Garnett i Wolves odprawili Nuggets

Minnesota Timberwolves awansowali do półfinału Konferencji Zachodniej playoffs NBA. "Leśne Wilki" pokonały piątkowej nocy przed własną publicznością Denver Nuggets 102:91 i wygrały rywalizację 4-1.

Ekipa z Minneapolis po raz pierwszy od siedmiu lat przebrnęła pierwszą rundę playoffs i po raz pierwszy w historii zagra w półfinale Konferencji. Głównym autorem historycznego awansu Wolves był rzecz jasna Kevin Garnett. Najbardziej wartościowy gracz zasadniczego sezonu rzucił 28 punktów i zaliczył 8 asyst i 7 zbiórek.

Reklama

- Jestem podekscytowany i nie zamierzam schodzić poniżej tego poziomu - mówił po meczu uradowany lider Wolves. Dwa "oczka" mniej od Garnetta rzucił Sam Cassell, a kolejnych 19 "oczek" dołożył Latrell Sprewell. To właśnie ta dwójka doświadczonych graczy (Sprewell z Knicks grał w finale NBA w 1999 roku, natomiast Cassel w 1994 roku święcił tytuł z Rockets), których sprowadził minionego lata prezydent Timberwolves Kevin McHale, ma pomóc Garnettowi wywalczyć mistrzowskie pierścienie. Jak na razie wszystko "idzie jak z płatka", ale rywalem ekipy z Minneapolis w półfinale Konferencji Zachodniej będzie piekielnie mocne Sacramento Kings i tutaj mogą zacząć się schody.

Trwa zacięta rywalizacja Miami Heat z New Orleans Hornets. W drugim piątkowym meczu koszykarze z Florydy wygrali we własnej hali 87:83 i w serii "best of seven" prowadzą 3-2.

Historia lubi się powtarzać, bowiem tak jak w pierwszym meczu konfrontacji z Hornets bohaterem Heat był Dwyane Wade. Jego celny rzut z dystansu na 54 sekundy przed końcem okazał się kluczowy dla losów tego spotkania. - Chciałem trafić i wygrać ten mecz. Udało się i to wspaniałe uczucie być w takiej sytuacji, nawet jeśli myślałem, że tym razem koniec mógł być gorszy - mówił po meczu "rookie" ekipy z Miami, który zakończył spotkanie z dorobkiem 21 punktów. Cztery "oczka" więcej rzucił najskuteczniejszy wśród Heat Eddie Jones.

Dla Hornets, którzy w pierwszej kwarcie prowadzili różnicą 11 punktów, a jeszcze w trzeciej kwarcie prowadzili 58:49, jest to już piąta w tym sezonie porażka w Miami. W ekipie z Nowego Orleanu "szalał" na parkiecie Baron Davis, jednak nawet jego 33 punkty nie pomogły "Szerszeniom" zdobyć twierdzy Heat. Szóste spotkanie w tej parze zostanie rozegrane niedzielnej nocy w Nowym Orleanie.

Zobacz stan rywalizacji oraz zdobywców punktów w NBA Playoffs 2004

Dowiedz się więcej na temat: minneapolis | miami | Minnesota Timberwolves | NBA

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje