Jordan wciąż wielki!

To nie fenomenalny 51-punktowy występ Jordana w batalii z Charlotte był przypadkiem, lecz niefortunne 6 "oczek" wrzucone do kosza Pacers! Michael wzniósł się ponownie na nieosiągalne dla innych wyżyny rzemiosła koszykarskiego i w sylwestrowym starciu z New Jersey Nets zdobył 45 punktów zebrał 10 piłek, przechwycił 3 i zanotował 7 ostatnich podań, a Wizards pewnie ograli lidera Atalntic Division 98:76.

Jordan trafiał w MCI Center swój co drugi rzut z akcji (16/32 w tym 1/3 zza łuku 7,24 metra ), a dorobek punktowy poprawił 12 celnymi wolnymi (na 13 prób).

Reklama

- Kenyon Martin powiedział mi, że ma kłopoty z plecami. Sądzę, że nie powinien się tym chwalić - żartował Jordan o krótkiej wymianie zdań ze skrzydłowym Nets, który miał opiekować się liderem "Czarowników" na krótko przed rozpoczęciem meczu.

Ekipie Byrona Scotta opadły szczególnie ręce podczas sześciu minut na przełomie drugiej i trzeciej odsłony, gdy 38-latek z Waszyngtonu zdobył 22 punkty z rzędu dla swej ekipy, tylko o "oczko" mniej od rekordowej w dziejach NBA serii punktowej autorstwa... Michaela Jordana. "Air" 16 kwietnia 1987 w barwach Bulls wrzucił Atalnta Hawks 23 punkty pod rząd kończąc zawody z dorobkiem 61 "oczek".

- To jeden z najgorszych meczów jakie rozegraliśmy. Szwankowała zwłaszcza celność, a do tego tylko Jason (Kidd) i Kerry (Kittles) biegali po parkiecie, reszta spacerowała - wściekał się coach pokonanych Byron Scott. Prócz kompromitującej 38-procentowej skuteczności, Nets dostali również srogą lekcję zbierania piłek, przegrywając walkę pod tablicami 30-62, czego konsekwencją było bezcenne punkty zdobywane przez gospodarzy z ponowienia (26:6 dla Wizards)!

- Michael gra teraz więcej niż z chirurgiczną precyzją. Szuka możliwości do ataku i bezbłędnie wykorzystuje okazje - podsumował występ swego asa Doug Collins.

Pierwsze zwycięstwo od ponad dwóch tygodni wymęczyli wreszcie Miami Heat. Eddie Jones wrzucił 29 punktów, a Alonzo Mourning o 10 mniej i zespół z Florydy uporał się w Indianapolis z Pacers 89:87, przerywając kompromitującą serię sześciu porażek.

- Traciliśmy szacunek z meczu na mecz i zaczęto postrzegać nas jako drużyna, która przegrywa - wyznał Pat Riley. Mimo zwycięstwa Heat wyrównali rekord ligi 29 meczów z rzędu, w których nie zdołali się uporać z barierą 100 punktów.

Gdy na konferencji prasowej po zwycięskim meczu Chicago Bulls z Cleveland Cavaliers debiutujący wówczas w roli coacha Bill Cartwright odgrażał się, że "Byki" są gotowe do wygrywania, dziennikarze chyba tylko przez kurtuazję i szacunek dla 3-krotnego mistrza ligi nie parsknęli śmiechem. Tymczasem i starcie numer dwa pod batutą nowego szkoleniowca okazało się dla Bulls zwycięskie i to starcie nie z byle kim, bo z Milwaukee Bucks. Gospodarze bezwzględnie wykorzystali absencję w drużynie lidera Central Division Raya Allena (zmaga się z bolącym kolanem) i Glenna Robinsona (temu zastrajkowało udo) i pokonali ekipę George Karla 90:83. Bulls wygrali po raz pierwszy dwa mecze z rzędu od zwycięskich starć z Nets i 76ers na zakończenie ubiegłego sezonu. Dla triumfatorów Ron Mercer rzucił 16 ze swych 20 punktów w drugiej części spotkania, a Marcus Fizer dodał 17.

George Karl nie doczekał na ławce rezerwowych 10. porażki w sezonie swego zespołu. Na 132 sekundy przed końcową syreną Karl obdarowany drugim technicznym za krytykowanie arbitrów, musiał pomaszerować do szatni.

Zobacz wyniki meczów z 31grudnia

Dowiedz się więcej na temat: New Jersey | Michael | występ | Jordan

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne