Kings wygrali w San Antonio

Bobby Jackson był bohaterem Kings w czwartkowym wyjazdowym pojedynku tej drużyny z San Antonio Spurs.

Jego warta 4 punkty akcja przeprowadzona na 29 sekund przed końcową syreną pozwoliła ekipie z Sacramento pokonać obrońców tytułu 96:91.

Reklama

Goście, którzy mieli 50-procentową skuteczność z gry (Spurs 47 procent), wypracowali sobie solidną przewagę w IV kwarcie, ale w końcówce zaczęli tracić grunt pod nogami. Na 47 s przed końcem Manu Ginobili przechwycił podanie Mike'a Bibby'ego i podał do Malika Rose'a, którego "dunk" zmniejszył stratę Spurs do czterech "oczek" (87:91).

W odpowiedzi Kings rozegrali bardzo długą akcję i tuż przed końcem czasu na jej rozegranie Bibby dograł piłkę na lewe skrzydło do Jacksona. Ten trafił za trzy, będąc przy okazji faulowany przez Bruce'a Bowena. Jackson skutecznie wykonal rzut wolny, przesądzając o wygranej "Królów".

Peja Stojakovic zdobył dla drużyny z Sacramento 22 punkty, Jackson dodał 18, a Bibby 17. W II połowie Jackson ani razu nie pomylił się przy próbach rzutów za trzy (trzy trafienia).

Oba zespoły dobrze rzucały z dalekiego dystansu. Kings trafili 9 z 14 rzutów za trzy, a Spurs 7 z 11.

Tim Duncan był najskuteczniejszym graczem zespołu z San Antonio, uzyskując 35 punktów i zapisując na swoje konto 18 zbiórek. Tony Parker zdobył 19 "oczek", a Ginobili dodał 12.

Trzecia kwarta pojedynku w Atlancie zdecydowała o o czwartym z rzędu wyjazdowym sukcesie Blazers. Ekipa z Portland, która fatalnie zaczęła sezon z dala od domu (2-16), pokonała Hawks 93:85.

Do przerwy - różnicą 5 "oczek" - prowadzili gospodarze, ale trzecia odsłona zakończyła się zwycięstwem drużyny ze stanu Oregon (29:15).

Rasheed Wallace zdobył 11 ze swoich 20 punktów w tym okresie. Najlepszym strzelcem Blazers w całym spotkaniu był natomiast Zach Randolph - 22 pkt.

- Udowodniliśmy, że możemy grać w koszykówkę - powiedział Ruben Patterson, który wchodząc z ławki uzyskał 8 punktów i zebrał 5 piłek z tablic. - Jesteśmy na małej fali. Musimy to tylko utrzymać.

Stephen Jackson zdobył 15, a Jason Terry dodał 14 "oczek" dla Hawks. Drużyna z Atlanty przegrała trzy z ostatnich czterech pojedynków i dwa ostatnie na własnym parkiecie.

Jak na razie szczęście dopisuje nowemu szkoleniowcowi Nets. Pod wodzą Lawrence'a Franka, który w tym tygodniu zastąpił Byrona Scotta, zespół z New Jersey znów zwyciężył - tym razem pokonał w Orlando tamtejszych Magic 89:79.

Lider Nets Jason Kidd zdobył 33 punkty (15/27 z gry) i zasłużył na wiele ciepłych słów ze strony nowego coacha. - W każdym zespole twoi najlepsi gracze muszą stawać na wysokości zadania - powiedział Frank. - U nas to Jason Kidd robi różnicę. To on sprawił, że byliśmy w finałach w dwóch ostatnich sezonach.

Kenyon Martin zdobył 18 punktów, a Richard Jefferson dodał 13 "oczek" dla Nets. Lucious Harris uzyskał 12 punktów - wszystkie w IV kwarcie.

Tracy McGrady, który został wybrany do pierwszej piątki All-Star Game, zdobył 22 punkty dla ekipy z Orlando. Gdyby "T-Mac" rzucił 30 "oczek" mógł zostać nowym liderem wśród strzelców w NBA, wyprzedzając Allena Iversona.

Zobacz wyniki oraz zdobywców punktów w spotkaniach NBA z 29 stycznia

INTERIA.PL/AP
Dowiedz się więcej na temat: wygraj | NBA | Michael Jackson

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje