Łzy kibiców i Jordana w Chicago

Nie jest ważne ile razy Michael Jordan powtarzał, że to będzie mecz jak każdy inny. Owacyjna reakcja kibiców w United Center w sobotnie popołudnie mogła świadczyć tylko o jednym - do Chicago wrócił Michael Jordan, by wraz z Washington Wizards ograć swą dawną ekipę 77:69.

Kiedy spiker przedstawiał skład gości i wypowiedział słowa Michael Jordan kibice na stojąco klaskali i krzyczeli. Najlepszy koszykarz wszech czasów próbował zignorować zachowanie fanów, patrząc na swoje buty, Air Jordan, żując pewnie gumę. Ale owacja trwała już trzecią minutę i wreszcie Jordan spojrzał na trybuny. Jego oczy wypełniły się łzami, rozejrzał się po hali tak, jakby chciał powiedzieć, że to zawsze będzie jego dom, bez względu na to, w jakiej koszulce występuje. Uśmiechnął się i pomachał do kibiców, którzy dziękowali mu za sześć mistrzowskich tytułów dla Bulls, mimo że nie nosi już czerwono-czarnej koszulki z numerem 23.

Reklama

Kibice wiwatowali, przy każdym kontakcie z piłką Jordana, nawet wtedy, gdy sfaulował Rona Aresta. Wtedy, gdy zdobył swój pierwszy kosz i wtedy gdy zdobył ostatni.

Kiedy Jordan przybył do hali na 2 godziny przed meczem wszystko było jak za dawnych dobrych lat. Dziennikarze tłumnie oblegali wejście, błyskały flesze, kamery filmowały każdy jego ruch. Ludzie krzyczeli do niego, zadając mu pytania, a ochrona pilnowała, aby go nie stratowano.

Zatrzymał się tylko na chwilę przed Carmenem Villafane, przyjacielem od 13 lat. - Powiedział tylko jak się czujesz?, Pogadamy po meczu - mowił Villafane.

Poszedł dalej... Ktoś rzucił z tłumu: Michael, jak się czujesz idąc do szatni gości? - Nawet nie wiem gdzie to jest - odpowiedział.

Dla Bulls Jordan zdobył 6 mistrzowskich tytułów. Gdy odchodził w tej hali obiecywał, że nigdy nie zagrał z innym trenerem jak Phil Jackson. Przysięgał, że koszulka Bulls będzie jedyną, którą ubierał. A teraz w niebiesko-czarnym stroju Wizards, patrzył na swoje buty marki Air Jordan. Kibice wybaczyli mu tę dezercję, biorąc także na siebie winę, za nieobecność dyrektora Bulls Jerry'ego Reinsdorfa oraz menadżera Jerry'ego Krause. Ani Reinsdorf ani Krause nie pofatygowali się na sobotni mecz.

Dzieci przyszły na ten mecz w koszulkach Wizards i Bulls z napisem "Jordan". Jedno z nich w koszulce Wizards trzymało tabliczkę z napisem "Panie Jordan, mój bożonarodzeniowy prezent, to bilet na ten mecz"...

- Ten mecz niczym się nie różnił od innych - powiedział Rod Higgins, najlepszy przyjaciel Jordana za czasów Bulls, a obecnie dyrektor generalny Wizards - Ważne, że wygraliśmy!

Różnił się, załzawione oczy mówiły o tym, że różnił się.

Jordan zdobył 16 punktów i zebrał z tablic 12 piłek...

Dowiedz się więcej na temat: Washington Wizards | kibice | Łzy | mecz | michael jordan | Chicago | Michael | Jordan

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje