Niedziela Clippers i Lakers

W ciągu kilku niedzielnych godzin na parkiecie w Staples Center w Los Angeles swoje mecze rozegrali Clippers i Lakers. To był udany dzień dla kibiców obu drużyn - Clippers pokonali bowiem Warriors 103:91, a Lakers wygrali z Hornets 89:76.

W dwóch najbardziej zaciętych meczach rozegranych minionej nocy Wizards zwyciężyli na wyjeździe Raptors 114:109 (po dogrywce), natomiast Heat wygrali u siebie z Celtics 106:104.

Reklama

Powody do zadowolenia mają nareszcie fani "drugiej" drużyny z LA. Clippers wygrali z Warriors, notując trzecie zwycięstwo z rzędu i zapewniając sobie dodatni bilans w listopadzie (8-6 i jeden mecz do rozegrania w tym miesiącu) po raz pierwszy od 1992 roku i zaledwie drugi raz w ostatnich 30 latach.

Elton Brand zdobył 6 ze swoich 25 punktów w ostatnich czterech minutach i zaliczył 13 zbiórek, prowadząc Clippers do niedzielnego zwycięstwa mimo nieobecności w składzie kontuzjowanych Coreya Maggette'a oraz Kerry'ego Kittlesa.

Pozytywny bilans Clippers dziwi właśnie, mając na uwadze urazy podstawowych graczy. - Pozostali zawodnicy wchodzą i grają bardzo dobrze. Nie sądzę, że to wynik na wyrost, może po prostu stworzyliśmy zespół szybciej niż tego oczekiwano - powiedział szkoleniowiec Clippers Mike Dunleavy, którego syn występuje w Warriors i zdobył w niedzielne popołudnie 20 punktów dla zespołu z Oakland.

Nie Kobe Bryant, a Chucky Atkins był bohaterem Lakers, którzy kilka godzin po lokalnych rywalach podejmowali w Staples Center osłabionych wieloma kontuzjami Hornets. Zespół z Nowego Orleanu prowadził do przerwy różnicą jednego punktu, ale druga połowa należała już do gospodarzy, a konkretnie do Atkinsa. Były gracz Pistons zdobył w tej trakcie 17 punktów (4/9 z gry) i "Jeziorowcy" ostatecznie wygrali 89:76.

Bryant dodał 20, a Lamar Odom 14 punktów dla Lakers (8-6), którzy schodzili z parkietu jako zwycięzcy po raz piąty w ostatnich siedmiu pojedynkach. Bilans Hornets (1-11) jest natomiast najgorszy w NBA w tym momencie.

Niecelny rzut Ricky Davisa równo z końcową syreną sprawił, że Boston Celtics ulegli w Miami 104:106. Heat do sukcesu poprowadzili znów Dwayne Wade (25 pkt, 9 as.) i Shaquille O'Neal (21 pkt, 13 zb.), a najwięcej punktów dla gości rzucił Raef LaFrentz (21).

Pierwsze "triple-double" w swojej karierze w NBA zapisał na swoim koncie Larry Hughes, który zdobył 33 punkty, 10 zbiórek i 10 asyst w wygranym przez Wizards wyjazdowym meczu w Toronto. Do wyłonienia zwycięzcy w Air Canada Center potrzebna była dogrywka, do której doprowadził właśnie Hughes, trafiając dwa wolne na 0,8 s przed końcem regulaminowego czasu gry. Raptors (29 pkt Jalena Rose'a) zdobyli wprawdzie pierwsze punkty w dodatkowych pięciu minutach, ale zespół ze stolicy odpowiedział "runem" 8:0, który przesądził sprawę.

Trzynaste zwycięstwo w obecnym sezonie odnieśli Supersonics. W niedzielę we własnej hali zespół z Seattle pokonał Indiana Pacers 103:95 i mają najlepszy bilans w całej lidze (13-2). Największy wkład w czwartą wygraną "Ponaddźwiękowców" z rzędu mieli Rashard Lewis, który uzyskał 22 punkty i Ray Allen - 19 pkt i dziewięć asyst. Ekipa z Seattle wciąż pozostaje niepokonana na własnym boisku.

Liderem gości, grających po raz piąty bez zawieszonych za bójkę z kibicami Rona Artesta, Jermaine'a O'Neala i Stephena Jacksona, był James Jones, który zdobył 27 pkt oraz zanotował sześć zbiórek. W czwartej kwarcie Jones uzyskał 17 pkt, trafiając m.in. pięć razy za trzy punkty.

Zobacz wyniki oraz zdobywców punktów w meczach z 28 listopada

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: NBA | Warriors | bilans | lakers

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje