Knicks w końcu górą, smutni Raptors

Niedziela mogła być dniem pierwszych zwycięstw w tym sezonie dla Raptors i Knicks. Była szczęśliwa jednak tylko dla nowojorczyków, którzy wygrali w Sacramento z tamtejszymi Kings 105:95.

Zespół z Toronto znów nie zdołał wygrać meczu, choć był bardzo blisko, ostatecznie ulegając na własnym parkiecie Seattle Supersonics 121:126 po dogrywce.

Reklama

Knicks nie wygrali w Arco Arena od 20 lutego 1997 roku i niewielu oczekiwało, że fatalna passa nowojorczyków zostanie przerwana właśnie w niedzielę. A jednak udało się - także dzięki bardzo dobrej postawie pierwszoroczniaka Channinga Frye'a, który w ciągu 18 minut zdobył 19 punktów, trafiając 8 z 13 rzutów z gry.

- To dobre samopoczucie. Zawsze dobrze się czuję, gdy drużyna tak bardzo się stara - powiedział Larry Brown, którego podopieczni wysoko wygrali pierwszą kwartę (29:16), a później zdołali odrobić przewagę.

Peja Stojakovic uzyskał 31 "oczek" dla "Królów". Gracze gospodarzy zostali potraktowani przez kibiców wrogim buczeniem już po I kwarcie. - To było bardzo frustrujące, nie mieliśmy w ogóle energii - skomentował porażkę Mike Bibby, który zdobył 18 punktów i zaliczył siedem asyst dla ekipy z Sacramento.

- Nikt nie chce mieć bilansu 0-6. Staraliśmy się wygrać po raz pierwszy i byliśmy naprawdę blisko - powiedział rookie Charlie Villanueva, podsumowując łamiącą serce porażkę z Sonics. Zespół z Toronto z ogromnym poświęceniem walczył o zwycięstwo, odrabiając w IV kwarcie 18-punktową stratę. Do wyrównania tuż przed końcową syreną doprowadził Chris Bosh, dobijając piłkę po celowo nietrafionym rzucie wolnym Mike'a Jamesa, który zdobył aż 36 punktów dla gospodarzy (rekord kariery).

Po przeciwnej stronie brylował Rashard Lewis (41 pkt), któremu wydatnie pomagał Nick Collison. Skrzydłowy gości zebrał 12 piłek z tablic i zapisał na swoim koncie 20 punktów, w tym cztery w ostatnich dwóch minutach dodatkowego czasu gry, wygranego przez drużynę z Seattle 9:4.

Cleveland Cavaliers ograli po dogrywce Orlando Magic 108:100. Lider "Kawalerzystów", LeBron James został najmłodszym graczem w historii NBA, którą osiągnął granicę czterech tysięcy punktów - mając 20 lat i 318 dni. Poprzednim rekordzistom był Kobe Bryant - 21 lat i 216 dni. W spotkaniu przeciwko Magic, LeBron James zdobył 26 pkt.

Bardzo dobra postawa Raefa LaFrentza w pierwszej połowie meczu pomogła Boston Celtics w odniesieniu zwycięstwa nad Houston Rockets 102:82. LaFrentz w tym czasie zdobył 27 punktów, a po przerwie dołożył pięć "oczek". W "Rakietach" najskuteczniejszy był rezerwowy - Stromile Swift

(17 pkt).

Zobacz WYNIKI oraz czołowych STRZELCÓW w meczach z 13 listopada

Tabele NBA

Dowiedz się więcej na temat: toronto | NBA

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje