Kolejne zwycięstwo Knicks

W swoim ostatnim meczu na własnym parkiecie New York Knicks zostali ośmieszeni przez swojego byłego gracza Latrella Sprewella. Po trzech wyjazdowych zwycięstwach, Knicks powrócili do Madison Square Garden i ich fani zobaczyli zupełnie inny zespół.

Keith Van Horn zdobył 22 punkty i poprowadził nowojorczyków do zwycięstwa z Miami Heat 102:73. Jest to czwarta wygrana z rzędu kolegów Macieja Lampe.

Reklama

- To był jeszcze jeden mecz, w którym zagraliśmy świetnie w obronie. To właśnie defensywą wygraliśmy to spotkanie - powiedział po meczu Van Horn.

Jeszcze przed wtorkowym meczem Isiah Thomas zapewniał graczy, że władze klubu mocno na nich liczą. - Tutaj w Nowym Jorku musimy być najlepsi. Oczekują tego nasi kibice, również ja oczekuję tego i nasi gracze pokazują w ostatnich meczach, że mogą być najlepsi.

Prezentując swoje nowe oblicze Knicks wręcz "zmiatają" z parkietu rywali, wygrywając w ostatnich trzech meczach różnicą przynajmniej 20 punktów. Fani z Nowego Jorku dawno nie widzieli tak walczącej drużyny.

W innym wtorkowym meczu Indiana Pacers popsuli szampański nastrój LeBronowi James'owi, który przez własną publicznością chciał uczcić godnie swoje 19. urodziny. Jermaine O'Neal zdobył 21 punktów, Ron Artest trafił za trzy w decydującym o wyniku momencie i Indiana Pacers pokonali Cavaliers 92:89.

Pacers mogą pochwalić się najlepszym bilansem w Konferencji Wschodniej, wygrywając 23 mecze i tylko w 10 doznając porażek.

James w dniu urodzin zdobył 22 punkty i zaliczył 10 zbiórek, ale znów nie zachował zimnej krwi w końcówce, kiedy to pilnował go Artest. - W pierwszej połowie James zdobył 15 punktów, a w drugiej już tylko 7, bo trochę go przycisnęliśmy w obronie. Chłopak jest zdolny, ale ja uważam, że nie ma graczy, których nie można zatrzymać - powiedział Artest.

Zobacz wyniki oraz zdobywców punktów w spotkaniach NBA z 30 grudnia

Dowiedz się więcej na temat: New York Knicks

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje