Koniec czarnej serii Cavs, porażka Wizards

Otrząsnęli się wreszcie z letargu koszykarze Cleveleand Cavaliers. Ekipa Johna Lucasa po kompromitującej serii dwunastu porażek z rzędu wygrała wreszcie mecz dając srogiego łupnia Minnesota Timberwolves 114:81.

Do przerwania feralnej serii przyczyniło się głównie 27 punktów autorstwa Wesley`a Persona oraz 17 "oczek" i 12 asyst Andre Millera. Kluczem do zwycięstwa gospodarzy okazała się fenomenalna skuteczność w trzeciej odsłonie, gdy Kawalerzyści trafili z pola gry 12 z 17 rzutów (ponad 70-procentowa celność!) i 8 punktowy deficyt Wilków po dwóch kwartach zamienili na prowadzenie 85:58.

Reklama

Jeszcze na niespełna 4 minuty przed końcem drugiej odsłony, po celnym rzucie zza łuku 7,24 metra Antony Peelera, Timberwolves prowadzili w Gund Arena 39:30. W odpowiedzi sygnał do ataku dali Wesley Person i Bryant Stith, którzy solidarnie trafili za trzy i zainicjowali 14 punktowy zryw gospodarzy. Trzecia kwarta do popis Persona, który na siedem prób z akcji nie pomylił się ani razu i zakończył odsłonę z dorobkiem 16 punktów.

- Nikt za nas nie wygrał tego meczu. To wspaniałe uczucie zwyciężyć i mieć świadomość, że drużyna się nigdy nie podda - powiedział bohater meczu.

Tymczasem statystyki podpowiadają, iż zespół Flipa Saundersa niemiłosiernie męczy się w meczach wyjazdowych. Przy imponującym bilansie 19-2 w Target Center 11 porażek poza własną halą wygląda niepokojącą.

- To problem mentalny. Na wyjazdach nie umiemy się wystarczająco zmobilizować się - przyznał Kevin Garnett, któremu już drugi raz w sezonie dała się we znaki obrona strefowa zaordynowana przez coacha Cavs (tylko 14 punktów i 7/23 z pola gry). Na początku sezonu w Minneapolis również triumfowali Cavs (107:104).

Los Angeles Lakers przegrali 6 ze swych ostatnich 9 potyczek, w tym niedzielne starcie z Philadelphią 76ers, które otworzyło 5-meczowe tournee po Wschodnim Wybrzeżu. Wszystko wraca jednak do normy, bowiem "Jeziorowcy" rozgromili Atlantę Hawks 127:93 odnosząc swe najefektowniejsze wyjazdowe zwycięstwo. Kobe Bryant zdobył 26 punktów w pierwszej połowie ze swych 32 w całym meczu, a Shaquille O`Neal dodał 23 trafiając z akcji 10 z 13 rzutów. Obaj panowie na pofatygowali się na parkiet w finałowej odsłonie, która rozpoczęła się 33-punktowym prowadzeniem gości.

- Nie walczyliśmy z taką zaciekłością, która pozwoliłaby nam nawiązać równorzędną walkę - wyznał z pokorą najskuteczniejszy wśród pokonanych Abdur-Rahim - zdobywca 21 punktów.

Mimo 32-punktowej zdobyczy Michael Jordan nie zdołał poprowadzić swych Washington Wizards do 21 zwycięstwa w sezonie. Dzięki 24 punktom i kluczowej zbiórce Jerry`ego Stackhouse`a w finałowych sekundach starcia Detroit Pistons uporali się z "Czarodziejami" 89:86. Choć as ekipy Douga Collinsa zdobył w ostatniej odsłonie 14 punktów zadrżała mu ręką na 44 sekundy przed finałową syreną i po punktach Cliffa Robinsona goście wyszli na prowadzenie 88:84. W kolejnej akcji na kosz Pistons odpalił Hubert Davis. Piłka po chybionym rzucie trafiła do rąk Stackhouse`a, który podał do Atkinsa, a ten faulowany trafił jeden z dwóch wolnych.

Zobacz wyniki meczów z 29 stycznia

Dowiedz się więcej na temat: Minnesota Timberwolves | porażka

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje