"Ostrogi" lepsze od "Żaru"

San Antonio Spurs okazali się lepsi od Miami Heat wygrywając we własnej hali 93:84. W równie interesującym piątkowym meczu Orlando Magic pokonali Los Angeles Lakers 122:113.

Spotkanie "Ostróg" z "Żarem", to miał być pojedynek Tima Duncana z Shaquille'em O'Nealem. Pierwsze skrzypce grał jednak Manu Ginobili. Argentyńczyk zdobył 29 punktów, do tego dołożył siedem zbiórek, siedem asyst, sześć przechwytów i poprowadził swój zespół do zwycięstwa. Piątkowa wygrana była 400. w karierze Grega Popovicha, coacha Spurs. Wszystkie odniósł z zespołem z San Antonio.

Reklama

- Manu zagrał bardzo dobrze. Rzucał z dużą pewnością siebie i to się opłaciło - powiedział Tony Parker, francuski rozgrywający Spurs. - To był jeden z najlepszych meczów w mojej karierze. Jestem szczęśliwy, że pomogłem drużynie odnieść zwycięstwo - stwierdził Argentyńczyk.

"Ostrogom" w wygraniu tego meczu na pewno pomógł fakt, że w drużynie z Miami nie mógł zagrać Dwyane Wade. Obrońca "Żaru" w czwartkowym, przegranym meczu z Dallas Mavericsk, skręcił sobie lewą kostkę. - To jest ważne zwycięstwo odniesione nad dobrą drużyną. Mieliśmy jednak trochę szczęścia, że udało nam się ich pokonać. Nieobecność Wade'a na pewno nam w tym pomogła - powiedział jubilat Popovich.

Jak wyglądał pojedynek Duncan - O'Neal? Ten pierwszy zdobył 17 punktów i zanotował 13 zbiórek, natomiast center "Żaru" rzucił 23 "oczka" i miał aż 21 zebranych piłek. Co ciekawe O'Neal zanotował lepszą skuteczność w rzutach wolnych (5 z 7) niż z gry (9 z 21).

"Jeziorowcom" w Orlando nie pomogło 41 punktów zdobytych przez Kobe Bryanta, który tym samym wyrównał rekord sezonu ustanowiony w czwartek przez Dirka Nowitzkiego z Mavs. Koszykarze z Los Angeles musieli pogodzić się z porażką.

Gospodarzy do zwycięstwa poprowadził rozgrywający Steve Francis, który zdobył 32 punkty. Dzielnie wspomagał go przeżywający drugą młodość Grant Hill dorzucając 27 "oczek" i zbierając 12 piłek.

Mecz w Orlando to było spotkanie starych znajomych. Francis przez cztery lata grał bowiem pod kierunkiem Rudy'ego Tomjanovicha, obecnego coacha Lakers, w Houston Rockets. - Obie drużyny zagrały dobrze. My byliśmy trochę lepsi - powiedział obrońca "Magii".

Mimi słabego występu Allen Iverson zapewnił Philadelphii 76ers wygraną po dogrywce z Indianą Pacers 106:104. To właśnie obrońca "Szóstek" celnym rzutem równo z końcową syreną dał zespołowi z Filadelfii trzecie zwycięstwo w sezonie. - To wspaniałe uczucie trafić, gdy brzmi syrena i wiesz, że przeciwnik nie jest już nic w stanie zrobić. To mi się jeszcze nigdy nie udało, dlatego jest to dla mnie niesamowite uczucie - stwierdził Iverson.

Wcześniej obrońca "Szóstek" nie miał powodów do radości. Rzucał z katastrofalną skutecznością (5 z 23 z gry) i zanotował siedem strat, jednak w dogrywce znalazł swój rytm.

Pierwszą wygraną w sezonie odnieśli koszykarze z Atlanty. Hawks wygrali na wyjeździe z New Orleans Hornets 96:95, którzy nadal pozostają bez zwycięstwa. Decydujące punkty dla "Jastrzębi" zdobył Antoine Walker celnie wykonując dwa rzuty wolne na 17 sekund przed końcem meczu. Po nich drużyna z Atlanty prowadziła 96:93, a gospodarzom udało się tylko zmniejszyć rozmiary porażki. Chwilę wcześniej Walker zanotował swój 1000. celny rzut za trzy punkty.

Zobacz wyniki i zdobywców punktów w meczach z 12 listopada

Dowiedz się więcej na temat: lakers | Los Angeles | los | pojedynek | miami | orlando | obrońca

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama