncentrowani - wyjaśnił Parker, który trafił 11 z 18 rzutów z gry.

Sonics, dla których 19 punktów zdobył Rashard Lewis (on również doznał urazu w III kwarcie, ale powrócił do gry w IV), mogli się przez chwilkę cieszyć jedynie pod koniec III kwarty, kiedy to piłka po rzucie Nicka Collisona przeleciała niemal przez cały parkiet i... wpadła do kosza równo z syreną.

- Byli solidni, cały ich zespół był solidny - skomentował występ rywali trener drużyny z Seattle Nate McMillan.

INTERIA.PL/AFP
Dowiedz się więcej na temat: mecz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama