Detroit Pistons pozostali w grze

Detroit Pistons pokazali charakter. Wygrali wtorkowy mecz ze Spurs w San Antonio 95:86 i wyrównali stan finałowej serii na 3-3. Siódme spotkanie odbędzie się w czwartek, także w Teksasie.

"Tłoki" wygrywając we wtorek przerwały 10-meczową serię porażek jakie ponosiły w San Antonio, a także po raz pierwszy od 11 lat doprowadziły do meczu numer siedem w finałach NBA. - Przezwyciężyliśmy wszelkie trudności. Większość kibiców myślała, że dzisiaj przegramy - powiedział Rasheed Wallace, który zdobył 16 punktów.

Reklama

23 "oczka" dodał Richard Hamilton, a 21 Chauncey Billups, który pięć razy trafił za trzy punkty. Rzuty za łuku były bardzo mocną stroną Pistons w meczu numer sześć. Koszykarze z Detroit oddali 17 takich rzutów trafiając osiem z nich, tyle ile w poprzednich pięciu meczach.

Gracze Spurs mówili przed wtorkowym spotkaniem, że bardzo chcą je wygrać, gdyż pojedynek numer siedem to będzie wielka niewiadoma. Jednak gdy w trzeciej kwarcie goście wyszli na prowadzenie to nie oddali go już do końca. - Byliśmy bezwzględni - stwierdził Billups.

Koszykarze Spurs co prawda próbowali zmienić rezultat meczu, ale potrafili zbliżyć się do rywali tylko na odległość jednego punktu (81:82) na 4.48 min przed końcem. Wtedy jednak pięć "oczek" R. Wallace'a, przy tylko jednym Tima Duncana znowu dały bezpieczne prowadzenie Pistons.

W ekipie gospodarzy właściwie tylko Duncan (21 punktów, 15 zbiórek) i momentami Manu Ginobili (21, 10) grali na dobrym poziomie. To było za mało na mistrzów NBA, którzy po raz kolejny pokazali, że dysponują bardzo wyrównanym składem: Tayshaun Prince zdobył 13 "oczek", Antonio McDyess 10, Ben Wallace osiem i dziewięć zbiórek.

W czwartek wszystko może się więc zdarzyć...

Zobacz WYNIKI oraz zdobywców punktów w NBA Playoffs 2005

Dowiedz się więcej na temat: NBA | detroit

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje