Kobe samolub

Niespodzianka w Kalifornii. Obrońcy tytułu mistrzowskiego koszykarze Los Angeles Lakers przegrali, z nie imponującymi przecież w obecnym sezonie wynikami, Milwaukee Bucks 105:109. Zwycięstwo przypieczętował Sam Cassell, trafiając z półdystansu na 3,7 sekundy przed końcową syreną. To pierwszy triumf "Kozłów" w starciu z "Jeziorowcami" od sześciu lat.

Ależ gromy posypią się na głowę Kobe Bryanta. Co prawda 22-latek z Kalifornii zawsze wykazywał inklinacje do boiskowego samolubstwa, jednak jego egoizm w starciu Los Angeles Lakers z Milwaukee Bucks przyjął niepokojące rozmiary.

Reklama

W hali Staples Center Bryant trafiał do kosza z pola gry tylko co czwarty rzut. Mimo tak rozpaczliwej skuteczności (8/31) lider klasyfikacji strzelców tak wczuł się rolę supersnajpera, że odpalił w końcowych framentach wyrównanego przecież meczu sześć rzutów - żaden z nich jednak nie wpadł do kosza... A przecież na parkiecie przebywali "żółtodziub" Mike Penberthy, który jak natchniony trafił 7 na siedem rzutów z gry (w tym 2 razy za trzy) i weteran Ron Harper (4/5 z gry). Co więcej Kobe, członek drugiego teamu obrońców za zeszły sezon, w ogóle zapomniał o defensywie i pozwolił rzucić swemu vis`a vis Rayowi Allenowi aż 35 "oczek".

Niespełna 24-godziny cieszyli się gracze Sacramento z najlepszego bilansu ligi. "Królowie", wykazując wielką niefrasobliwość w finałowych minutach, przegrali starcie z outsiderami ligi Atlanta Hawks 99:107.

Ekipę, wściekłego z 5. porażki w sezonie, Ricka Adelmana pogrążył Jason Terry. 23-letni rozgrywający gospodarzy wpakował graczom z Sacramento 38 punktów - co jest jego rekordem życiowym - z czego 9 "oczek" zdobył w ostatnich 100 sekundach przed końcową syreną.

Zobacz wyniki i zdobywców punktów w meczach z 12 grudnia

Dowiedz się więcej na temat: lakers | los angeles lakers | milwaukee bucks | Los Angeles

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama