NBA: Czwarte zwycięstwo Philadelphii

Goryczy porażki z ekipą Phidelphii 76ers zakosztowały na starcie 55. sezonu NBA już takie firmy jak NY Knicks, Toronto Raptors i Orlando Magic. Teraz koszykarze z "Miasta Braterskiej Miłości" rozprawili się z Miami Heat, choć dwupunktowe zwycięstwo z drużyną Pata Riley`a (84:82) przyszło gościom z pocie czoła i w dramatycznych okolicznościach.

Najpierw drużyna Larry`ego Browna przezwyciężyła 13-punktowy deficyt z III kwarty, by następnie beztrosko roztrwonić w końcówce 8-punktowe prowadzenie z finałowej odsłony. W ostatnich 170 sekundach meczu 76ers rzucili tylko dwa punkty, a zwycięstwo zawdzięczają przytomności umysłu Erica Snowa. Najpierw na 5,4 sekundy przed końcem niecelnie rzucał Kukoc i piłkę przjęli gospodarze mając 3 i pół sekundy na ostatnią akcję. Jednak Tima Hardaway`a skutecznie powstrzymał Snow i na tablicy świetlnej do końca pozostał wynik 84:82 dla graczy z Filadelfii

Reklama

Złe wieści z Florydy. Grant Hill nie wybiegnie na parkiet przynajmniej przez dwa najbliższe tygodnie. Powód wciąż ten sam - nie zaleczona kontuzja kostki, która odnowiła się nowemu nabytkowi "Magików" w piątkowej grze z Philadelphią. W starciu z Atlanta nie zagrała też druga z gwiazd Orlando Tracy McGrady, który odpokutował w ten sposób bójkę z Ericiem Snow z finałowej kwarty przegranego boju z 76ers. Mimo braku asów atutowych ekipa Doca Riversa ograł "Jastrzębie" w ich Philips Center 107:104, a rolę pierwszego egzekutora przejął na siebie Darrel Armstrong zdobywca 21 "oczek". Filigranowy rozgrywający Orlando wziął się do roboty we właściwym momencie zapisując na swe konto 12 punktów z IV odsłonie. - Darrell był wielki. On dostaje kredyt zaufaniu, bo to on jest coachem na parkiecie - piał z zachwytu nad grą swego rozgrywającego szkoleniowiec Magic Doc Rivers.

Wreszcie przypomnieli sobie jak wygrywać w NBA koszykarze Toronto Raptors. W swej Canada Center pod batutą Vince`a Cartera drużyna z Kanady, po czarnej serii trzech porażek, triumfowała wreszcie w starciu z ekipą prezesa Jordana Washington Wizards 103-96. "Air Kanada" zaliczył 34 punkty i 8 zbiórek, a wydatnej pomocy udzielił mu rezerwowy Alvin Williams (22 "oczka").

Na Zachodzie pod nieobecność leczących obolałe kolana Toma Gugliotty i Anfernee Hardaway`a twardą walkę o zwycięstwa toczą Phoenix Suns. Na szczęście w ekipie z Arizony zdrów jak ryba jest Jason Kidd i to on poprowadził "Słońca" do drugiego zwycięstwa w sezonie. Tym razem Suns po szczęśliwym finiszu ograli 102-99 Denver Nuggets, a Kidd prócz tradycyjnych 10 asyst zanotował 22 punkty, siedem zbiórek i cztery przechwyty. Zwycięstwa nie byłoby jednak gdyby nie 14 "oczek" Tony Delka w finałowej kwarcie, które w ostatnich 4 minutach przed końcową syreną pozwoliły odrobić "Słoncom" aż 15-punktowy deficyt!!! - To bardzo frustrujące, przecież mieliśmy ten mecz wygrany - wściekał się szkoleniowiec "Bryłek"Dan Issel. A powody do irytacji były: po rzutach wolnych Packa na 3,45 min przed końcem to Denver prowadzili 93-78...

Shawn Kemp zaaplikował z "ławy" swej byłej drużynie Seattle SuperSonics 18 "oczek" (plus 14 zbiórek) i Portland Trail Blazers odnieśli nareszcie pierwsze zwycięstwo w sezonie pokonując "Ponaddźwiękowców" 97-90. O ile wśród podopiecznych Mike Dunleavy pozytywnie wyróżnia się Kemp, o tyle dramatycznie gra wciąż Scottie Pippen. "Pająk" trafił ledwie 1 z 7 rzutów z pola i spotkanie zakończył z dorobkiem 2 punktów! W trzech grach sezonu Pippen uciułał w sumie 12 punktów...

Zobacz wyniki meczów z 4 listopada

Dowiedz się więcej na temat: toronto raptors | magic | toronto | koszykarze | orlando | NBA

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje