Horry = Spurs blisko tytułu

Robert Horry był wszędzie i sprawił, że Spurs są tylko o krok od mistrzowskiego tytułu. Rzut za trzy skrzydłowego ekipy z San Antonio na 5,9 s przed końcem dogrywki dał podopiecznym Gregga Popovicha wyjazdowe zwycięstwo nad Detroit Pistons 96:95.

Zespół z Teksasu jest więc w komfortowej sytuacji przed meczem numer 6 we wtorek w SBC Center w San Antonio. Mistrzowskie pierścienie są dla Spurs, którzy prowadzą 3-2 w serii "best-of-seven", na wyciągnięcie ręki...

Reklama

To był mecz jakiego oczekuje się na tym poziomie rywalizacji. Goście z San Antonio stanęli na wysokości zadania i mimo ogłuszającego dopingu publiczności w The Palace of Auburn Hills cały czas deptali po piętach obrońcom tytułu.

Spurs mogli wygrać ten mecz już w regulaminowym czasie gry, ale tuż przed końcową syreną Tim Duncan nie zdołał umieścić w koszu łatwej dobitki z kilku metrów. I gdy w dogrywce wydawało się, ze ta sytuacja zemści się na zespole z San Antonio, znów przypomniał o sobie Horry, który już w IV kwarcie trafił kilka ważnych rzutów za trzy. Pięciokrotny mistrz NBA z Lakers i Rockets najpierw popisał się wspaniałym "dunkiem", a na 5,9 s przed końcem trafił za trzy, dając Spurs jednopunktowe prowadzenie.

- To jest Bobby Horry - powiedział Duncan, który - po dwóch słabszych występach - zapisał na swoim koncie 26 punktów (11/24 z gry) i 19 zbiórek. - On robi to co chce. Po prostu " Big Shot Bob."

Ostatnia akcja meczu należała wprawdzie do gospodarzy, ale Rip Hamilton zagrał siłowo w pojedynku jeden na jeden z Tonym Parkerem i brakło mu siły, by skupić się na rzucie. Piłkę, która trafiła tylko w boczną cześć obręczy, zebrał Bruce Bowen i czas gry dobiegł końca.

- Ciężka porażka. Muszę to jakoś przetrawić - przyznał szkoleniowiec Pistons Larry Brown. - Trzeba odrobić stratę. Nie wygraliśmy tam od dawna, ale musimy znaleźć sposób, by doprowadzić do siódmego spotkania.

"Tłoki", które nie wygrały w San Antonio od 1997 roku, zwyciężyły już w tym sezonie w pojedynku numer 7 na wyjeździe, pokonując Heat w finale Konferencji Wschodniej. Wie o tym Duncan, który stwierdził. - Uważamy szósty mecz za ten, który musimy wygrać. Oni są wspaniali w starciach numer 7.

Chauncey Billups zdobył 34 punkty (11/26 z gry) dla Pistons, ale to nie on był bohaterem spotkania na przedmieściach Detroit. Był nim Horry, który zdobył 18 ze swoich 21 punktów (5 celnych rzutów za trzy) w IV kwarcie i dogrywce.

- Miałem to przeczucie, miałem tą energię jaką się ma w dobrym meczu - wyjaśnił weteran, który wyrównał swoje najlepsze osiągnięcie punktowe w występach w NBA Finals. Poprzednio Horry uzyskał 21 "oczek" w meczu numer 4 rywalizacji Rockets z Magic w 1995 roku. Zespół z Houstons zdobył wówczas tytuł, teraz prawie...

Zobacz WYNIKI oraz zdobywców punktów w NBA Playoffs 2005

INTERIA.PL/AFP
Dowiedz się więcej na temat: detroit | mecz | NBA

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje