Heat i Kings wyrównali

Miami Heat i Sacramento Kings wyrównali na 2-2 stan rywalizacji playoffs w półfinałach konferencji NBA.

Zespół z Florydy pokonał na własnym parkiecie Pacers 100:88, a "Królowie" wygrali u siebie z Wolves 87:81. Następne mecze w tych parach odbędą się w Indianapolis i Minneapolis.

Reklama

Heat udowodnili, że są bardzo groźni na własnym parkiecie, na którym wciąż nie ponieśli porażki w trwającym "postseason". Jednak wygrane tylko w swojej hali nie pozwolą im na awans do finału na Wschodzie, Pacers przeciwnie.

- Wielu ludzi myśli, że nie możemy wygrać na wyjeździe, ale także wielu nie wierzyło, iż możemy wyrównać stan serii - powiedział Caron Butler, który rzucił w środowym pojedynku 21 "oczek" dla Heat.

Dzielnie wspomagali go pozyskany w przerwie letniej z Clippers Lamar Odom (22 pkt) oraz fenomenalny "rookie" Dwayne Wade (20 pkt) i drużyna z Miami przedłużyła serię "domowych" zwycięstw do 18, licząc mecze z sezonu regularnego.

Gra momentami wyglądała jakby na parkiecie stanęło dwóch graczy z Indianapolis na przeciwko pięciu zawodników gospodarzy. Tą dwójką byli Jermaine O'Neal (37 pkt, 14/24 z gry) i Ron Artest (28 pkt, 12/22). Następny strzelec gości Auston Croshere zapisał na swoim koncie jedynie 7 "oczek".

- Oni grali dobrze, my fatalnie - stwierdził Artest. - Trudno nawet wskazać jeden element. Teraz jestem przekonany, że oni są jednym z najtwardszych teamów w NBA.

Heat byli bardziej zbilansowani. Wszyscy "wyjściowi" gracze zdobyli co najmniej 10 punktów a wchodzący z ławki Rafer Alston rzucił 11 "oczek". Mecz rozstrzygnął się w trzeciej kwarcie, którą miejscowi wygrali 23:13.

Pacers, którzy mieli najlepszy bilans w sezonie regularnym, przegrali dwa mecze z rzędu zaledwie po raz czwarty w tych rozgrywkach.

Kiedy wszystko było już rozstrzygnięte gościom puściły nieco nerwy i zostali ukarani za dwa niesportowe faule w ostatnich minutach. Jamaal Tinsley został nawet wyrzucony z parkietu, gdyż wcześniej miał już na swoim koncie przewinienie techniczne.

Mecz numer 5 zostanie rozegrany w Conseco Fieldhouse w Indianapolis w najbliższą sobotę.

W piątek swoją rywalizację w półfinale Konferencji Zachodniej wznowią ekipy z Minneapolis i Sacramento.

W meczu numer 4 w Sacramento, Chris Webber zdobył 28 punktów (rekord w playoffs), a Brad Miller dodał 20, prowadząc Kings do zwycięstwa nad Wolves 87:81 i wyrównania rywalizacji na 2-2.

Cichym bohaterem gospodarzy był Mike Bibby, który w przeddzień swoich 26 urodzin rzucił 15 punktów i zapisał na swoim koncie 12 asyst (rekord w playoffs). Webber uzyskał sześć "oczek" w ostatnich 200 sekundach, niwelując do zera szansę gości na trzecie z rzędu zwycięstwo w tej serii.

Mecz numer 5 rozegrany zostanie w piątek w Minneapolis, gdzie Kings zdołali wygrać pierwszy pojedynek rywalizacji. Szóste spotkanie zaplanowano na niedzielę w Sacramento.

Kevin Garnett zdobył 19 punktów i zaliczył 21 zbiórek dla Timberwolves, którzy popełnili 24 straty, przegrywając w Sacramento po raz pierwszy w tym sezonie (dotychczas cztery mecze).

"Wielka trójka z Minnesoty" - Garnett, Latrell Sprewell i Sam Cassell - zdołała łącznie trafić 17 z 48 rzutów z gry.

Zobacz stan rywalizacji oraz zdobywców punktów w NBA Playoffs 2004

INTERIA.PL/AP
Dowiedz się więcej na temat: minneapolis | mecz | miami | mecze | NBA

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje