Kings blisko finału

Już tylko jednego zwycięstwa brakuje koszykarzom Sacramento Kings, aby wyeliminować obrońców tytułu i awansować do wielkiego finału NBA.

Dzisiejszej nocy Kings pokonali w Arco Arena w Sacramento Los Angeles Lakers 92:91. Tym samym podopieczni Ricka Adelmana objęli prowadzenie w serii best of seven 3:2. Szóste spotkanie zostanie rozegrane w piątek w Los Angeles.

Reklama

W pamiętnym niedzielnym spotkaniu Kings pechowo przegrali po fantastycznym rzucie za trzy, równo z syreną Roberta Horry. Tym razem przy stanie 91:90 dla Lakers i 8,2 sekundy do końca meczu, fenomenalnym rzutem z 5,5 metra popisał się Mike Bibby, który wyprowadził Kings na prowadzenie. Według przysłowia, że Nic dwa razy się nie zdarza Lakersom nie udało się dobić rywali w ostatnich sekundach, gdyż rzut Kobe Bryanta odbił się od obręczy i w Arco Arena radośnie zabrzmiała syrena.

Najwięcej punktów dla gospodarzy zdobył Chris Webber - 29, który ozdobił swój występ 13 zbiórkami. Bohater meczu, Bibby zakończył spotkanie z 23 punktami.

Po sześciu meczach przerwy spowodowanej kontuzją, do gry wrócił Peja Stojakovic, który zagrał 18 minut. Peja spudłował każdy z oddanych trzech rzutów, ale dwa razy celnie trafił z linii rzutów wolnych.

Wśród graczy z Los Angeles, najskuteczniejszym graczem był Bryant, który zdobył 30 punktów. O dwa oczka mniej miał na swoim koncie Shaquille O'Neal, który musiał przedwcześnie opuścić parkiet za 6 fauli.

Zobacz wyniki meczów i stan poszczególnych serii playoff 2002

Dowiedz się więcej na temat: NBA | Arena | Los Angeles

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje