Lakers to nie tylko Kobe Bryant...

...i wie o tym Phil Jackson. Właśnie takie myślenie pozwoliło ekipie z LA wygrać na wyjeździe mecz numer 2 w rywalizacji z Phoenix Suns 99:93 i wyrównać stan serii na 1-1.

W pozostałych środowych meczach pojedynkach górą byli gospodarze. Detroit Pistons i Dallas Mavericks prowadzą po 2-0.

Reklama

Wróćmy jednak do US Airways Center w największym mieście Arizony. "Jeziorowcy" już w pierwszym starciu ze "Słońcami" mieli dobry plan, ale zabrakło skuteczności. Tym razem goście nie tylko (jak w meczu numer 1) wygrali rywalizację na tablicach (39-35), ale mieli także lepszą skuteczność z gry (50,7 proc. - 42,3 proc.).

Kobe Bryant zdobył 29 punktów, ale oddał tylko 24 rzuty (12 celnych). Jego dwa celne wolne na 21 sekund przed końcem ostatecznie zamknęły sprawę. Kluczem do zwycięstwa dla gości była jednak przewaga pod tablicami i to nie tylko w zbiórkach, ale także w zdobyczach punktowych (36-28). Gracze z pozycji od "3" do "5" (czyli skrzydłowi i center) rzucili dla Lakers 41 punktów (Lamar Odom 21), a ich vis a vis z wyjściowego składu gospodarzy 37.

Lepsza była także ławka przyjezdnych - 21:4!. Dobre spotkanie zaliczył Sasha Vujacic zdobywając 11 punktów dla zespołu z "Miasta Aniołów".

Steve Nash uzyskał 29, a Raja Bell dodał 23 "oczka" dla Suns, którzy do przerwy przegrywali różnicą 15 punktów. W IV kwarcie - dzięki sześciu celnym rzutom z rzędu Bella - strata Suns zmniejszyła się do trzech "oczek" (92:89 na 111 sekund przed końcem), ale na więcej podopiecznych Mike'a D'Antoniego nie było stać. Zespół z Phoenix stracił więc przewagę własnego parkietu i będzie się starał ją odzyskać w piątek w meczu nr 3, już w Staples Center.

Nawet skręcona kostka nie przeszkodziła Ripowi Hamiltonowi w kolejnym dobrym występie w playoffs. Rzucający obrońca Pistons zdobył 18 punktów, a zespół z Motown pokonał Milwaukee Bucks 109:98. Hamilton pogłębił swój uraz w I kwarcie, ale później wrócił do gry, nie dając po sobie poznać, iż jest kontuzjowany.

"Tłoki", które w sobotę zagrają w Milwaukee w meczu numer 3, tym razem zaimponowały ofensywą, mając 51-procentową skuteczność z gry i wyprowadzając 28 kontr. Tayshaun Prince zdobył 22, Chauncey Billups 20, Antonio McDyess 13, a Rasheed Wallace 12 punktów dla gospodarzy. Po pierwszym słabym meczu, w Bucks przebudził się Michael Redd, uzyskując 29 "oczek".

W Dallas, Dirk Nowitzki po raz drugi z rzędu zdobył 31 punktów, prowadząc Mavericks do zwycięstwa nad Memphis Grizzlies 94:79. To było łatwe zwycięstwo drużyny z Teksasu, ale szkoleniowiec Mavs (niedawno uznany coachem roku) jest daleki od hurraoptymizmu. - Jest jeszcze wyższy poziom, na który możemy wejść. Na razie na nim nie jesteśmy - stwierdził Avery Johnson.

Pau Gasol zdobył 16 punktów dla Grizzlies, którzy będą gospodarzem spotkania numer 3, w sobotę.

Zobacz PRZEBIEG RYWALIZACJI oraz NAJLEPSZYCH STRZELCÓW w I rundzie playoffs

Dowiedz się więcej na temat: Phil Jackson | Phoenix | Phoenix Suns | lakers | Kobe Bryant

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje